Inicjatywa Daniela, o ile Go zrozumiałem, skierowana jest w dużej mierze do wędkarzy o określonej świadomości przystającej do naszych czasów, którzy jednak do tej pory biernie przypatrywali się otaczającej nas rzeczywistości nad wodami… Ja za takiego właśnie wędkarza się uważam… Bo poza kilkoma zgłoszeniami do odpowiednich służb i próbą karcenia nieetycznych wędkarzy nad wodą – nie zrobiłem nic…
A co chciałbym zmienić?
Hm…, zastanówmy się:
- aby duże ryby były jednak traktowane z należnym im szacunkiem (widełki),
- aby jeden szczupak czy sandacz wystarczył na dzień w limicie,
- aby nie było rybaków na naszych ogólnodostępnych wodach, o ile to możliwe, a jeżeli z jakiś powodów nie jest to możliwe to chociaż, żeby byli oni naprawdę kontrolowani i działali na przejrzystych zasadach,
- abym był kontrolowany więcej niż raz na trzy lata (a w latach 2010-2012 był to łącznie jeden raz),
- abym po ostrej wymianie zdań z własnym wujkiem - szarpakowcem nie zastanawiał się: „a może to on ma rację”, bo przytoczył mi kilka takich faktów tyczących „służb sprawdzających”, że włos jeży się na głowie,
- aby zgłoszenie przeze mnie faktu nocnego szarpania na moim (trudnym do dojazdu) odcinku Wisły nie skutkowało jedynie akcją „w samo południe” pod Mostem Siekierkowskim kilka dni późniewj…,
I jeszcze sporo takich „aby…” mógł bym przytoczyć, ale są to dość znane wszystkim bolączki naszego hobby…
A teraz bezpośrednio do Artura...
Właśnie dlatego dopytuję się o terminy wszelakich spotkań, bo ja nie mam w sobie misji obalania prezesa czy zarządu koła. Najpierw chciałbym poznać ich spojrzenie na sprawy żywo mnie interesujące, czy to są ludzie, którym warto zaufać - czy jednak to ludzie, których trzeba próbować wymieniać.
A czytając to co napisałeś nieco powyżej – rozumiem, że Wy zrobiliście ten swego rodzaju błąd, cytuję Ciebie:
„Patrzę na zagadnienie przez pryzmat naszego koła - 4 lata temu grupa zapaleńców ( w tym i ja ) wpada na wyborcze z rządzą zmian - udało się, zarząd w 90% nowy ( prezes bez zmian na szczęście, bo za tego człowieka pójdę z szablą w dłoni. Mocno trzyma nas wszystkich za pysk, ale dzięki niemu nie brakuje środków na nic w kole) tyle tylko że po roku połowa zrezygnowała”
I trochę mnie martwi Twoje pytanie skierowane do mnie - co ja właściwie chcę zmienić skoro nie wiem „kto jest prezesem i jaki jest skład zarządu”…
Mnie nie o Nich przecież chodzi – mnie chodzi o ryby…
Poza tym, wydaje mi się, że nie samym prezesem i zarządem koło żyje. I im więcej będzie osób chcących nawet tylko podyskutować w kole o bardziej nowoczesnym wędkarstwie – tym ogólna świadomość z czasem będzie rosła, również tych co wydają się być mało reformowalni...