Choć ten weekend miał być dla mnie zupełnie nie wędkarski, to okoliczności tak się poukładały że mogłem uczestniczyć wraz z kilkoma Drakersami w dzisiejszej wyprawie pt „Ścieżkami nad Wkrą”.
W wyprawie uczestniczyli – Krzyko, Maselinho, Mario, Rapa, Paweł i Ja.
Wkrę – w pierwszym podejściu okolice miejscowości Szumlin - zaatakowaliśmy z samego rana. Już parę minut po 7.00 do wody poszybowały woblery, gumy, blaszki. Z dużą nadzieją i ochotą oddawaliśmy pierwsze rzuty, a sprzymierzeńcem dobrej atmosfery od początku była pogoda – dość ciepło jak na listopad, słonecznie i w miarę bezwietrznie.
Jako pierwszy, dość szybko rybką mógł pochwalić się Krzyko. Szczupak może nie powalał rozmiarami, ale dawał wymierną nadzieję na resztę dnia. Obławiając dokładnie wszelkie spowolnienia, mini zatoczki a także główną część nurtu przemieszczaliśmy się w górę rzeki.
W okolicy jednej z burt zanotowałem obcięcie kopytkowego ogonka. To zmotywowało towarzystwo i parę chwil później oglądaliśmy obiecujący hol szczupaka. Tym razem Mario miał swoje kilka chwil emocji. Rybka w lekkim prądzie stawiała opór i przez moment myśleliśmy o prawdziwym „kaczodziobym” potworze. Szczupak 50+ potworem się może i nie okazał, jednak znów wlał w nasze serca nadzieję.
Po przejściu kolejnego kilometra Wkra, ponownie obdarowała rybką – niewielki okonek na mojej witce i szczupak 50- u Maselinho cieszyły nasze oczy.
Postanowiliśmy zobaczyć, jak o tej porze roku wygląda odcinek w okolicach Bolęcina – miejsca corocznej inauguracji sezonu sympatyków Shrap-Drakers.
Już na samym początku sensacja – no bo tak musimy określić zupełnie niespodziewany przez nikogo połów Maselinho. Jako że nie jestem ekspertem ichtiologii nie podejmuje się 100% określenia gatunku ryby – zdjęcie powie samo za siebie.
Pół godziny później szczupak 50- testuje mój zestaw. Fotka i znika w przejrzystej wodzie Wkry.
Na koniec spędzamy godzinkę na ciekawym zakręcie rzeki, rozmawiając o szeroko pojętej tematyce wędkarsko-przyrodniczej.
W końcu żołądki upominają się o swoje, więc wspólny wypad kończymy ogniskiem i pieczona kiełbasą.
Spędziliśmy piękny listopadowy dzień na świeżym powietrzu i choć ryby może nie współpracowały tak, jakbyśmy sobie wymarzyli to jednak warto było wstać wcześnie rano
Dzięki Panowie!
…a pozostałym niech zdjęcia pokażą jak było…