Sprawa się wyjaśniła: otóż w okolicach mostu bolęcińskiego mieszkają sobie zaskrońce. Podobnie jak ludzie czasem dla ochłody skoczą sobie do wody popływać i nic sobie nie robią z stojących po uda w wodzie spinningistach :) Prawie na mnie wpadł skubaniec, jak przepływał na drugi brzeg :)
A tak dla zachęty dla wahających się, czy warto w weekend odwiedzić Wkrę, zamieszczam dwie focie z dzisiejszego wędkowania wkrzańskiego:
Wziął w 2 rzucie, niestety nie zmierzyłem go przed odzyskaniem wolności, ponieważ "roztropnie" przed wyjazdem na ryby nie upewniłem się, czy w kamizelce mam miarkę. Na oko miał jakieś 35 cm:
Tego już zmierzyłem, ponieważ przewaliwszy pół samochodu, przewidując możliwość złowienia kolejnej rybki, odnalazłem jakimś cudem miarkę w aucie. Wziął w 1 rzucie po zmianie miejsca :) Miał 39 cm i był fajnie spasiony i ubarwiony. Zdjęcie niestety nie oddaje pełni jego kolorystyki :)
Chwilę potem miałem szczupaka tak na oko 55 cm, niestety tuż przy brzegu trzasnął resztką sił ostatnią świecę, która przywróciła mu wolność :)
I był jeszcze okonek, ale maluch, więc nie ma co pisać.
Godzinę z okładem próbowałem przechytrzyć wypatrzone dwa klenie ok 45 - 50 cm. Zmieniałem przynęty, kolory, prowadziłem pod prąd, skradałem się jak Winnetou i guzik. Cóż wyrównamy rachunki następnym razem :)
A ... i spinningując na lewym brzegu 10-15 m od siebie widziałem atak po którym niemal pół Wkry nie wyskoczylo na brzeg. Boleń? Szczupak? Raczej boleń, bo prąd był tam wartki, dno twarde, kamieniste. Dośc powiedzieć, że łomot rybiego cielska i gejzer wody po ataku przywoływał na myśl raczej marlina, niż którąś z naszych rodzimych rybek.