Dzisiaj wyskoczyłem na trochę ok 9 na rybki - kilka kopnięć miałem po 11 ale tylko gumy mi ściągalo, a wcześniej takie cudeńko mi się trafiło (34cm) jak ja dawnooo okonia nie złowiłem i na dodatek takiego:P
Marty przyłowem był dziś o 4cm mniejszy 😎. Ja już nie mogę się doczekać wypraw na okonie, nic mnie tak nie rajcuje jak pasiaki.
Dziś nie będę przynudzał i pisał długich postów 😜, zadowolę się połową strony :dokuczacz: - żartuje.
Mieliśmy z Martą wypłynąć wcześniej niż o 13, ale wyszło jak wyszło. Gdy zajechaliśmy na przystań spływał akurat "Szo" (nie będę pisał ksywki ale Pułtuszczaki skojarzą), wywalił na pomost szczupaka trochę ponad 3,5kg, wymiar zapomniałem i nie chcę oszukać. Piękny gruby szczupły który (niestety) pojechał do domu.
Ja dziś byłem jakiś niedobity więc większość naszego pływania Marta łowiła. Wyłuskała jednego okonka 30cm i zaliczyła kilka niezaciętych puknięć, nieważne że rybki nie dopisały, ważne że było przyjemnie, ciepło miło i bez kłótni :luzik:. Grasowaliśmy większość czasu koło mostu, lecz najlepsze moim zdaniem miejsca były ciągle przez kogoś zajmowane i zadowalaliśmy się tym czym mogliśmy. Ok.15 popłynęliśmy na Pod Wróble lecz tam praktycznie nie ma wody i szybko wróciliśmy pod most bez efektów. Gdy zaczynała się szarówka w końcu uzbroiłem "sandaczówkę" i zacząłem łowić. Nałowiłem się może z godzinę zaliczając jedno puknięcie, prawdopodobnie sandaczowe bo zostały dwie dziurki w nowej gumie, i trzeba było się zbierać. Zebraliśmy się nie z powodu braku ryb czy kontaktu z nią, zwinęliśmy się bo ja się cały dzień źle czuję, a i Marta miała na nogach letnie buty bez skarpet, mimo że dzień był letni to zmrok jest już jesienny.
PS: Marta mimo że zmarzła i nie połapała, to to co mnie najbardziej cieszy że chyba połknęła bakcyla już dokładnie bo gdy odwoziliśmy silnik pytała kiedy znów płyniemy/jedziemy na ryby 🎉.