Dobra, uratowałeś się - dzwoniłem do Tunezji i powiedziałem Rapie żeby jeszcze poczekał z tym banowaniem ;p
Łowiłem na bardzo podobnej wodzie na Narwi - jednak u mnie sandacze nie brały. Zastanawiam się jaka jest przyczyna tych złych wyników na Narwi. Padają pojedyncze sztuki (słyszałem o jednym 11 kg.... ) - ale są to po prostu wystane, wyczekane ryby. I oczywiście wszystkie padają z łódek. Charakter wody na których są łowione jest dość różny - twarde gliniane rynny, kamieniste rowy, blaty z zaczepami... Reguły nie ma - zależy jak kto trafi ( w miejsce i czas żerowania ).
Co ciekawe nie zauważyłem od dawna czegoś takiego jak mówicie o żerowaniu sandaczy - u mnie nie trafiają się nie wymiarki, nie ma wielu brań. Zazwyczaj jest jedno puknięcie na kilka godzin łowienia - jeśli uda się zaciąć - mamy rybę, jeśli nie - czeka nas kolejne kilka godzin bez brania. Czyżby brak stad sandaczy? Małe sztuki żerują jak wataha psów, większe są raczej samotnikami - jeśli nie ma brań - może po prostu w zasięgu przynęty nie ma żadnej ryby?
Tutaj może winą jest fakt, że ostatnio z brzegu łowiłem ciężko - ale wynikało to ze specyfiki wody. Lekkimi przynętami po prostu nie da się łowić, przynęta jak torpeda jest znoszona pod powierzchnią w brzeg, w krzaki. Pięcio gramowa główka tak jak piszesz Krzyko - u mnie jest ( z brzegu ) nierealna - no chyba że w za główkowych klatkach - gdzie raczej u nas sandacze nie przebywają.
Nie mam póki co rozwiązania. W przyszłym roku mam zamiar kupić silnik i łódkę - co na pewno zwiększy obszar poszukiwań i mam nadzieję poprawią się efekty tego katowania wody. W tym roku planuję wyskoczyć nad Narew jeszcze kilka razy - ale męską decyzją postanowiłem się "nauczyć" łowić na Wiśle, która ma jednak duuużo większy potencjał i z tego co widzę ma dużo więcej ryb w swoich zakamarkach.
Łowiłem na bardzo podobnej wodzie na Narwi - jednak u mnie sandacze nie brały. Zastanawiam się jaka jest przyczyna tych złych wyników na Narwi. Padają pojedyncze sztuki (słyszałem o jednym 11 kg.... ) - ale są to po prostu wystane, wyczekane ryby. I oczywiście wszystkie padają z łódek. Charakter wody na których są łowione jest dość różny - twarde gliniane rynny, kamieniste rowy, blaty z zaczepami... Reguły nie ma - zależy jak kto trafi ( w miejsce i czas żerowania ).
Co ciekawe nie zauważyłem od dawna czegoś takiego jak mówicie o żerowaniu sandaczy - u mnie nie trafiają się nie wymiarki, nie ma wielu brań. Zazwyczaj jest jedno puknięcie na kilka godzin łowienia - jeśli uda się zaciąć - mamy rybę, jeśli nie - czeka nas kolejne kilka godzin bez brania. Czyżby brak stad sandaczy? Małe sztuki żerują jak wataha psów, większe są raczej samotnikami - jeśli nie ma brań - może po prostu w zasięgu przynęty nie ma żadnej ryby?
Tutaj może winą jest fakt, że ostatnio z brzegu łowiłem ciężko - ale wynikało to ze specyfiki wody. Lekkimi przynętami po prostu nie da się łowić, przynęta jak torpeda jest znoszona pod powierzchnią w brzeg, w krzaki. Pięcio gramowa główka tak jak piszesz Krzyko - u mnie jest ( z brzegu ) nierealna - no chyba że w za główkowych klatkach - gdzie raczej u nas sandacze nie przebywają.
Nie mam póki co rozwiązania. W przyszłym roku mam zamiar kupić silnik i łódkę - co na pewno zwiększy obszar poszukiwań i mam nadzieję poprawią się efekty tego katowania wody. W tym roku planuję wyskoczyć nad Narew jeszcze kilka razy - ale męską decyzją postanowiłem się "nauczyć" łowić na Wiśle, która ma jednak duuużo większy potencjał i z tego co widzę ma dużo więcej ryb w swoich zakamarkach.