A ja właśnie już jestem prawie gotowy do wyjazdu nad wodę. Zahaczę jeszcze o WMH dokupić jakieś drobiazgi i ruszam nad wodę. Niestety dzisiaj nie będę miał łódki - tak więc mam na celu dwa miejsca do obłowienia. Start łowienia planuję parę minut po 17.00 - koniec w okolicach 21.00. Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam znać po powrocie :)
Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nawigacja
Przecudne zdjęcia Pawełku! Pięknie oddają teraźniejszą, poranną, narwiańską rzeczywistość. Tak cholera żałuję, że musiałem sprzedać swojego Canona - więc chce więcej - zdecydowanie!!! ;(
A ja właśnie już jestem prawie gotowy do wyjazdu nad wodę. Zahaczę jeszcze o WMH dokupić jakieś drobiazgi i ruszam nad wodę. Niestety dzisiaj nie będę miał łódki - tak więc mam na celu dwa miejsca do obłowienia. Start łowienia planuję parę minut po 17.00 - koniec w okolicach 21.00. Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam znać po powrocie :)
A ja właśnie już jestem prawie gotowy do wyjazdu nad wodę. Zahaczę jeszcze o WMH dokupić jakieś drobiazgi i ruszam nad wodę. Niestety dzisiaj nie będę miał łódki - tak więc mam na celu dwa miejsca do obłowienia. Start łowienia planuję parę minut po 17.00 - koniec w okolicach 21.00. Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam znać po powrocie :)
No No Panowie Pawły 😎 Piękne widoki nam serwujecie. Morouk ma racje - dla takich chwil warto nad wodą być i ...............tak jak piszesz Pawełku ...nie wyciągnąć wędki ;)
szkoda ze Paweł nie wstawił fotki zaszronionego samochodu i łodki bo to tez kosmicznie wygladało
od godz 14 do zmroku tylko jedno puknięcię pod sam koniec, tak mi rąbnął skubaniec, że rączka kołowrotka mi z ręki wypadła:P ogólnie lipa dzisiaj. Ciekawe jak tam naczelny sobie radzi??:)
Wróciłem do domu dopiero przed 24.00 i padłem już - zaraz wyjeżdżamy z Rapą do Białegostoku i Augustowa więc napiszę wieczorkiem krótkie sprawozdanie :)
Tak więc obiecane sprawozdanie...
Colednik nie chciał ze mną pływać :P, więc zadzwoniłem do Adama i do Krzyśka - szybkie rozmowy - i już mam kompana na łódkę Adama. Do Pułtuska docieram o 17.00, od Adama biorę silnik i kluczyki, jadę po Krzyśka który czeka pod domem w kombinezonie pływającym i z wędką w ręku. Ruszamy nad wodę, pogoda nie jest najpiękniejsza bo wieje i niebo jest zachmurzone. Będzie ciemna noc. Wypływamy około 17.30 i ruszamy w górę rzeki. W międzyczasie dzwoni Piotrek i mówi, że pływa w dole i wyniki nie powalają na kolana. Około 18.00 zaczynamy łowić na pierwszej miejscówce. W ruch idą na przemian duże i małe gumy, na lekki i na ciężkich główkach. Po kilkunastu minutach nie mamy nawet dotknięcia. Opuszczamy się kilkanaście metrów niżej. Sytuacja się powtarza. Zaczyna się szarówka, postanawiamy płynąć w dół za mosty, tak żeby dopłynąć jeszcze jak nie będzie zupełnie ciemno - łatwiej dobrze ustawić łódkę odpowiednio o szarówce niż po zmroku. Dopływając do pierwszego mostu spotykamy Jarka - jest bez brania. Albo się nie przyznał ;) Płyniemy dalej i mijamy się z Colednikiem, który spływał już do portu, nie wiedząc czemu - najlepsza pora na ryby dopiero miała się zacząć ;P Płyniemy na ustalone wcześniej miejsce, ale w mroku widać biały kształt... chyba łódka... Podpływamy bliżej - nasza miejscówka jest już zajęta. :( Stajemy więc trochę niżej - ale to już nie to samo. Płyniemy w nieco inne miejsce. Jest wolne, dokładnie cumujemy łódkę i zaczynamy łowić. Po kilku minutach Krzysztof melduje rybę. Na łódce ląduje sandaczyk pod wymiar. Kilka kolejnych brań Krzysiek nie zacina. Po chwili puknięcie mam ja, zacinam i ląduję podobnego sandaczyka. Znowu kilka brań nie zaciętych. Krzysiek znowu wyciąga sandacza - tym razem już wymiar. U mnie cisza. I nagle bach - siedzi! I to ładny! Ale po chwili czuję, że dziwnie walczy. Zapalamy latarkę i okazuje się, że dziwna walka spowodowana jest gatunkiem ryby. To szczupak. Robi trzy spacery na ogonie i ląduje na łódce.
Po tym szczupaku nastaje martwa cisza. Zmieniamy miejsce na nowe. Krzysiek w drugim rzucie wyciąga około wymiarka - odczepia go w wodzie. Zmieniam przynętę, rzucam kilka razy i mam puknięcie z opadu. Zacinam w tempo i kolejny sandaczyk ląduje na łódce.
Potem znowu cisza. Zmieniamy miejsce. Po kilkunastu rzutach mam uwad - niezły - przeciągam Xenodonem i 20 funtową PP łódkę na kamieniu o 10 metrów i w końcu udaje mi się poderwać z dna wielką, iglastą gałąź. Rzucamy jeszcze chwilę - ale już nie mamy nadziei na kolejne ryby. Jest 21.30 - spływamy do portu.
Colednik nie chciał ze mną pływać :P, więc zadzwoniłem do Adama i do Krzyśka - szybkie rozmowy - i już mam kompana na łódkę Adama. Do Pułtuska docieram o 17.00, od Adama biorę silnik i kluczyki, jadę po Krzyśka który czeka pod domem w kombinezonie pływającym i z wędką w ręku. Ruszamy nad wodę, pogoda nie jest najpiękniejsza bo wieje i niebo jest zachmurzone. Będzie ciemna noc. Wypływamy około 17.30 i ruszamy w górę rzeki. W międzyczasie dzwoni Piotrek i mówi, że pływa w dole i wyniki nie powalają na kolana. Około 18.00 zaczynamy łowić na pierwszej miejscówce. W ruch idą na przemian duże i małe gumy, na lekki i na ciężkich główkach. Po kilkunastu minutach nie mamy nawet dotknięcia. Opuszczamy się kilkanaście metrów niżej. Sytuacja się powtarza. Zaczyna się szarówka, postanawiamy płynąć w dół za mosty, tak żeby dopłynąć jeszcze jak nie będzie zupełnie ciemno - łatwiej dobrze ustawić łódkę odpowiednio o szarówce niż po zmroku. Dopływając do pierwszego mostu spotykamy Jarka - jest bez brania. Albo się nie przyznał ;) Płyniemy dalej i mijamy się z Colednikiem, który spływał już do portu, nie wiedząc czemu - najlepsza pora na ryby dopiero miała się zacząć ;P Płyniemy na ustalone wcześniej miejsce, ale w mroku widać biały kształt... chyba łódka... Podpływamy bliżej - nasza miejscówka jest już zajęta. :( Stajemy więc trochę niżej - ale to już nie to samo. Płyniemy w nieco inne miejsce. Jest wolne, dokładnie cumujemy łódkę i zaczynamy łowić. Po kilku minutach Krzysztof melduje rybę. Na łódce ląduje sandaczyk pod wymiar. Kilka kolejnych brań Krzysiek nie zacina. Po chwili puknięcie mam ja, zacinam i ląduję podobnego sandaczyka. Znowu kilka brań nie zaciętych. Krzysiek znowu wyciąga sandacza - tym razem już wymiar. U mnie cisza. I nagle bach - siedzi! I to ładny! Ale po chwili czuję, że dziwnie walczy. Zapalamy latarkę i okazuje się, że dziwna walka spowodowana jest gatunkiem ryby. To szczupak. Robi trzy spacery na ogonie i ląduje na łódce.
Po tym szczupaku nastaje martwa cisza. Zmieniamy miejsce na nowe. Krzysiek w drugim rzucie wyciąga około wymiarka - odczepia go w wodzie. Zmieniam przynętę, rzucam kilka razy i mam puknięcie z opadu. Zacinam w tempo i kolejny sandaczyk ląduje na łódce.
Potem znowu cisza. Zmieniamy miejsce. Po kilkunastu rzutach mam uwad - niezły - przeciągam Xenodonem i 20 funtową PP łódkę na kamieniu o 10 metrów i w końcu udaje mi się poderwać z dna wielką, iglastą gałąź. Rzucamy jeszcze chwilę - ale już nie mamy nadziei na kolejne ryby. Jest 21.30 - spływamy do portu.
no to coś się działo:) ja dzisiaj w końcu przełamałem się i postanowiłem spróbować po zmroku. Od godz tak przed 18 do 22 dosłownie SAHARA!!! troche zmarzłem ale ogólnie na tej mojej łódeczc tragedii w nocy nie ma tylko trzeba ostrożniej chodzić bo nic nie widać wokół i tak dziwnie jakoś:P najgorsze latanie na dziób do kotwicy ale na przyszły rok będzie już po problemie:) ps. a co do rybek to nie wiem może miejsca nie te lub po ptrostu na zły dzień trafiłem??
Colednik zabiera mnie na łódkę - więc śmigam i będę wieczorem :) Relację zdamy oczywiście wieczorem :)
Szczupak i sandacz w jednym stały domku...Tomku 😎. Pogratulować 👏👏
Dzisiaj wybraliśmy się razem z Bysiorem nad naszą kochaną Narew. Tomek dotarł do pułtuska ok 17, szybkie pakowanie sprzętu i wypływamy. Pogoda nie za specjalna, jak to okreśłił Bysior nie na ryby bo za duże wahania ciśnienia pomimo sprzyjającego wiatru. Pierwsze miejsce w górę rzeki bez brań - kilka zerwanych gumek. Następnie popłynęliśmy w dół rzeki. Po drodze przy moście zatrzęsienie - 3 łódki z których 4 osoby orały dno - chyba też bez ryby?? Po dotarciu na na kolejną miejscówkę i "odpowiednim" ustawieniu (jak to Bysior - heh jednak trochę źle stoimy, łódka się sama obraca, itp.) zaczynamy znowu. Bysior atakuje woblerami, a ja gumkami gdyż woblerów brak. Z racji płytkiej wody zakładam główkę 7,5g i 10cm ripperek i mówię do Tomka, że zaraz będzie ryba:P Pierwszy rzut, wolne jednostajnie ściąganie, walnięcie - natychmiastowe przycięcie i siedzi - opór dość znaczny ale niestety po ok 10s ryba spina się. heh zdenerwowanie... Kolejne rzuty - w drugim walnięcie, przycięcię - przez sek czuję, że coś jest ale powtórka z rozrywki... Myślę, co jest?? Opór znaczny ponownie ale znów sie spina?? Sandacz?? Szczupak?? Cholera wie:bezradny:...:) Przypalam fajka i myślę, jeszcze żadna ryba mi się nie spięła z team daiwa do 35g, hmmm... Bysior dalej rzuca ale bez rezultatu:nerwus: Dobra, po skończonym fajku, nie poddaję i się i próbuję dalej, drugi rzut, siedzi, ładny opór w głowie tylko jedno aby się nie spiął... Ryba walczy ale idę z nią na całość i ściągam bez chwili przerwy, daiwka ładnie amortuzuje odjażdy rybki nie dając jej za dużo swobody. Po chwili rybka za pomocą Bysiora i jego magicznego chwytaka ląduję w łódce. Ku mojemu rozczarowaniu nie jest to wymarzony rekordowy sandacz tylko:

mierzenie - 68cm, a następnie szybko rybka wraca tam skąd przyszła

gdzie po chwili znika w ciemności:)

Parę rzutów w tym samym miejscu z wynikiem zerowym i postanawiamy płynąć z powrotem w górę. Najpierw filar wokół pierwszego mostu - Bysior próbuje ja szybko się poddałem, gdyż za bystra woda tam była i jakoś nie podobało mi się to miejsce:bezradny: Następnie miejscówka między mostami i kolejna pod drugim mostem również bez rezltatu:( W końcu podejmujemy decyzję, że na dziś już wystarczy i ok godz. 22 kończymy dzisiejszą wyprawę dla mnie w miarę udaną dla naszego speca od sandaczy mniej:P Na koniec motto dzisiejszej wyprawy wypowiedziane przez mojego przewodnika "chcesz złapać rybę - bierz ze sobą Bysiora!!!":)

mierzenie - 68cm, a następnie szybko rybka wraca tam skąd przyszła

gdzie po chwili znika w ciemności:)

Parę rzutów w tym samym miejscu z wynikiem zerowym i postanawiamy płynąć z powrotem w górę. Najpierw filar wokół pierwszego mostu - Bysior próbuje ja szybko się poddałem, gdyż za bystra woda tam była i jakoś nie podobało mi się to miejsce:bezradny: Następnie miejscówka między mostami i kolejna pod drugim mostem również bez rezltatu:( W końcu podejmujemy decyzję, że na dziś już wystarczy i ok godz. 22 kończymy dzisiejszą wyprawę dla mnie w miarę udaną dla naszego speca od sandaczy mniej:P Na koniec motto dzisiejszej wyprawy wypowiedziane przez mojego przewodnika "chcesz złapać rybę - bierz ze sobą Bysiora!!!":)
No pięknie👏!!!
W tak krótkim czasie trzy fajne brania, radować sie trzeba🎉!
A szczupak bardzo ładny, nie ma co żałować, że nie sandacz😏.
Patrząc na Twoje zacięcie do rybek, to Piotrze, i na sandacze przyjdzie pora👋!
A Tomka bierz jak najczęściej, skoro przynosi Ci szczęśćie i nie wyłapuje Twoich rybek...
Taki kompan na łódce to skarb😄👋🎉😄👋😏🎉!!!!!!
W tak krótkim czasie trzy fajne brania, radować sie trzeba🎉!
A szczupak bardzo ładny, nie ma co żałować, że nie sandacz😏.
Patrząc na Twoje zacięcie do rybek, to Piotrze, i na sandacze przyjdzie pora👋!
A Tomka bierz jak najczęściej, skoro przynosi Ci szczęśćie i nie wyłapuje Twoich rybek...
Taki kompan na łódce to skarb😄👋🎉😄👋😏🎉!!!!!!
O kurcze, dopiero teraz do mnie dotarło🤪!
Bysior czesał woblerami:krzyk:????
Czyżby mu się gumy pokończyły🤔!
Bysior czesał woblerami:krzyk:????
Czyżby mu się gumy pokończyły🤔!
KF
15.10.2010 08:28 · Odpowiedź #10680
ile ta ja się namęczyłem by założył woblera... tylko guma i guma
ale chyba wreszcie oderwał się od dna :)
ale chyba wreszcie oderwał się od dna :)
Fajna relacja Piotruś! 👏 Muszę pogratulować Piotrkowi szczupaka - naprawdę fajny grubas - miałem okazję go chwilę popilnować jak Colednik szukał aparatu 📷 Pogoda była zupełnie nie na ryby, ale jak widać warto było wyskoczyć :) Szczupak trochę poobcierany, jak pisał Piotrek w galerii, ale może dlatego że buszował wśród kamieni... wątpię żeby na łódce się tak starł. A ostatnie zdjęcie - wyszło (ech, ta skromność) - superancko!! :)
A co do woblerów - to Krzyśka zasługa - po dwóch latach gadania mi nad uchem w końcu poskutkowało i czasami założę jakiegoś woblerka ;P Nawet kupiłem u Rapy dwa nowe ;P
Jak dobrze pójdzie w poniedziałek będziemy śmigać na dwie łódki... wtedy to dopiero Wam pokażemy ;P
Ps. Aaaa i fakt. Była sytuacja po mniej więcej godzinie łowienia, nawet z kawałkiem, że Piotrek zrobił przerwę na fajka, spalił i mówi: no, teraz to będzie ryba. Rzucił i bach - siedzi :)
A co do woblerów - to Krzyśka zasługa - po dwóch latach gadania mi nad uchem w końcu poskutkowało i czasami założę jakiegoś woblerka ;P Nawet kupiłem u Rapy dwa nowe ;P
Jak dobrze pójdzie w poniedziałek będziemy śmigać na dwie łódki... wtedy to dopiero Wam pokażemy ;P
Ps. Aaaa i fakt. Była sytuacja po mniej więcej godzinie łowienia, nawet z kawałkiem, że Piotrek zrobił przerwę na fajka, spalił i mówi: no, teraz to będzie ryba. Rzucił i bach - siedzi :)
NIe no szczupak ładniutki - choć jakbym miał robić wybory piękności między szczupłym i sandałem to mimo moich zdecydowanych osiągnięć na rzecz zębatego 😎 już ci że szarfę MIss otrzymałby sandacz 😎
Colednik - gratulacje 👏👏 - rybka naprawdę z miana "godnych". Brawa też dla BYsiora bo faktycznie ostatnia fotka majstersztyk 👏
Colednik - gratulacje 👏👏 - rybka naprawdę z miana "godnych". Brawa też dla BYsiora bo faktycznie ostatnia fotka majstersztyk 👏
KF
16.10.2010 20:13 · Odpowiedź #10726
Ku mojemu rozczarowaniu nie jest to wymarzony rekordowy sandacz tylko:
mierzenie - 68cm,
Co Wy z tymi sandaczami ? Z sandacza dupa nie wojownik, ciągnie się go jak mokrą gałąź i tylko ciężko go namierzyć. A szczupak na zdjęciu jak ta lala. Grzech wybrzydzać. Gratki.
to chyba działa tak, że jak się nastawisz na konkretny gatunek to przyłów z innego już tak nie cieszy... u mnie to tak przynajmniej działa, lubię po prostu ja bierze to co miało wziąć...
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.