Sobotni wieczór postanowiłem spędzić na miętusowej zasiadce w upatrzonej wcześniej miejscówce. Nad wodę dotarłem już po zmroku więc nie było szans na zdobycie uklei tudzież innej rybnej przynęty, a w mięsnym jak na złość wybrali mi sprzed nosa całą wątróbkę :beczy: . Na haczyk powrędrowały zaś rosówki.
Na pierwsze branie długo nie czekałem, lecz zamiast miętusa w podbieraku zameldował się zgrabny lechu (56cm)
Takiej okazji zmarnować nie mogłem i zamiast rosówki przynętą stały się fileciki z leszcza. Pomimo bankowej przynętydo północy brań już więcej nie miałem. Mogłem się zatem skupić na planowaniu strategii wędkarskich na kolejne wyprawy:
Miętusową wyprawę trzeba będzie powtórzyć jeśli się jeszcze ochłodzi do końca miesiąca bo +10 stopni to chyba ciut za ciepło na niego...