Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nawigacja
Nie wymiguj się Peter :P Ja natomiast wypłynąłem dzisiaj około 18.00. O szarówce puknięcie - nie zacięte. Potem pod łódką walnął mi szczupak - ale się nie zapiął - tylko potarmosił chwilę kijem. Jak zrobiło się ciemno dwa walnięcia sandaczowe - ale refleks miałem dzisiaj taki że żadnego nie zaciąłem. A potem była cisza... i spłynięcie przed 22.00 do bazy. Ale świetnie się dzisiaj łowiło bo było jasno jak w dzień - a zapomniałem latarek wziąć. Mimo wszystko - udane wypłynięcie w sumie... Choć woda jest jeszcze ciepła... musi się schłodzić jeszcze - może wtedy sandacze zaczną brać...
dzisiaj 7.30-12.30 spinn jedno puknięcie bardzo delikatne, dugiego nie byłem pewnien... woda ciągnie niemiłosiernie:( i później od 15-19 z ojcem na spławik, ja nic, ojciec szczuply 62cm... coś w tym roku mi nie idzie:((
Morouk. Poranne wyprawy o jesiennym poranku są przepiekne !!! Wtedy człowiek naprawdę odpoczywa. A jeśli do tego wszystkiego uda mu się wybrać w odludne miejsce to już jakby trafił szóstke w totka !!! I przynjamniej takich "szóstek" wszystkim życzę 😎
Przed chwilką dzwonił Krzysiek - złapał sandacz ponad 7kg, 10 cm zabrakło do metra! 👏 Mam MMSa - jak uda mi się go przerzucić na kompa to wrzucę fotkę. Ryba oczywiście pływa dalej! Brawo Krzysiu, przez Ciebie muszę iść zaraz po persen do apteki.... :)
no no no ładnie, trzena wziąść się do roboty, nie Bysior??:)
KF
@Krzysztof
(edytowany 15 lat temu)
08.10.2010 21:55 · Odpowiedź #10583
jako że nie chce mi się 2 razy pisać to zapraszam na swoją stronę Sandacz 90 cm
MO
09.10.2010 05:25 · Odpowiedź #10585
Gratuluję piękna rybka
:)
:)
Gratuluję i pełen "szacun" 👏👏👏.Piękny gruby "bysior" 😜.Dobrze że udała się reanimacja bo nasz Naczelny wreszcie uwierzy ze w Narwi też pływają grube sandacze :Haha:
Ja wypowiem się dopiero jak wezmę poranną dawkę leków uspokajających.....
Wziąłem dawkę leków, popracowałem trochę, zadzwoniłem do Krzyśka, potem zadzwoniłem do Adama z prośbą po pożyczenie łódki i silnika.... i tak o godzinie 15:30 wyjechałem z mieszkania. Do Adama dotarłem o 16:30, zabrałem kluczyki i silnik, dorzuciłem do zbiornika 3 litry paliwa, na oko dolałem 60 ml oleju i śmignąłem nad wodę. Zdążyłem wyjąć graty, ubrać się w kombinezon i przyszedł Krzysiek w pełnym rynsztunku. 5 minut przygotowania łódki i wypływamy równo o 17.00 - na początek cel w górę rzeki. Łowimy na lekko, na ciężko, małymi i dużymi przynętami. Zaliczamy po dość dziwnym braniu - ale ryby brak.
Przestawiamy się trochę niżej, równolegle do łódki stojącej pod drugim brzegiem. Łowią przy nas dwa nieduże sandacze - my bez brania - woda u nas ciągnie dużo bardziej - może to był błąd w wyborze miejscówki. Robi się ciemno, płyniemy w dół za mosty. Po drodze spotykamy znajomego Krzyśka, który już zdążył zabić około 3 kilogramowego szczupaka. Płyniemy dalej w dół. Nie możemy się za bardzo ustawić na miejscówce tak jak chcemy, ale mimo to jakoś cumujemy. Nie łowimy długo, Krzysiek ma delikatne puknięcie, ja nic. Zmiana - płyniemy znów w górę.
Stajemy pod filarem. Drugi rzut - puknięcie. Zacinam i siedzi. Przez spory nurt i to, że miesiąc nie byłem w sumie na rybach - trochę wyolbrzymiam w głowie rybę. Po chwili maluch ma 47 cm. Zacięty ładnie za górną szczękę. Krzysiek robi fotkę i sandaczyk wraca do wody.
Rzucam jeszcze dwa razy i mam dużo potężniejsze branie. Ryba bujnęła kijem i dosłownie poczułem, jak hak wychodzi jej z pyska. Spadła. I na tym skończyły się kontakty z rybami pod tym filarem.
Płyniemy znowu w górę. Stajemy na dość płytkim miejscu - ale po 30 minutach nie mamy dotknięcia. Płyniemy w dół. Stajemy prawie na środku rzeki - kolejne 30 minut bez brania. Pułtuskie kościoły wybijają godzinę 21.00. Zwijamy wędki, odpalamy silnik i spływamy do portu. Na dziś koniec.
Jednym słowem - Krzysiek musi jeszcze poczekać na drugą 90tkę, a ja na pierwszą metrówkę ;)
Przestawiamy się trochę niżej, równolegle do łódki stojącej pod drugim brzegiem. Łowią przy nas dwa nieduże sandacze - my bez brania - woda u nas ciągnie dużo bardziej - może to był błąd w wyborze miejscówki. Robi się ciemno, płyniemy w dół za mosty. Po drodze spotykamy znajomego Krzyśka, który już zdążył zabić około 3 kilogramowego szczupaka. Płyniemy dalej w dół. Nie możemy się za bardzo ustawić na miejscówce tak jak chcemy, ale mimo to jakoś cumujemy. Nie łowimy długo, Krzysiek ma delikatne puknięcie, ja nic. Zmiana - płyniemy znów w górę.
Stajemy pod filarem. Drugi rzut - puknięcie. Zacinam i siedzi. Przez spory nurt i to, że miesiąc nie byłem w sumie na rybach - trochę wyolbrzymiam w głowie rybę. Po chwili maluch ma 47 cm. Zacięty ładnie za górną szczękę. Krzysiek robi fotkę i sandaczyk wraca do wody.
Rzucam jeszcze dwa razy i mam dużo potężniejsze branie. Ryba bujnęła kijem i dosłownie poczułem, jak hak wychodzi jej z pyska. Spadła. I na tym skończyły się kontakty z rybami pod tym filarem.
Płyniemy znowu w górę. Stajemy na dość płytkim miejscu - ale po 30 minutach nie mamy dotknięcia. Płyniemy w dół. Stajemy prawie na środku rzeki - kolejne 30 minut bez brania. Pułtuskie kościoły wybijają godzinę 21.00. Zwijamy wędki, odpalamy silnik i spływamy do portu. Na dziś koniec.
Jednym słowem - Krzysiek musi jeszcze poczekać na drugą 90tkę, a ja na pierwszą metrówkę ;)
no widzę, że nie darowałeś sobie i musiałeś wyskoczyć nad wodę:)
Nie przeżyłbym jeśli po wyczynie Krzyśka bym nie popływał :) A że efekty tragiczne trudno - czas spędzony nad wodą bezcenny :)
tragedia to by była jakbyś nic nie złapał i puknięcia żadnego nie miał:) a tak nie było tragicznie:P
Wow - Krzysztof - piękna ryba ! Ogromne gratulacje!!! 👏.
Bysior 90cm minus 47cm daje nam....43cm "nadziei". I choć sztuką jest złapać odrazu tego dziewięćdziesiątaka 😎 to życzę Ci abyś do końca sezonu złowił 43 sandacze, z których każdy kolejny będzie o ten jeden centymetr dłuższy od poprzedniego!
Bysior 90cm minus 47cm daje nam....43cm "nadziei". I choć sztuką jest złapać odrazu tego dziewięćdziesiątaka 😎 to życzę Ci abyś do końca sezonu złowił 43 sandacze, z których każdy kolejny będzie o ten jeden centymetr dłuższy od poprzedniego!
Sandacz Krzysztofa robi wielkie wrażenie... Może i mi kiedyś przyjdzie z takim się zmierzyć, czego sobie i wszystkim forumowiczom również życzę. Gratki!
Dzisiaj o poranku Narew pięknie wyglądała.......🎉
Tak pięknie, że wyciągnąłem tylko aparat, wędki już nie....📷👋
Tak pięknie, że wyciągnąłem tylko aparat, wędki już nie....📷👋
Pawełku, a gdzie to Cię wywiało. Coś czuję, że to górna Narew. Możesz ciut więcej zdradzić? Woda i widoki ciekawe.
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.