Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nawigacja
Ładnie chłopaki łowicie w tej swojej "Narni" 👏.Coś mi się widzi że byliście troszkę na dopingu 😜😄
Niestety Krzysiu - zero dopingu - to ten mały aparacik taki oszukańczy!
Gratki Robert za ryby! Nasze też po takiej samej trawie pełzały ;P Piotrek miał dwa uderzenia, ja miałem trzy - zacięliśmy tylko po jednym. Zobaczymy co będzie dzisiaj wieczorem ;)
Gratki Robert za ryby! Nasze też po takiej samej trawie pełzały ;P Piotrek miał dwa uderzenia, ja miałem trzy - zacięliśmy tylko po jednym. Zobaczymy co będzie dzisiaj wieczorem ;)
Niestety Krzysiu - zero dopingu - to ten mały aparacik taki oszukańczy!
Gratki Robert za ryby! Nasze też po takiej samej trawie pełzały ;P Piotrek miał dwa uderzenia, ja miałem trzy - zacięliśmy tylko po jednym. Zobaczymy co będzie dzisiaj wieczorem ;)
Bysiorku a mówili koledzy że nie wolno na zedy wołać kundle bo się po obrażają☝️☝️😄😄.
No brawa, brawa :) Trzeba dzisiaj gonić nad Wisłę, co by Królowa za Księżniczką nie została :D
no gratki rybek:) W końcu coś innego niż "tylko" bolenie :P:)
gratki panowie 👍
i zdjęcia są 👏 tylko wy jakoś senni 😜 :dokuczacz:
i zdjęcia są 👏 tylko wy jakoś senni 😜 :dokuczacz:
http://shrap-drakers.pl/forum/thread-10-page-176.html - może tak się uda zobaczyć najnowsze posty?
widziałem, skasowałem swojego posta i Twoj też znikł - teraz znowu widze - zgłupieć idzie:P
ostatni dzień września -po pracy, na woblera własnej produkcji
102cm i trzecia życiówka w tym roku obok sandacza 80cm i okonia 42cm.
Narew👏
102cm i trzecia życiówka w tym roku obok sandacza 80cm i okonia 42cm.
Narew👏
R4
30.09.2011 19:11 · Odpowiedź #21666
Nie mam nic przeciwko rozsadnemu zabieraniu ryb ale czy taki szczupak jest jadalny?
trzeba złapać i sprawdzić.
owszem zabieram ryby do domu w rozsądnych ilościach( nie obdarzam sąsiadów itp..)nie usprawiedliwiam się ale to było typowe agresywne branie na 9cm woblera i skrzela można sobie wyobrazić ....
owszem zabieram ryby do domu w rozsądnych ilościach( nie obdarzam sąsiadów itp..)nie usprawiedliwiam się ale to było typowe agresywne branie na 9cm woblera i skrzela można sobie wyobrazić ....
nie usprawiedliwiam się ale to było typowe agresywne branie na 9cm woblera i skrzela można sobie wyobrazić ....
Pierdy ...
Raz w życiu mi szczupak padł, ale to był kurdupel 60 cm, który połknął całą obrotówkę nr 8 wraz z wielkim chwostem, więc nawet nie było jak przeciąć kotwicy bo zapchany był nią całkowicie.
Za to łowiłem szczupaki ze zdeformowanymi pyskami, brakującymi skrzelami, czy całkowicie porozrywanymi łukami (zagojone).
Szczupak to jest terminator ...
trzeba złapać i sprawdzić.
owszem zabieram ryby do domu w rozsądnych ilościach( nie obdarzam sąsiadów itp..)nie usprawiedliwiam się ale to było typowe agresywne branie na 9cm woblera i skrzela można sobie wyobrazić ....
Nawet gdyby to był 1% szans na przeżycie tej rybki to i tak warto było ją wypuścić, bo ten jeden procent to i tak dużo w porównaniu z zabraniem ryby.
Nie mniej jednak gratuluję połowu okazu, życiówki, i na przyszłość nie wymagam, nie grożę ale Proszę o wypuszczenie takiej ryby bo jest ich mało.
Mogę popisać?? 😄, nie ma nikt nic przeciwko 😄. Tragedia się stała dziś na rybach, prawdziwy zbieg okoliczności, szczęście z nieszczęściem, kłótnia z radością i cholera wie co jeszcze. Jak pisałem w temacie "Kupione dzisiaj" że wybieram się z Martą na rybki, tak się też i stało. Plan był prosty - łódka, ciepłe ubrania, wędki z przynętami, papierosy, napoje my i woda - czego chcieć więcej. Mieliśmy łowić długo w ten przepiękny ciepły dzień przechodzący w jeszcze piękniejszą i ciepłą noc. Jednak "baba" na pokładzie to jak diabeł i zawsze musi pójść coś nie tak. Gdy tylko wypłynęliśmy z portu i przepłynęliśmy rzekę na drugi brzeg zaczęło się dziać. Przy zbrojeniu wędzisk mówię do Marty "założę Ci stalkę bo może trafić się szczupak i będą tylko nerwy", odpowiedź była szybka "dawaj wiąż tylko gumkę i łowimy bo woda piękna i ryby czekają", tak więc przyponu nie zdążyłem jej założyć. Biorę "lekką" wędkę (na którą miała łowić Marta) i rzucam, w pierwszym rzucie puk, siedzi pięknie ubarwiony i bardzo zdenerwowany, żwawy okoneczek w wielkości ok.20cm. Myślę jest dobrze musi być tylko lepiej, myliłem się i to bardzo, ale o tym później. Rzucam kolejne kilka razy i znów znajome puk i melduje się kolejny okonek podobnej wielkości. Jako że Marta polowała na grubego zwierza i ten raczej z taką częstotliwością łowiony nie jest, więc jak się łatwo domyśleć padło hasło "dawaj tą wędkę masz tą" 😄. Grzecznie z pokorą zamieniłem się na kije, lecz miejscówka w której aktualnie staliśmy nie odpowiadała mi na grubego zwierza więc wędkę odłożyłem. Marta rzuca kilkukrotnie i ........, mówi mam 😏, patrzę na "lekką" wędkę, faktycznie mocno wygięta, musi być coś sporego, hamulec zagrywa kilka razy, przez głowę mi przelatuje myśl że to szczupak o czym natychmiast mówię Marcie, po czym dodaję - nie masz przyponu :bezradny: iiiiii, w tym momencie następuje pstryk i żyłka luźna - patrzę na wyraz twarzy Marty, myślę sobie będzie płakała :beczy:, po czym dochodzę do wniosku że jednak płakać nie będzie, będą rękoczyny :krzyk:. Do tej pory było dobrze, i zaczęło się źle. Pierwszy był wykład o przyponie, nawijała jak wędkarz z 20letnim stażem, że jak mogłem nie założyć stalowego przyponu, że to mógł być jej szczupak życia, ja jej na to że 10min temu nie chciała przyponu, to ona z innej strony że kobiety nie trzeba zawsze słuchać i że mogłem tą stal założyć i było by wsio OK - zrozum tu człowieku kobietę 🤔.
I tak w milczeniu 😜 spływaliśmy w stronę mostu wyszkowskiego, ja jako "napęd" łódki, która musiała płynąć tak jak chce tego Marta, czyli nie za szybko, ale i nie za wolno bo kiedy dopłyniemy do mostu. Blisko brzegu też być nie mogło, ale i też nie za daleko :bezradny:. Przez cały ten dystans bez pobicia u Marty bo ja nie łowiłem. Kiedy słoneczko zaczynało się chować słyszę pierwsze zdanie od prawie godziny :dokuczacz:, "płyń pod kisony, na sandacze ;) ", co oczywiście bez komentarza uczyniłem. Ustawiliśmy się w okolicach pierwszego od strony Wyszkowa, jednak "gliździarze" dawali tak czadu gruntówkami że z obawą o swoje zdrowie popłynęliśmy pod pierwszy filar ale już od strony Pułtuska. Przy pierwszym filarze od dłuższego czasu leży drzewo na które napłynęło sporo tataraku, ogólnie dobre miejsce na okonia jak i sandacza po zmroku. I tu zdarzył się "numer" dnia dzisiejszego, niestety nie z rybą ale innym gatunkiem zwierzaka. Gdy ja manewrowałem wiosłem by łódkę ustawić najbardziej odpowiednio do łowienia Marta się rozglądała i wypatrzyła, wypatrzyła w tych tatarakach dwa młódki gołębi. Prawdopodobnie spadły do wody ale udało im się dopłynąć do tej wysepki pod filarem. Jak długo tam były, nie wiem ale były bardzo mocno wychudzone i wyziębione. Od razu piszę że nie było tam gniazda, gołąb nie gnieździ się w takich miejscach, zresztą nie było śladów gniazda. Szybkie spojrzenia na siebie i na gołębie i słyszę głos Marty "chyba nie myślisz że je tu zostawię" :foch:, zginą tu, utopią się, coś je zje, no i co ja mam robić myślę sobie, przecież w domu mamy już gołębia grzywacza i zwykłego, za dużo tego będzie, kolejne spojrzenie na Marty wyraz twarzy i już miałem dość podejmowania jakichkolwiek rozprawek. Wyjąłem telefon z kieszeni i dzwonię do starszego, gdy ten odbiera od razu pyta "coście złowili", odpowiadam, "dwa gołębie", następuje cisza w słuchawce, po czym słyszę "zaraz będę 😄 ". Musieliśmy je odtransportować w inny sposób niż łódką bo co by było gdyby nas skontrolowali z patrolu, co byśmy im powiedzieli :bezradny:. Gdy już oddaliśmy starszemu gołębie postanowiliśmy znów zacząć łowić, tym razem już na cięższy kij. Popłynęliśmy więc w górę od mostu i stanęliśmy koło pierwszej główki. Oczywiście nie mogło być inaczej i kijem machała Marta a ja byłem w roli kibica. Po kilkunastu minutach pada hasło "puknął", ja podjarany lecz co mam zrobić, nie mam drugiego ciężkiego kija. Siedzę więc dalej i tylko patrzę. Znów po kilkunastu minutach Marta mówi o kolejnym puknięciu w gumę, nie dowierzam, a raczej chcę wymusić od niej wędkę 😜, święcę latarką na nówkę gumę i faktycznie coś (sandaczyk) w nią puknęło. W końcu po kilkunastu minutach próśb, błagań i bluzgów, w myślach te bluzgi oczywiście 😎 udaje mi się wyprosić długo oczekiwaną wędkę. Rzucam raz, drugi i tak kilka razy, naglę czuję faktycznie delikatne skubnięcie, czyli faktycznie pukają. Szybko zmieniam gumę na inną, tej samej wielkości zle już nie z główką 10g tylko 18. Biorę zamach i rzucam jednak słyszę coś niepokojącego, szum wyrywanej ze szpuli splątanej żyłki :boisie:, włączam latarkę i stało się. Żyłka splątana bardzo mocno, kilkunastominutowa próba rozplątania nie przynosi skutków. Postanawiam odciąć splątaną żyłkę, zawiązuję gumę i rzucam - niestety bardzo blisko bo żyłki pozostało na szpuli kilka metrów :beczy:. Znów się zaczyna "brzęczenie babska", jak mogłeś tak zrobić, zrobiłeś to specjalnie, jak możesz nie mieć zapasowej szpuli z żyłką (tu ma rację), dziś biorą a Ty pie***** całe wędkowanie, ostatni raz jadę z Tobą na ryby, wolę sama łowić :buzki:. Nie zniosłem ciśnienia dzisiejszego wędkowania 😜 i zawinęliśmy się do domu, w którym było już wesoło bo na wejście przywitała nas wesoła gromadka czterech gołębi biegających po pokoju.
Znów się rozpisałem :bezradny:, jednak fajnie było, fajnie jest też mieć tą gorszą połówkę która też lubi wędkować, przebywać nad wodą i lubi "obsrajdaszki" w postaci gołębi, te fochy są do przełknięcia :pocieszacz:.
Nawet gdyby to był 1% szans na przeżycie tej rybki to i tak warto było ją wypuścić, bo ten jeden procent to i tak dużo w porównaniu z zabraniem ryby.
I tutaj się z szanownym kolegą nie zgodzę. W ub. sobotę wróciłem ze Słowacji,na Siravie ryb się nie bierze (chociaż Słowacy jakby o tym nie wiedzeli) więc pierwszy złowiony sandacz wracał do wody.
Męczyłem jak jak szlag z wyhaczeniem pomimo użycia szczypiec zajeło mi to
ok. 2 minut bo hak od główki siedział na początku skrzeli,wypuściłem.
Po może 30 sekundach wypłynął i pływał sobie stylem grzbietowym ale wykazywał jakieś oznaki życia.Po jakimś czasie zakończyliśmy wędkowanie a ryba podjęta ręką byłą zdechła. Następnego dnia podobna sytuacja spotkała 2 takie sandaczyki po ok. 30-40cm,też zdechły a wydawało się że oprócz haka bardzo głęboko w gardle nic i nie dolega,nawet skrzela nie były ruszone więc pisanie o 1% jest teorią bo praktyka wykazuje zupełnie coś innego.
No ale może jest jakaś różnica między słowackimi a naszymi sandaczami.
Tekst świetny,Twoja (Wasza) miłość do ptaków godna podziwu,ja jestem daleki od tego.
Nawet gdyby to był 1% szans na przeżycie tej rybki to i tak warto było ją wypuścić, bo ten jeden procent to i tak dużo w porównaniu z zabraniem ryby.
I tutaj się z szanownym kolegą nie zgodzę. W ub. sobotę wróciłem ze Słowacji,na Siravie ryb się nie bierze (chociaż Słowacy jakby o tym nie wiedzeli) więc pierwszy złowiony sandacz wracał do wody.
Męczyłem jak jak szlag z wyhaczeniem pomimo użycia szczypiec zajeło mi to
ok. 2 minut bo hak od główki siedział na początku skrzeli,wypuściłem.
Po może 30 sekundach wypłynął i pływał sobie stylem grzbietowym ale wykazywał jakieś oznaki życia.Po jakimś czasie zakończyliśmy wędkowanie a ryba podjęta ręką byłą zdechła. Następnego dnia podobna sytuacja spotkała 2 takie sandaczyki po ok. 30-40cm,też zdechły a wydawało się że oprócz haka bardzo głęboko w gardle nic i nie dolega,nawet skrzela nie były ruszone więc pisanie o 1% jest teorią bo praktyka wykazuje zupełnie coś innego.
No ale może jest jakaś różnica między słowackimi a naszymi sandaczami.
Tekst świetny,Twoja (Wasza) miłość do ptaków godna podziwu,ja jestem daleki od tego.
Niestety nie wiem czy w tej chwili nie poruszę dość wrażliwego tematu.
Każdy łowiący, obojętnie czy zabierający złowione ryby czy też i nie ma czasami problem/dylemat z przykrego powodu gdy ryba faktycznie nam "zejdzie" po holu, zdechnie po prostu. Nie pytam co Wy robicie, napiszę jak postępuje ja choć już teraz wiem że za chwilę w moją stronę polecą od części osób dość krytyczne uwagi.
Jak pisałem nie raz i jeszcze nie raz napiszę że nie zabieram złowionych ryb od 2005r. Trochę czasu minęło i różnie bywało, bywało właśnie też i tak że rybki nie przeżywały z prostego powodu - zbyt agresywnie połknęły przynętę i co wtedy. Ja postępuję zależnie od sytuacji na różne sposoby. Pamiętam jak ok.2 lat temu popłynąłem łódką na nocne sandacze i połów się "udał" bo chwyciłem ładnego sandacza, nie obyło się bez problemów. Ryba podczas holu wpłynęła w uwady (zwalone drzewo) a że było to blisko brzegu i na płytkiej wodzie w lato postanowiłem po rybkę wejść. Znalazłem sandacza ręką i tu się zdziwiłem bo ryba nie dawała oznak życia. Wyciągnąłem ją na łódkę i zaświeciłem latarką - z pyska płynęła krew, guma była wbita głęboko ale skrzela były nienaruszone. Miarka pokazała 63cm więc ryba ładna, wymiarowa, złowiona nie podczas okresu ochronnego wszystko OK z tym że ja jestem no-kill więc co mam teraz zrobić = tu pewnie posypią się na mnie gromy - tak Panowie "wypuściłem" tą zdechłą rybę do wody. Mimo że martwa coś z tego w wodzie skorzysta, wolałem ją wypuścić niż zabrać (ot taki już jestem i tak postępuję).
To była historyjka o rybie wymiarowej a co jeśli złowi się niewymiarową lub podczas okresu ochronnego i widać że ryba bardzo mocno połknęła przynętę i wyjęcie jej będzie mocno inwazyjne - ja odcinam żyłkę i rybę puszczam jeśli wiem że moje grzebanie w pysku może to jeszcze pogorszyć - takie jest niestety nasze wędkarskie ryzyko i chcąc tego uniknąć musielibyśmy przestać wędkować.
Nie wiem jak postępuje większość z Was, ja napisałem co robię i poddaję się krytyce, a i nie piszcie że nigdy nie zdarzyło się Wam coś podobnego jak mi. Dodam że zestaw "pierwszej pomocy" w postaci rozwieraka i szczypiec do odhaczania posiadam, niekiedy to jest za mało.
Sacha - ja nie potępiam ludzi zabierających, nie mam też nic do Kolegi który tego szczupaka złowił i zabrał bo miał do tego pełne prawo i w sumie nic złego nie zrobił. Gdyby chciał to rybę mógł puścić, zrobił jak chciał i wszystko jest OK.
Ty się przyznaj co naprawdę nawywijałeś, bo Martusi z oczu iskry się sypały :Haha:.I proponuję zdublować sprzęt bo takie wydzieranie sobie kija może się któregoś dnia skończyć wodowaniem 😜. A dachowe obsrywacze mają z Wami raj czy Narnie nad Narwią, czy jak to tam nazwać 👍.
Piotrek 👏
Nad zdublowaniem sprzętu pracuję, cały czas pracuję żeby było mie stać na te zdublowanie 😄.
Stalki na dzień będą wiązane, dzięki od razu wszystkim za miłe słowa i już Wam w tym momencie "grożę" bo jutro bierzemy z Martą łódkę silnik i pływania będzie dużo więc jak się coś ciekawego przydarzy to znów mogę się rozpisać.
Marcin świetna relacja 👏👏 ( Też mam gołębie 😄 )
W domu :dokuczacz:. Ja "hodowlę" zacząłem z przypadku gdy znalazłem pierwszego powypadkowego gołębia z połamanymi obiema nogami i jednym skrzydłem. Wszystko się pozrastało lecz gołębina niestety nie latał.
Rad nie rad musiałem zrobić gołębnik, nie myślcie sobie że w domu 😎, mam trochę hektarów 😄 i tam mam coś w rodzaju azylu dla gołębi (w tym i kilka rasowych pocztowców) i tam wywoziłem te które nie latają.
Wiem też że wiele osób nie lubi gołębi, macie powody bo brudzą ale psy nie są lepsze, a raczej ich właściciele. 100 gołębi zrobi kupkę a jeden mastif zrobi już kilogram obornika. Pięknie to wygląda gdy na wiosnę gdzie schodzi śnieg z trawników a ja palę w oknie (parter) papierosa i mam piękny widok na setki psich kupek, o aromacie nie wspomnę 😜.
Lubię ptaszyska, nie tylko gołębie, psy też lubię (mam 5), koty też lubię (mam też 5), ja wszystko lubię ale to nie temat o Narwi więc przynudzał nie będę.
agresywne branie na 9cm woblera i skrzela można sobie wyobrazić ....
kup sobie dobrą obcinarkę do kotwic , ale nie w sklepie wedkarskim , tylko w dobrym sklepie z narzędziami , ja używam dużej obcinarki do drutu marki Sandvik , morskie kotwice tnie po lekkim naciśnięciu.
Taką obcinarką + rozwieracz tniesz 6 haków kotwic w jakieś 40 sekund.
@merceli, Gratuluję połowu tak pięknego szczupaka.
Nie nam oceniać dlaczego został zabrany, każdy ma takie prawo.
Usunąłem zdjęcie, gdyż jest niezgodne z regulaminem naszego forum.
Regulamin Shrap-Drakers.pl (fragment)
- nie wolno zamieszczać zdjęć ryb złapanych w okresie ochronnym, ryb ewidentnie niewymiarowych oraz zdjęć o wątpliwej estetyce – niechlujnych czy też wyraźnie sugerujących ryby martwe. Preferowane są zdjęcia na tle przyrody
- nie powinno się chwalić zabitymi przez siebie rybami, bo to nie powód do dumy…
Nie nam oceniać dlaczego został zabrany, każdy ma takie prawo.
Usunąłem zdjęcie, gdyż jest niezgodne z regulaminem naszego forum.
Regulamin Shrap-Drakers.pl (fragment)
- nie wolno zamieszczać zdjęć ryb złapanych w okresie ochronnym, ryb ewidentnie niewymiarowych oraz zdjęć o wątpliwej estetyce – niechlujnych czy też wyraźnie sugerujących ryby martwe. Preferowane są zdjęcia na tle przyrody
- nie powinno się chwalić zabitymi przez siebie rybami, bo to nie powód do dumy…
@merceli, Gratuluję połowu tak pięknego szczupaka.
Nie nam oceniać dlaczego został zabrany, każdy ma takie prawo.
Usunąłem zdjęcie, gdyż jest niezgodne z regulaminem naszego forum.
Regulamin Shrap-Drakers.pl (fragment)
- nie wolno zamieszczać zdjęć ryb złapanych w okresie ochronnym, ryb ewidentnie niewymiarowych oraz zdjęć o wątpliwej estetyce – niechlujnych czy też wyraźnie sugerujących ryby martwe. Preferowane są zdjęcia na tle przyrody
- nie powinno się chwalić zabitymi przez siebie rybami, bo to nie powód do dumy…
👏👏👏👏👏👏
Ryba ładna, ale wielka szkoda, że tak marnie skończyła :(
Ja chyba bym takie zdjęcie zachował dla siebie.
Dokładnie
Ja chyba bym takie zdjęcie zachował dla siebie.
- nie powinno się chwalić zabitymi przez siebie rybami, bo to nie powód do dumy…
Dokładnie
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.