Wczoraj z Tomem76 wyskoczyliśmy nad wodę poszukać sandaczy. Nad Narew udało się nam dotrzeć paręnaście minut po godzinie 20.00, kilka minut zajęło przygotowanie i spakowanie łódki - i na wodę! Na miejscówce byliśmy już o dość mocnej szarówce, pierwsze co dało się rzucić w oczy, to brak ostatnio tak wspaniale żerujących leszczy... Może trochę za późno przypłynęliśmy... Po kilkunastu rzutach miałem upragniony od ostatniego wypadu sandaczowy pstryk. Zacięcie w temp - siedzi! Czuję, że nie jest duży, ale na pewno wymiarowy - 45 cm - 55 cm - tak oceniam. Niestety nie jest mi dane stwierdzić tego naocznie, gdyż zamiast holować sandaczyka, zacząłem szukać po kieszeniach latarki - dostał trochę luzu i spiął się za rufą. Potem zanotowałem jeszcze kilka puknięć, niestety żadnego nie zaciąłem. Zmiana miejscówki. Mam dwa czy trzy puknięcia, jedno udaję mi się zaciąć i w łódce ląduje mały sandaczyk, który zaraz ląduje w wodzie. W między czasie szczupak przy 1 uderzeniu obciął plecionkę... nienauczony doświadczeniem znowu nie założyłem stalki... o 23:15 kończymy łowienie i płyniemy do przystani. Woda bardzo spokojna, gwieździste niebo, obłoki pary nad taflą rzeki... pięknie jest nad Narwią, zwłaszcza jeśli sandacze się przywitają z człowiekiem...
Cieszy mnie to, że ostatnio sporo kontaktu jest z nimi, a dopiero kończy się powoli sierpień... i caaaała jesień przed nami!! :D
Co do wieści z nad Narwi, planuje spędzić weekend w Pułtusku, w planach mam wypad na leszcze - ani razu jeszcze w tym roku nie byłem. Wszystko już przygotowane, tylko jechać, rzucić kule starannie skomponowanej zanęty, założyć robaki na haczyk i łowić :) A potem oczywiście wypadzik na sandacze - tym razem mam zamiar wyskoczyć w inne miejsce niż ostatnio, taka mała zmiana klimatu - a raczej delikatna zmiana charakteru wody... :)
Jedyne czego żałuję, że obecnie jestem w nieposiadaniu aparatu i nie mogę zaprezentować Wam żadnych zdjęć, ale myślę że we wrześniu to również się zmieni :)