Parę minut przed czwartą, kiedy to słoneczko zaczęło powoli wyłaniać się nad horyzontem, ustawiliśmy się chyba na najbardziej bankowej z bankowych miejscówek na Lubiążu, lekko zdegustowani po prostu rzucaliśmy bezwiednie popijając kolejnego browarka.
Widoki mieliśmy bajkowe bo wschodzące słońce malowało niebo na przeróżne kolorki.
Podczas kilku kolejnych rzutów poczułem w końcu jakby wyraźniejsze i bardziej agresywne pukanie w gumę - pierwsza myśl to nieduże okonie, które gonią prowadzoną agresywnie przynętę. Po niedługiej jednak chwili wszystko się wyjaśniło. Kolejny rzut, pierwsze podbicie przynęt z dna i takie "pierdyknięcię"🎉 że od razu się obudziłem. Zacinam i już po kilku sekundach wiem że to okoń (telegraf na szczytówce mi powiedział😜) i wiem że nie mały. Miara pokazała 47 cm - pomyślałem i powiedziałem głośno do Andrzeja z niepewnością w głosie "czyżby się zaczęło?"
Dokładnie po krótkiej serii zdjęć kolejne rzut i kolejny "garbusowy dziadek" tym razem 49 cm. I już wiem że będzie grubo. Tak właśnie było przez niecałe 40 minut wyciągnąłem w sumie 9 staruszków oraz kilka przedstawicieli domowego przedszkola z przedziału 25 - 30 cm.
Andrzej zamknął cudowną godzinę, szczupakiem i popłynęliśmy do domku bo na zegarkach było już po szóstej a my 24 na nogach.