C&R stosować czy nie

C&R stosować czy nie

Forum Wędkarskie · Catch & Release

C&R stosować czy nie

Catch & Release

← Poprzednia
Strona 1 z 8
TK
15.05.2011 14:38
temat zapalny ;)
co o tym sądzicie? :D
220523 wyświetleń 218 odpowiedzi

Odpowiedzi

218 odpowiedzi · 220,523 wyświetleń

Idź do ostatniej odpowiedzi
W7
15.05.2011 14:55 · Odpowiedź #17111
Bezapelacyjnie starać się stosować jak najczęściej, nie myślec o konsekwencjach czy ma to sens i tak dalej, no i nie wdawać się w dyskusje z ortodoksyjnymi zwolennikami "za" i "przeciw". 😎
Ot poprostu stosować.
BR
15.05.2011 15:00 · Odpowiedź #17113
Ja stosuję choć nie powiem lubię żreć mięcho 😛 jeśli już zabieram to tylko jedną rybę i stosunkowo małą tzn mającą już przekroczony wymiar.
Serce by mi pękło gdybym zabił dużą rybę :krzyk: wolę patrzeć jak odpływa 🐱 wierząc że jest zdrowa 😄
R4
15.05.2011 15:06 · Odpowiedź #17114
A ja nie mam z tym problemu bo nie jem ryb:P ( morskie czasami tylko). Nigdy nie zjadlem wlasnorecznie zlowionej ryby, choc czasami zabieram do domu (dla rodzicow). Jednak glownie biala ryby, rzadko jakiegos szczupaka.
RA
15.05.2011 15:38 · Odpowiedź #17121
A ja lubię ryby jeść :) najbardziej świeże dorsze ale jest zawsze problem z dostępnością i świeżością ryb w sklepie.
Z ryb konsumpcyjnych interesuje mnie okazjonalnie szczupak i sandacz 50cm większy nie bo nie mrożę i nie rozdaje sąsiadom.
Późną jesienią pyszne pstrągi z "Okonia".
Reszta gatunków czysto sportowo...
MM
15.05.2011 15:44 · Odpowiedź #17125
Jestem nowy na forum i nie jestem pewien, czy powinienem się wypowiadać na tego typu kontrowersyjny temat, ale uważam, że gdyby całkowicie odrzeć wędkarstwo z tradycyjnej funkcji łowieckiej, stałoby się jedynie rozrywką połączoną z niczym nieusprawiedliwionym zadawaniem cierpienia. A to nie jest zabawa. Wędkarstwo ma swoją bardzo pierwotną rolę - złowić rybę na własne potrzeby i nie więcej, zabić bez zadawania zbędnych cierpień i zjeść. Łowienie li tylko dla rozrywki/relaksu nie mieści się w mojej etyce - innymi słowy: nie planuję zabrać i zjeść złowionej ryby, to nie idę jej łowić. A jak już łowię, to zabieram tylko jednego lub dwa "przeciętniaki". Wiadomo, że rybę wyjątkową lub rzadką w łowisku po prostu trzeba wypuścić.
Nie sądzę, by to wędkarskie odłowy były zasadniczą przyczyną zmniejszania się liczebności ryb. Takie amatorskie połowy od zawsze miały swoje miejsce w ekosystemie. Problemem są raczej zanieczyszczenia i nadmierne połowy rybackie oraz kłusownicze.
KF
15.05.2011 19:45 · Odpowiedź #17156

Wędkarstwo ma swoją bardzo pierwotną rolę - złowić rybę


Pomyliłeś wędkarstwo z rybactwem...
HK
@hapnik (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 15:58 · Odpowiedź #17127
Nie zabieram ryb do domu i rzecz jasna nie popieram tego. Jakoś przeboleję, jeśli ktoś zabierze do domu jedną rybkę raz na jakiś czas, ale jeśli słyszę, że ktoś zabiera wszystko co złowił, krew mnie zalewa, a w kieszeni otwiera się nóż... Najgorsi są starzy wędkarze, którzy nie wyobrażają sobie, żeby wypuścić rybę. Co gorsze, olewają limity i wymiary, bo dla nich nawet 40cm szczupak jest dobry na patelnię. A to ich zdziwienie, gdy mówię, że wypuściłem rybę - normalnie bezcenne. Cieszę się, że młode pokolenie coraz częściej łowi dla sportu i stosuje C&R.
AW
15.05.2011 16:26 · Odpowiedź #17134
Sorry Blazej ale to jest temat o zamkniecia. To forum tym rozni sie od innych, ze nie ma na nim ideologicznych dyskusji bo SD supportuje C&R. Wiec dyskusja jest cokolwiek bezsensowna
TK
15.05.2011 16:43 · Odpowiedź #17137
E tam Andrzej temat wdg mnie jest jak najbardziej ok ;)

Jestem w stanie zrozumieć: nie zabieram a inni zabierają wymiary(rozmiar w granicach rozsądku)

Ciekawi mnie podejście zagorzałych C&R: nie łowię inni też nie powinni - to wegetarianie?
Świnka bardziej się męczy podczas zabicia i kupę czasu przed niż ryba z nożem w kręgosłupie zaraz po złowieniu...
PS
15.05.2011 18:47 · Odpowiedź #17151
Jestem starym wędkarzem,swój wiek i doświadczenie już mam.Czasami zabieram z łowiska jedną rybę do zjedzenia.Ale takie gatunki jak boleń,jaz,kleń,okoń to są ryby czysto sportowe i wszystkie zawsze wracają do wody w dobrej kondycji.To czy zabierać złowione ryby czy uwalniać każdy musi zdecydować sam.Łowiąc pstrągi czasami kilka razy w sezonie łowię te same ryby.Dobrze jest obserwować jak złowione po raz kolejny te same ryby dorastają do coraz większych rozmiarów.
M2
15.05.2011 18:57 · Odpowiedź #17152

wszystkie zawsze wracają do wody w dobrej kondycji.

To świetny, bardzo popularny na różnych forach tekst, ktory działa na mnie jak czerwona plachta na byka, Prezes, napisaleś że masz swój wiek, masz doświadczenie, i naprawdę w to wierzysz, czy tylko piszesz tak bo ładnie to brzmi??
Nie chce tu nikogo obrazić, ani sprowokować bezsensownej dyskusji, ale też łowie ryby, i wiem w jakiej nieraz po holu, i odhaczeniu sa kondycji, niektóre, zwłaszcza mocno zapiete i złowione np na ciepłej stojącej wodzie nie przeżywaja po wypuszczeniu do wody, więc .....
TN
@tymon (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 19:50 · Odpowiedź #17158

Łowiąc pstrągi czasami kilka razy w sezonie łowię te same ryby.Dobrze jest obserwować jak złowione po raz kolejny te same ryby dorastają do coraz większych rozmiarów.


I tym jest dla mnie wędkarstwo w czystej postaci. Dowodów jest więcej niż się komukolwiek wydaje.
Jedno jest pewne - jak się zje, nie złowi już się jej więcej :(

Kolego michalkm, nie mam zielonego pojęcia o czym piszesz, ale porównanie wędkarstwa do łowiectwa jest bezsensem. Weź pod uwagę to, że jak strzelisz do sarny ( idiotyzm) chociażby z wiatrówki, to chcąc nie chcąc śrut zostaje w sarnie, więc to nie jest to samo, co złowienie i wypuszczenie ryby.
To jaki procent ryb przeżywa zależy w dużym stopniu od nas samych. Ktoś, jak już wie, że rybę będzie puszczał to jego hol, odczepianie będzie na tyle racjonalne, żeby tej rybie dać jak najwięcej szansy na przeżycie. Natomiast, jeśli się wahamy już zanim rybę wyciągniemy, co z nią zrobić, to niestety, często jest tak, że najpierw piach, potem kombinacje może z fotką, a na końcu jest tłumaczenie, że kuźwa ryba zdechła podczas holu. Takie a nie inne komentarze kojarzą mi się ze starymi "cepami" co to polują na sandacze najczęściej z filetem na haczyku i gdy łowi się mały sandaczyk, to zanim dociągnie do brzegu już padają słowa typu "ale połknął, pewnie już zdechnie". Jaki powód - chęć mięsa i brak ograniczenia we własnej psychice.
Niestety, ale nastały takie a nie inne czasy, że jak nie będziemy wszyscy dbać o nasze wody, to za parę lat powiemy sobie " ale ja byłem głupi ".
Przemyślcie sobie wszystko, zanim zaczniecie pisać kolejny stek bzdur.
W7
15.05.2011 19:15 · Odpowiedź #17154
...Więc nie wszystkie przypadki są jednakowe. Część przeżywa, część nie. I nikt tu ameryki nie odkrywa.
M2
15.05.2011 19:24 · Odpowiedź #17155

...Więc nie wszystkie przypadki są jednakowe. Część przeżywa, część nie. I nikt tu ameryki nie odkrywa.

Dokładnie to miałem na myśli
MM
15.05.2011 19:48 · Odpowiedź #17157
Otóż to. C&R to szlachetna idea, którą popierałbym zawsze i wszędzie, gdyby nie to, że bardzo często mija się z rzeczywistością. Bo w praktyce wygląda to tak, że wędkarz ze spiningiem idzie nad wodę na cały dzień i łowi np. dziesięć pstrągów. Z tego po wypuszczeniu trzy nie przeżywają, bo starł z nich śluz i dostały grzybicy albo tak pokaleczył kotwiczką, że nie mogły się odżywiać. Takie rzeczy się zdarzają mimo najlepszych chęci. I w tym momencie wędkarz ma fałszywe poczucie własnej szlachetności i proekologiczności, a przecież o ile lepiej byłoby, gdyby po prostu złowił tego jednego pstrąga na kolację i resztę czasu spędził np. robiąc zdjęcia.
Wędkarstwo niewiele różni się od łowiectwa, a z punktu widzenia ryby wędka to broń. Kalecząca, zabijająca. Więc jak słyszę o wędkarstwie sportowym to... kojarzy mi się to ze strzelaniem z wiatrówki do saren. Niby nie zabije, ale i tak paskudna sprawa. Lepsze od C&R jest po prostu nie łowienie, a jeśli łowimy, to bez hipokryzji i tylko tyle, ile trzeba, bo to jest emocjonujące (i to jak!), pasjonujące, ale nie jest to niewinna zabawa ani sport.
MM
15.05.2011 20:00 · Odpowiedź #17159
@Krzysztof: oj, zdecydowanie się nie pomyliłem, pisałem o roli pierwotnej. Taki podział (że masowo i konsumpcyjnie to rybacy siecią, a "sportowo" na wędkę) to się wytworzył dopiero jakoś w starożytnej Grecji. A niektóre wędkarskie haczyki, które dotrwały do dziś, mają kilkadziesiąt tysięcy lat i wątpię, by wtedy używano ich rekreacyjnie. Tzn. nie wiem, czy już wtedy używano do nich wędziska, czy tylko tak po prostu rzucano sznurem z haczykiem, ale to nieistotne - pierwotną rolą kijka z sznurem i hakiem było złapanie pożywienia.
KF
15.05.2011 20:41 · Odpowiedź #17169

@Krzysztof: oj, zdecydowanie się nie pomyliłem, pisałem o roli pierwotnej. Taki podział (że masowo i konsumpcyjnie to rybacy siecią, a "sportowo" na wędkę) to się wytworzył dopiero jakoś w starożytnej Grecji. A niektóre wędkarskie haczyki, które dotrwały do dziś, mają kilkadziesiąt tysięcy lat i wątpię, by wtedy używano ich rekreacyjnie. Tzn. nie wiem, czy już wtedy używano do nich wędziska, czy tylko tak po prostu rzucano sznurem z haczykiem, ale to nieistotne - pierwotną rolą kijka z sznurem i hakiem było złapanie pożywienia.


Nie wiem ile masz lat i jakie wykształcenie ale masz spore problemy z czytanie ze zrozumieniem... niby dlaczego haczyk kojarzy ci się tylko z wędkarstwem? czy wędka to też tylko atrybut wędkarza? Coś Ci się kolego poplątało zupełnie...

wędkarstwo ma podłoże tylko i wyłącznie rekreacyjne...
MM
15.05.2011 20:13 · Odpowiedź #17161
@Tymon: piszesz gładko "złowienie i wypuszczenie", ale to oznacza wbicie w pysk ostrego haka lub trzech i zaciągnięcie za ich pomocą do brzegu. A potem wyciąganie ich, a tym też różnie bywa. Chcesz dowodzić, że to jest dla ryby neutralne? Cóż, mogłem dobrać może inne porównanie, ale rzecz sprowadza się do kaleczenia zwierzęcia.
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 20:24 · Odpowiedź #17164
Co sądzę o "Złów i wypuść"? Dla mnie to zdecydowanie więcej niż modny od kilku lat slogan, który co chwila wypływa na powierzchnię internetowych grup dyskusyjnych. Nie oznacza to również samego wrzucenia ryby do wody. "Złów i wypuść" to podejście do tego, jak łowimy, na równi z tym, jak traktujemy rybę, po jej złowieniu.

ZiW lub, jak kto woli, C&R zaczyna się już przed zarzuceniem wabia do wody - na zlikwidowaniu zadziorów w hakach. Pozwala to nie tylko skrócić czas uwalniana ryby do minimum, ale wyrządza również mniejszą szkodę w rybim pysku. Kolejny krok - hol w duchu C&R, a zatem przy wykorzystaniu sprzętu odpowiednio mocnego do poławianych gatunków ryb i spodziewanych rozmiarów. Ponownie, skrócenie holu zapobiega wymęczeniu ryby i zwiększa jej szanse na powrót do pełnego zdrowia. Lądowanie ryby za pomocą pewnego chwytu (gdy jest to możliwe) lub bezwęzłowego podbieraka o małych oczkach (uwaga na płetwy) jest następnym, kluczowym elementem. Bodaj najważniejsze - odhaczanie, winno trwać, co oczywiste, jak najkrócej i w warunkach zapewniających rybie bezpieczeństwo - solidne szczypce i mata do odhaczania czynią ww. wymogowi zadość. Ostatecznie, po wykonaniu pamiątkowej fotografii, delikatne wpuszczenie ryby do wody, naturalnie, z asekuracją i resuscytacją ;) Biorąc pod uwagę zmęczenie, zapewne coś pominąłem, ale to z grubsza najistotniejsze kwestie.

Naturalnie, trudno o 100% pewność, że ryba, której właśnie zwracamy wolność, przeżyje to szczęśliwe dla nas spotkanie. Sęk w tym, że im więcej w ww. warunków zostanie spełnionych, tym większe szanse na przetrwanie będą miały ryby. Niestety, wybraliśmy (zakładam, że świadomie) hobby, które nie istnieje bez kaleczenia ryb. Nie mniej jednak, kaleczenie, jest złem mniejszym niż zabijanie. W przeciwieństwie do myśliwych, mamą tę przewagę, że nasza zdobycz może przetrwać to spotkanie.

Naturalnie, trudno spodziewać się by rozumieli to ludzie, dla których etycznym jest zabicie ryby, a nieetycznym okaleczenie jej i wypuszczenie do jej naturalnego środowiska. Najwyraźniej nie wszyscy są w stanie pojąć, że ryba, nawet wymęczona i poraniona, ma szanse, mikre, ale zawsze, na przeżycie, gdy wypuszczamy ją do wody, podczas gdy szans tych na pewno nie znajdzie na patelni bądź w zalewie octowej.

Współczesny, tj. nowoczesny wędkarz, to człowiek, który nad wodę idzie na ryby, a nie po ryby. Wędkarz łowi dla przyjemności, dla sportu. Osobnik, który łowi dla profitu, czy to w postaci mięsa, czy pieniędzy, który za nie dostanie, przestaje być wędkarzem, a zaczyna być rybakiem (nie mylić ze "staje się"). Najważniejsze, by zapuszczanie się na te nieciekawe, pachnące trupem tereny nie stanowiło lwiej części wypraw nad wodę. Owszem, z punktu widzenia RAPR, w ramach limitów mamy do tego prawo, ale jest to prawo, a nie obowiązek.
SA
15.05.2011 21:04 · Odpowiedź #17174

Współczesny, tj. nowoczesny wędkarz, to człowiek, który nad wodę idzie na ryby, a nie po ryby. Wędkarz łowi dla przyjemności, dla sportu. Osobnik, który łowi dla profitu, czy to w postaci mięsa, czy pieniędzy, który za nie dostanie, przestaje być wędkarzem, a zaczyna być rybakiem (nie mylić ze "staje się").

Nie jestem w takim razie współczesnym wędkarzem bo idąc na ryby idę po ryby,wolno mi?A takie teorie powodują u mnie chęć walenia w łeb wszystkiego,wolno mi?
Interesują mnie sandacze w ilości sztuk 1 w rozmiarze 50-80cm,okonie powiedzmy sztuk 8-10 ale nie mniejsze niż 20cm a nie większe niż 40 (chociaż takiego dawno nie widziałem),liny 35-50cm sztuk 2 (ale 2 w jeden dzień nie złowiłem),sum sztuk 1 w rozmiarze 100-130cm,leszcz powyżej 1,5kg,płoć ma tak jak okoń.
Cała reszta jest traktowana jako przyłów i mnie nie interesuje,wolno mi?
I nikt nie będzie mi dyktował jak,co i gdzie-taka opcja jest z góry skazana na niepowodzenie.Dlatego też nie mam parcia na wspólne wyjazdy z innymi bo nie mam pewności czy nie trafię na jakiegoś oszołoma który będzie mi dupę zawracał jakimiś swoimi zasadami.
KN
@Kryskon (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 07:44 · Odpowiedź #17191


Współczesny, tj. nowoczesny wędkarz, to człowiek, który nad wodę idzie na ryby, a nie po ryby. Wędkarz łowi dla przyjemności, dla sportu. Osobnik, który łowi dla profitu, czy to w postaci mięsa, czy pieniędzy, który za nie dostanie, przestaje być wędkarzem, a zaczyna być rybakiem (nie mylić ze "staje się").

Nie jestem w takim razie współczesnym wędkarzem bo idąc na ryby idę po ryby,wolno mi?A takie teorie powodują u mnie chęć walenia w łeb wszystkiego,wolno mi?
Interesują mnie sandacze w ilości sztuk 1 w rozmiarze 50-80cm,okonie powiedzmy sztuk 8-10 ale nie mniejsze niż 20cm a nie większe niż 40 (chociaż takiego dawno nie widziałem),liny 35-50cm sztuk 2 (ale 2 w jeden dzień nie złowiłem),sum sztuk 1 w rozmiarze 100-130cm,leszcz powyżej 1,5kg,płoć ma tak jak okoń.
Cała reszta jest traktowana jako przyłów i mnie nie interesuje,wolno mi?
I nikt nie będzie mi dyktował jak,co i gdzie-taka opcja jest z góry skazana na niepowodzenie.Dlatego też nie mam parcia na wspólne wyjazdy z innymi bo nie mam pewności czy nie trafię na jakiegoś oszołoma który będzie mi dupę zawracał jakimiś swoimi zasadami.


Darku! Popieram w całości Twoje zasady i masz we mnie kompana!
browarek.jpg
HK
@hapnik (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 20:40 · Odpowiedź #17168
Podpisuję się rękami i nogami pod tym, co napisał kolega dienekes. Od siebie dodam tylko, że argumenty przeciw C&R wypływają głównie od ludzi, którzy za wszelką cenę nie chcą wypuszczać ryb.
MM
@michalkm (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 20:42 · Odpowiedź #17171
@dienekes:
Ja się zgadzam z wszystkim, co piszesz, gdyby tak to wyglądało. Gdyby wędkarz przyszedł nad wodę, złowił w taki jak piszesz sposób jedną rybę, po czym ją wypuścił i udał się do domu. Wtedy te procentowe szanse na przeżycie są takie, jak piszesz.
Rzecz w tym, że wędkarz przychodzi i rekreacyjnie łowi pięć, dziesięć ryb - o ile mu się uda. I tu statystyka powoduje, że jedna lub więcej zginie, a wszystkie jakiś tam uszczerbek na zdrowiu poniosą. Statystycznie byłoby lepiej, gdyby złowił tą jedną bądź dwie (wziął/wypuścił - to już zależy od niego) i na tym poprzestał.
Może to się zagubiło, bo nie jestem dobry w pisaniu, ale ja nie próbuję promować masowego łapania dla mięsa. Ja promuję NIE łapanie. Na przykład - dawno tam nie byłem i nie wiem, czy nadal one tam są - ale kiedyś uwielbiałem nad Jeziorką obserwować klenie i jelce. Bez wędki. Czasami podrzucałem im złapaną muchę i patrzyłem jak jedzą. Nie było powodu robić im krzywdy.
No a jak już się bierze wędkę do ręki, to nie ma co się oszukiwać, że to jest zabawa i rybom nic się nie dzieje kiedy je wypuścimy.

** dopisek, żeby już nie zaśmiecać forum, bo swoją opinię o C&R właśnie podsumowałem a kłócić się dalej nie chcę :-)
ano tak, promuję nie łapanie, jakkolwiek zabawnie to tu brzmi, bo dla mnie zawsze w wędkarstwie ryby było tylko dodatkiem - to znaczy, muszą gdzieś tam w wodzie być, inaczej nie miałoby to sensu, ale ważniejsze są dla mnie sprawy przyrodniczo-survivalowe, np. wielokilometrowy marsz z plecakiem dzikimi chaszczami nad brzegiem, świt nad wodą, dzięcioł czarny niecały metr ode mnie (kilka dni temu). Wędka jest takim trochę usprawiedliwieniem dla tego wszystkiego i - wiele lat nie łowiłem, ale za dawnych czasów łowiłem raptem kilka ryb w roku. Czasem zabierałem, czasem wypuszczałem. Nad wodą byłem za to bardzo często. Czy bardziej etyczne jest C&R uprawiane regularnie? To kwestia indywidualnych wyborów, a ja tu opisałem tylko moją opinię.
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 20:42 · Odpowiedź #17172
@ hapnik: Bo któż inny sprzeciwiałby się wypuszczaniu ryb/ podważał sens takiego podejścia? Wędkarski ciemnogród z czasem odejdzie w zapomnienie. Im szybciej, tym lepiej.

edytka:

@ michalkm: Staram się nie być złośliwy, ale... promujesz "NIE łapanie" na wędkarskim forum? Chyba pomyliłeś adresy :D Każdy dorosły, średnio inteligentny człowiek, który idzie z wędką nad wodę ma świadomość, że gdy uda się złapać rybę, zostanie ona okaleczona, poniesie stratę. Sęk w tym, by te straty ograniczyć do niezbędnego minimum. I tu pojawia się "C&R" z całym arsenałem gadżetów, mających na celu zmniejszyć cierpienie ryb i zwiększyć szanse na ich przetrwanie, po ich wypuszczeniu.

Ujmę to możliwie jak najprościej: na 10 złowionych i wypuszczonych ryb, możliwie, że kilka padnie, na 10 złowionych i zabranych, pewnym jest, że padną wszystkie. Statystyka nie ma tu nic do rzeczy, bo i ta jedna, złowiona rekreacyjnie, może nie dożyć następnego dnia. Śmiesz twierdzić, że ta druga opcja jest bardziej etyczna, lepsza? Nie zrozum mnie źle, masz do tego pełne prawo, ale chyba nie tędy droga. Powtarzam, wędkarstwo to hobby, które związane jest z cierpieniem zwierzęcia, ale nie musi oznaczać jego śmierci. Od nas zależy, jaką drogę wybierzemy. Ja już wybrałem i cieszy mnie fakt, że nie jestem odosobniony.
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
15.05.2011 21:16 · Odpowiedź #17175
Wypowiedź wyrwana z kontekstu połączona z brakiem elementarnej umiejętności czytania ze zrozumieniem, sprawia, że i ja mam chęć walnąć w łeb. Wolno mi? To pytanie retoryczne.
KF
15.05.2011 22:01 · Odpowiedź #17177
"co wolno" to regulują przepisy i z C&R i stosowaniem się czy nie do jego zasad nie ma to nic wspólnego...

C&R stosować czy nie - co do tytułowego pytania... odpowiedź jest prosta, chcesz łowić więcej i większe ryby to wypuszczaj je do wody a nie na patelnie... za dużo jest ludzi, za duża presja na rybie mięso, za duża skuteczność współczesnego wędkarstwa, że wypuszczanie ryb to obecnie konieczność, bez tego nie będzie niedługo co łowić... przyroda się obecnie sama nie obroni.
MM
15.05.2011 22:30 · Odpowiedź #17180
Zostawiając na chwilę kwestie etyczne itp. byłbym bardzo ostrożny przy obarczaniu ogółu wędkarzy i współczesnych technik połowu winą za zanikanie rybich populacji. Pamiętam rybne łowiska w latach 70-tych, a były to czasy, kiedy idea wypuszczania złowionych ryb w Polsce budziła częściej śmiech niż zastanowienie. O jesiotrach stadami płynących Wisłą i zabiegach, jakie robiono, żeby tylko nie złapać brzany (bo łamały wędki) opowiadał mi dziadek, a za czasów jego młodości wędkarstwo też było popularne. Zaryzykowałbym nawet, że bardziej niż dzisiaj. Liczebność gatunków spada o wiele bardziej z powodów środowiskowych i gdyby nie to, presja wędkarska miałaby wpływ bliski zeru.

Zaloguj się aby dodać odpowiedź.

← Poprzednia
Strona 1 z 8