Dzisiaj wybraliśmy się razem z Bysiorem nad naszą kochaną Narew. Tomek dotarł do pułtuska ok 17, szybkie pakowanie sprzętu i wypływamy. Pogoda nie za specjalna, jak to okreśłił Bysior nie na ryby bo za duże wahania ciśnienia pomimo sprzyjającego wiatru. Pierwsze miejsce w górę rzeki bez brań - kilka zerwanych gumek. Następnie popłynęliśmy w dół rzeki. Po drodze przy moście zatrzęsienie - 3 łódki z których 4 osoby orały dno - chyba też bez ryby?? Po dotarciu na na kolejną miejscówkę i "odpowiednim" ustawieniu (jak to Bysior - heh jednak trochę źle stoimy, łódka się sama obraca, itp.) zaczynamy znowu. Bysior atakuje woblerami, a ja gumkami gdyż woblerów brak. Z racji płytkiej wody zakładam główkę 7,5g i 10cm ripperek i mówię do Tomka, że zaraz będzie ryba:P Pierwszy rzut, wolne jednostajnie ściąganie, walnięcie - natychmiastowe przycięcie i siedzi - opór dość znaczny ale niestety po ok 10s ryba spina się. heh zdenerwowanie... Kolejne rzuty - w drugim walnięcie, przycięcię - przez sek czuję, że coś jest ale powtórka z rozrywki... Myślę, co jest?? Opór znaczny ponownie ale znów sie spina?? Sandacz?? Szczupak?? Cholera wie:bezradny:...:) Przypalam fajka i myślę, jeszcze żadna ryba mi się nie spięła z team daiwa do 35g, hmmm... Bysior dalej rzuca ale bez rezultatu:nerwus: Dobra, po skończonym fajku, nie poddaję i się i próbuję dalej, drugi rzut, siedzi, ładny opór w głowie tylko jedno aby się nie spiął... Ryba walczy ale idę z nią na całość i ściągam bez chwili przerwy, daiwka ładnie amortuzuje odjażdy rybki nie dając jej za dużo swobody. Po chwili rybka za pomocą Bysiora i jego magicznego chwytaka ląduję w łódce. Ku mojemu rozczarowaniu nie jest to wymarzony rekordowy sandacz tylko:
mierzenie - 68cm, a następnie szybko rybka wraca tam skąd przyszła
gdzie po chwili znika w ciemności:)
Parę rzutów w tym samym miejscu z wynikiem zerowym i postanawiamy płynąć z powrotem w górę. Najpierw filar wokół pierwszego mostu - Bysior próbuje ja szybko się poddałem, gdyż za bystra woda tam była i jakoś nie podobało mi się to miejsce:bezradny: Następnie miejscówka między mostami i kolejna pod drugim mostem również bez rezltatu:( W końcu podejmujemy decyzję, że na dziś już wystarczy i ok godz. 22 kończymy dzisiejszą wyprawę dla mnie w miarę udaną dla naszego speca od sandaczy mniej:P Na koniec motto dzisiejszej wyprawy wypowiedziane przez mojego przewodnika "chcesz złapać rybę - bierz ze sobą Bysiora!!!":)