Dziś dla odmiany skrzyżowałem spiner z naszym forumowym kolegą Marcinem bardziej znanym wszystkim jako @Marcist.
Spotkaliśmy się w Ślężanach.
Dawno tam nie łowiłem z powodu presji wędkarskiej, więc z nadzieją w sercu udałem się na dawno nie widziane miejsca.
Po krótkiej rozmowie ustaliliśmy z Marcinem, iż udamy się wzdłuż parkanu należącego do Dworu Ślęzany na tzw. "dołek" czyli starą odnogę Bugu.
Ku mojemu zdziwieniu zmienił się już sam dojazd nad wodę.
Przybyło domów i płotów w miejscu gdzie kiedyś swobodnie można było dojechać autem do samej wody.
Po dotarciu nad wodę mym oczom ukazał się iście sielski widok...
Szkoda że tak szybko widok ten został popsuty przez kilkunastu łowiących mężczyzn.
Łowiono dosłownie wszędzie, z brzegu z łódki ehhh Polska rzeczywistość.
Zaczęliśmy łowić, systematycznie obławialiśmy wolne stanowiska których nie było zbyt wiele, dodatkowo od czasu do czasu jakaś łódka przepływała obok.
Na łąkach za to wesoło pływały łabędzie.
Łowiłem na woblery na gumy nic cisza, nikt też z łowiących obok na żywca lub gumę nie miał brań.
Czuję że wobler wchodzi w kolejny zaczep.
Stoi ani chybi gałąź...ciągnę idzie, powoli ciągnę zaczep do siebie, jest coraz bliżej i coraz płycej się robi więc zaczynam dostrzegać kontury zaczepu pod wodą.
Mym oczom ukazuje się...
siatka wędkarska a w niej 25 cm okoń...o dziwo żywy i ma się dobrze.
Widocznie ktoś źle umocował ją i po prostu siatka odpłynęła wraz z zdobyczą.
Rybkę natychmiast wypuszczam do wody, natomiast siatkę zabieram do domu.
Szkoda że poza walorami przyrodniczymi nic innego nie może mnie ucieszyć...gdzieś w oddali słyszę odgłos holowanego szczupaka.
Nawet nie myślę co się z nim dzieje.
Mówię Marcinowi że odpuszczamy starorzecze więc idziemy na Bug.
Po drodze Marcin spotyka jeszcze znajomego autochtona który w rozmowie chwali się iż ma na rozkładzie w tym roku już ponad 90 szczupaków!!!
Nawet mi się w głowie taka cyfra nie mieści!
Ehhh szkoda biedne ryby...większość łowiących tu pewnie wali w łeb wszystko co złowi bo jak mówił inny łowiący "Panie tego dla wszystkich wystarczy"
Widać dla nas nie wystarczyło bo nie możemy doczekać się brania.
Zapada noc na wodzie cisza, nic się nie dzieje. Nawet bolki się pochowały.
Ja zrezygnowany po urwaniu już chyba piątej gumy proszę Marcina byśmy udali się już do domu...
Trochę przybiło mnie towarzystwo tych dziadków...
Wodom cześć.