Ja odpuściłem sobie dzienny spinning bo w okolicach w których łowie jest zawsze tłoczno a w nocy bajka. Pompuje sobie gumiaka, wypływam na wiosełkach i praktycznie cała Narew moja. Jednak i w nocy czasami trudno o miejsce ale już nie tak jak w dzień...
Nagrzebałem ostatnio w samochodzie i tknęło mnie zrobić mały rekonesans nad wodą a że byłem głodny to najpierw pojechałem do Zegrza i stamtąd do Wierzbicy, na lewy brzeg Narwi i wio wzdłuż rzeki w górę. Nie uwierzylibyście ile widziałem zajętych miejsc nie wspominając o ilości wędkujących i samochodów. O ile od Łachy do wysokości pogorzelca jechałem za wałem i widziałem tylko pozostawione przy nim auta, to już wyżej jak przekroczyłem wał to ilość świetlików na wędkach wprawiała mnie w osłupienie. Było też i wesoło bo u kilku wędkarzy spowodowaliśmy (pewnie tylko chwilowe) opamiętanie się i złożenie wędek ponad limit, o wpisywaniu rejestrów pisał nie będę bo to już standard (nawet jak dobrze pamiętam nowy użytkownik forum @pietryk na Zambskach też na widok samochodu przypomniał sobie o wpisie 😂 ). Poniżej Pułtuska tak od Borsuk niemal do "zatoczki" Pułtuskiej w każdym wolnym miejscu wędkarze - jednak to co zastałem na Białej Górze to już normalnie szok. Ludzi jak w centrum miasta w południe, zaczynając od wędkujących, przez grillowo-ogniskujących na sexujących się po lasach kończąc (komicznie wygląda jak ktoś się w pośpiechu ubiera 😂). Najlepsze chyba było to co mnie spotkało pomiędzy Pawłówkiem a Szygówkiem, jechałem sobie ale już wypita cola dała znać więc się zatrzymałem w przypadkowym miejscu tuż nad Narwią. Wysiadam podchodzę do krzaczka ale słyszę że coś się rusza :yyyy:, nagle słyszę dobry wieczór, więc wiem że to nie jakiś dzik czy inny zwierz, odpowiedam dobry wieczór i zaczynamy rozmowę. Gadam z wędkarzem koło 10min aż on do mnie, a Pan na rybki, na noc?, odpowiadam że nie, ja tylko tak na chwilę bo ja to bez wędek i.... , a on do mnie: a to na siateczkę, a to tu uważać trzeba bo jakieś gałęzie leżą i można siatkę porwać 😄, po chwili dodaje: tam wyżej na wysokości Gnojna w lesie nie ma dojazdu, nikt się nie napatoczy a i ryb dużo i że on tam zawsze siatki stawiał jak jeszcze miał łódkę, którą jakieś skurwysyny złodzieje mu ukradli 😂😂😂. No nie mogłem z człowieka, to że kłusował/kradł ryby to OK, ale łódkę mu ukradli to już skurwensyny jakieś złodzieje musieli być 😂.
Wczoraj też byliśmy z Martą, zaczęliśmy łowić dopiero na "egipcie", ale bez puknięcia. Pojechaliśmy na Bindużkę i w szoku byłem jak zobaczyłem na zakręcie Narew. Później dojechaliśmy do Orłowa lub trochę powyżej (tam gdzie kopią piach na prawym brzegu), ładna woda ale bez dotknięcia. Na koniec pojechaliśmy na Gnojno - na wjeździe Marta mówi że chyba się ktoś utopił, ja że to zawody ale jak się okazało to tylko niedziela. Rozpaliliśmy ognisko, zjedliśmy ja trochę porzucałem oczywiście bez efektu i wróciliśmy do domu.
O ile czas pozwoli to znów muszę się wziąć za rybaczenie bo ostatnie kilka ładnych dni za mocno odpuściłem a tu najlepsza pora się zbliża 👍.