Wracając do wieści z nad Narwi... W poprzednim tygodniu pojechałem na sandacze, wypłynąłem około 19.00 na zaplanowane miejsce i zacząłem próbować szczęścia. W okół miejscówki chodziło duże stado leszczy, a ja miałem nadzieję, że za leszczami drobnica a za drobnicą sandacze. Nie myliłem się, zanotowałem kilka puknięć, bardzo delikatnych, których nie dało się zaciąć. Jednak ślady na gumach wyjaśniały dlaczego - sandaczyki nie grzeszyły rozmiarami... :bezradny:
Zaczęło robić się już ciemno, postanowiłem zmienić miejsce. Gdy dopłynąłem w kolejne słońce było już za horyzontem, zaczęło pojawiać się piękne gwieździste niebo - zero wiatru, zero fali - cudownie! 🎵 Pierwsza godzina minęła bez brania, ale pod jej koniec zauważyłem, że zaczęły żerować sandacze. Przez kilkanaście minut miałem kilka puknięć ale nie udało mi się ich zaciąć. Nagle BACH, gwałtowne uderzenie i SIEDZI! Hurra! 🎉 Po chwili jednak zorientowałem się, że to raczej nie sandacz, jakoś tak "dziwnie" idzie, na pewno jak nie lucioperca. Na dnie łódki znalazłem latarkę i po chwili widzę pięęęęknego, grubego, wielkiego ( ponad 80 cm ) szczupaka... Pierwsza myśl - nie mam stalki. Trudno, trzeba spróbować. Szczupak pięknie walczył, kij Daiwy do 60 gram wygięty w pałąk, kilka świec nad wodą, świetny taniec na ogonie... serce bije mi jak oszalałe... Gdy szczupak już był blisko łódki i wyciągałem otwartego gripa żeby go podebrać, zebrał się na ostatni odjazd pod łódkę i... przeciął plecionkę... :( :nerwus:
Po 15 minutach odzyskałem spokój ducha i postanowiłem zostawić szczupaka w spokoju, w końcu nie po niego tutaj przyjechałem, i zająć się sandaczami... Założyłem na agrafkę nowo nabytego woblera, rzut trochę poniżej stanowiska sandaczy, dwa przekręcenia korbkę Red Arca i PACH! SIEDZI! Hamulec dokręcony na beton wyje, Daiwa jak pałąk, chwila do zawału i ... luz. Sandacz, a raczej pradziadek sandacz porozginał kotwice w Rapali... Wyprostował je po prostu... Zwinąłem wędkę, zapaliłem papierosa i .... tak sobie pomyślałem, że nie jestem smutny, byłem nawet szczęśliwy... dwie takie ryby w życiu na wędce się nie zdarzają na wędce zbyt często, a zwłaszcza w tak krótkim odstępie czasu... Tylko powód do radości, że potrafiłem je skłonić do brania... A zdjęcie z nimi zrobię sobie przy następnym spotkaniu... :)