Nie zgodzę się z tym, że każda ryba jest "przepyszna" 😎. Jadłem kiedyś tołpygę ze stawów hodowlanych, więc wiem, co mówię. A co do C&R to powiem tak - wypuszczam złowione ryby, choć to nie znaczy, że ryb nie jem. Jem ryby, które kupuję od pobliskiego hodowcy - szczególnie smakują mi karpie usmażone przez teściową, lubię też hodowlane tęczaki, tylko muszą być dobrze "odpite".
A ryby zacząłem na dobre wypuszczać po tym, jak co rusz słyszałem argumentację - "Po co wypuszczać, jak każdy bierze, karta przecież musi się zwrócić". Na przekór zdecydowałem, że będę "inny". Na szczęście takich "innych" jest coraz więcej.
Nie mam jednak nic do tych, którzy zabierają ryby w zdroworozsądkowych ilościach, i postępują zgodnie z przepisami. Może dlatego, że nie cierpię ortodoksji w żadnej dziedzinie, również w C&R, tym bardziej że wielu ortodoksów to hipokryci.
Za to strasznie mi działają na nerwy wszyscy ci, którzy kierują się zwykłą żądzą zabijania i - nie wiem - może zaspokojeniem innych niskich instynktów. Chodzi im zapewne o to, żeby żona pochwaliła albo żeby koledzy zazdrościli - nieważne, że ryb się nie zje, tylko wywali, bo za dużo i nie ma co z nimi robić. Takiego zachowania po prostu nie trawię, a niestety bardzo wiele osób tak właśnie pojmuje wędkarstwo :(.
A do wszystkich tych, którzy wahają się jeszcze, czy stosować C&R, czy nie, mam prośbę. Zabierajcie nad wodę aparat, choćby w telefonie komórkowym. Wtedy łatwo utrwalić zdobycz, poskromiona więc zostaje naturalna w człowieku żądza tego, by się pochwalić połowem. Zdjęcie do tego celu wystarczy.
Wszyscy narzekamy na przełowione wody. A przecież to w dużej mierze nasza wina, że taki stan rzeczy panuje. Przecież wszędzie jest lepiej niż u nas. Dlatego wypuszczajmy - warto. Tu nie ma się co zastanawiać. Pozdrawiam.