C&R stosować czy nie

C&R stosować czy nie

Forum Wędkarskie · Catch & Release

C&R stosować czy nie

Catch & Release

Odpowiedzi

218 odpowiedzi · 220,521 wyświetleń

Idź do ostatniej odpowiedzi
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 06:57 · Odpowiedź #17184
Słusznie wymieniasz większość elementów układanki, ale nietrafnie łączysz je w całość - owszem, samo zabieranie ryb przez wędkarzy nie stanowi jedynej przyczyny malejącego rybostanu w naszych wodach, ale biorąc pod uwagę wszelkie pośrednie i bezpośrednie działania szkodnika, jakim jest człowiek, każda inicjatywa pozwalająca mieć nadzieję, na wzrost populacji, jest na wagę złota.

Nie znam słupków, więc do zainteresowania wędkowaniem dawniej i teraz się nie odniosę. Pewnym jest natomiast to, co pisze Kolega Krzysztof - skuteczność wędkarzy jest obecnie większa, niż kiedykolwiek. Zatem, nawet jeśli jest "nas" mniej, to i tak łowimy dużo więcej. Dodajmy do tego niszczenie naturalnego środowiska wodnego (w tym tarlisk ryb) i problem gotowy.

Niechaj podsumowanie odda oficjalny rekord Polski szczupaka złowionego na wędkę - od 1976 r. do dziś nie został pobity. Dla kontrastu, w krajach europy zachodniej, które kulturą wędkarską wyprzedzają nas o lata świetlne, często łowione są ryby dłuższe, niż "nasz" rekord sprzed 35 lat. Przypadek?
MK
@morouk (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 06:59 · Odpowiedź #17185
Wydaje mi się, że dyskusja, jest chyba bezprzedmiotowa. Każdy łowiący legalnie ma obowiązek stosować się do RAPR bez żadnej łaski. RAPR - jaki by on nie był - też stosuje zasady C&R tyle że w bardzo ograniczonym zakresie, tzn. jedynie w zakresie ryb niewymiarowych lub złowionych w okresie ochronnym.

Podobne uregulowania są we wszystkich cywilizowanych krajach, gdzie nakazuje się minimum - wypuszczanie ryb niewymiarowych lub znajdujących się w okresie ochronnym.

Nikt nie podnosi larum z powodu tych zapisów, choć tak naprawdę w wyżej wskazanym zakresie to czysty C&R. Nikt nie pisze, że ryby mogą paść, że mogą zachorować, etc. lecz każdy stosuje się do tych zapisów bez szemrania.

Czym różni się szeroko pojęty C&R od obowiązku wypuszczania ryb niewymiarowych lub złowionych w okresie ochronnym? Niczym. No może jedynie tym, że to pierwsze jest nakazane prawem, a to drugie niestety nie (moim zdaniem górne wymiary ochronne to konieczność).

Skoro wypuszczanie ryb niewymiarowych jest powszechnie akceptowalne, to skąd tyle sprzecznych emocji w stosunku do zwykłego C&R?

W Skandynawii i w innych regionach tego świata, gdzie istnieje znacznie większa świadomość tego, że to człowiek jest gościem na ziemi, a nie jej panem, C&R jest stosowany i nie widać jego efektów ubocznych, a wręcz przeciwnie.

Myślę, że gdyby C&R, a ściślej mówiąc wypuszczanie ryb - szkodziłoby im, to należałoby zakazać wędkarstwa jako takiego w ogóle. Przecież zawsze istnieje ryzyko złowienia ryby niewymiarowej, ociekającej ikra w okresie ochronnym i taką rybę etyczny wędkarz musi wypuścić.

Sądzę, że utyskiwania na C&R w zakresie ryb wymiarowych biorą się stąd, że nie ma on ram prawnych. Gdyby tak było, z pewnością wielu, zaakceptowałoby go bez zbędnych słów, podobnie jak obowiązek zwracania wolności rybom małym lub chronionym okresami.

Dla mnie jedno i drugie to C&R. Tyle że ten pierwszy jest egzekwowany, a ten drugi jest dobrowolny. Ale istnienie pierwszego jest dla mnie dowodem na słuszność istnienia tego drugiego ... Ot i tyle :)

Natomiast osobiście nie mam nic przeciwko osobom zabierającym ryby, jeśli czynią to w granicach prawa i z umiarem. Sam czasem coś zabiorę (żona świadkiem, jak rzadko się to dzieje). Jednak nie biorę wszystkiego tak, jak czyni to np. mój sąsiad, który niedawno szczycił się tym, że złwił kilka szczupaków w okresie ochronnym, które następnie rozdał swoim kolegom. 99% tego co złowię - wypuszczam. Takie mam podejście do wędkarstwa. Szanuję też podejście inne, byleby w granicach prawa oraz zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. No i umiar jest moim zdaniem najważniejszy. Oraz etyka.

Tego wszystkiego nikt kijem do głowy nikomu nie włoży. Ci którzy są przekonani do C&R - ich nie trzeba jeszcze bardziej przekonywać czy to potrzebne, czy nie. A przeciwników C&R i tak nikt nie przekona. Wydaje mi się, że do C&R każdy dochodził sam, własną drogą.

Ważne, że coś się powoli w świadomości ludzi zmienia. Moim zdaniem cała nadzieja na lepsze czasy dla wędkarstwa w Polsce w młodych ludziach, którzy mają otwarte umysły i szacunek do przyrody :) Starsze pokolenie - to niereformowalne (z szanownym szefostwem PZW na czele) kiedyś minie. To mnie trzyma przy nadziei na lepsze jutro :)
MM
16.05.2011 08:18 · Odpowiedź #17192
@Morouk: Jak pisałem wcześniej, każdy połów, także C&R, szkodzi rybom. Szkodzi może nie zawsze, może rzadko śmiertelnie, ale szkodzi. Dlatego z punktu widzenia dobra ryb najlepiej byłoby ich nie łowić - co do tego chyba trudno się nie zgodzić. Czy wobec tego wędkarstwa należałoby zakazać? Nie, świat już taki jest, że jedni szkodzą drugim - w zasadzie życie na Ziemi w większej części na tym się opiera. Cóż, jesteśmy wędkarzami i decyzje na ten temat dawno podjęliśmy, staramy się więc tylko szkodzić jak najmniej. Co do C&R, to myślę, że jest to temat zapalny i kontrowersyjny, bo wbrew dobrym intencjom może w świadomości wędkarzy uprzedmiotowić rybę, uczynić z niej przedmiot częstej rekreacyjnej czy "sportowej" zabawy, wedle mniemania bawiącego się nieszkodliwej - no bo przecież wypuszcza. Innymi słowy, zamiast złowić jedną, dwie ryby wyjątkowo i od święta, wędkarz bawiący się w C&R często co tydzień łowi "do oporu", zwłaszcza, że skoro ryb z łowiska nie zabiera, to limity połowowe tak jakby nie obowiązywały. Per saldo, niszczy więcej.

Więc w miejsce C&R sugerowałbym motto "szkodzić jak najmniej i tylko w razie potrzeby". W większości sprowadza się do tego samego, ale nie daje fałszywego przekonania o nieszkodliwości tego, co się robi.

@diekenes: to właśnie człowieka miałem na myśli jako główną przyczynę zmian w środowisku i tu się zgadzam w 100%. Brak miejsc do rozmnażania, zanieczyszczenie wody, brak możliwości migracji, przywleczone inwazyjne gatunki - za to wszystko odpowiedzialni jesteśmy my, ludzie i tu trzeba wkładać energię, z tym walczyć przede wszystkim - nie z wędkarzami, którzy czasem coś wezmą znad wody. Nawet kłusownictwo to jest nic w porównaniu do spustoszenia, jakie robi np. jeden zakład produkujący żelatynę latami pompujący odpady do rzeczki.
SA
16.05.2011 08:29 · Odpowiedź #17193
Gdzieś niedawno było jakiś raport o kormoranach.Nie chce mi się go szukać ale te ptaszyska zżerają jakieś niewyobrażalne tonu ryb,coś więcej niż wynika ze średniej wedkarskiej bo wychodziło że wędkarz zabiera 13,8kg
(nie wiem który,tutaj wzmianka do co poniektórych-mój wynik to może 3-4kg w roku ubiegłym) a ptaszydło sporo więcej wchłonie.
Gdzieś też chyba Tomek Czerwiński na WCWI pisał o badaniach jakiegoś jeziora w którym ileś tam lat temu tlen występował na głębokości np. 20m a teraz na 12m tego tlenu nie ma-znaczy ktoś zaj.....ł?I na tych 8m ryby nie będzie bo się weźmie i udusi.I opisywane jezioro nie jest pojedyńczym przypadkiem.
MM
16.05.2011 08:39 · Odpowiedź #17194
A jakże. Jeden kormoran, żeby przeżyć, łapie około pół kilo ryb każdego dnia. Walczyć z kormoranami? Nie, nie tędy droga. Dbać o środowisko, o czystość wody i naturalne cykle biologiczne. Tępić trucicieli. Wtedy wystarczy dla wszystkich.
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 08:56 · Odpowiedź #17196
W majowym wydaniu "Wędkarskiego Świata" jest artykuł pt. "Złodzieje ryb". Wg informacji w nim zawartych, kormoran żre ok. 400 gr pokarmu dziennie. Sęk w tym, że akurat te ptaki były tu przed nami, więc trudno mieć do nich pretensję ;) Natomiast winą za zmianę ich miejsc bytowania i żerowania należy obarczyć, a jakże, człowieka, który regulując rzeki i prowadząc taką, a nie inną, gospodarkę rybacką, doprowadził do powstania nowych, korzystnych dla tych ptaków żerowisk.

@ michalkm: C&R zakłada wręcz odprzedmiotowienie ryby - osobiście podchodzę do każdej złowionej ryby, jak do przeciwnika, któremu jednak należy się szacunek, dlatego chucham i dmucham, by zminimalizować szkody w ciele wypuszczanej ryby. Jak to robię - pisałem kilka postów wcześniej. Bez ryb nie będzie wędkarstwa. Wiem, to truizm, ale zwiększanie tej świadomości pozwala inaczej spostrzegać zwierzę szamoczące się na końcu zestawu ;)
MK
@morouk (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 08:58 · Odpowiedź #17197
Co prawda to prawda :) To człowiek jest największym szkodnikiem niestety :( Ale jednocześnie spośród wszystkich stworzeń to człowiek, jako istota rozumna ma możliwość opamiętania się i zmiany swojego nastawienia desktukcyjnego w stosunku do środowiska. Innymi słowy: wsystko w naszych rękach, a każda droga, słuszna i moralnie oraz etycznie uzasadniona - jest dobra :)
SO
16.05.2011 09:05 · Odpowiedź #17200
jeśli zabierać to z głową. Nie raz słyszałem, że znajomi złapali 20 kg leszcza i wszystko zabrali
i tak przez 3 dni), a potem rozdają sąsiadom bo w lodówkach brak miejsca - to jest bez sensu.
MM
@michalkm (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 09:47 · Odpowiedź #17201
Ja to jednak lubię wsadzać kij w mrowisko :-) A co powiecie na ekologiczne efekty wyławiania drobnej ryby białej - płotek, krąpi, czy właśnie leszczy - w sytuacji, kiedy w łowisku jest jej według wszelkich miar za dużo, tzn. kiedy jest głównym czynnikiem eutrofizacyjnym, powodującym pogorszenie się parametrów wody i w konsekwencji zmniejszanie populacji ryb? W końcu ich ochrona nie została zniesiona ot tak, bez powodu, a takich łowisk jest całkiem sporo. W takiej sytuacji wypuszczając rybę czujemy się może w porządku wobec świata, ale w praktyce - dokładamy cegiełkę do zniszczeń. Podobnie widziałem ludzi, którzy kierując się C&R jako zasadą nadrzędną uwalniali sumiki karłowate.
Chodzi mi o to, że świat nie jest czarno-biały, a dobrymi chęciami wiadomo co jest wybrukowane.
HE
16.05.2011 09:50 · Odpowiedź #17202


Wbrew propagowanym teoriom o ochronie ryb okazowych i górnych granicach wymiaru ochronnego, wypuszczanie takich ryb mija się z celem. Powyżej określonego wieku przeżywalność ryb drastycznie maleje. Innymi słowy nie z każdego bolka 70 cm wyrośnie bolek 80 cm, gdyż jest to ryba STARA a więc bardzie podatna np na choroby. To tak jak z ludźmi. Inna jest umieralność 30-latków a inna 60 latków.



Może taki dorodny osobnik, dorósł takich rozmiarów, ponieważ genetycznie jest hojniej obdarzony przez naturę i właśnie jest bardziej odporny na wszelkie niedogodności. Przy okazji jest z niego więcej ikry, a do tego bardziej wartościowej pod względem genów.

Kto powiedział poza tym, że na przykład metrowy szczupak jest stary. Może trafiliśmy 6 letni egzemplarz, który trafił na dobre warunki bytowe i dodatkowo ma dobre geny?
6 letni szczupak to młodzieniec :)

To samo tyczy się bolków i innych gatunków. Staram się nie udzielać w takich dyskusjach, ale jak czytam dziwne stereotypowe opinie, to nie wytrzymuję ;)

Swoją drogą znam mnóstwo przykładów łowienia okazowych ryb wielokrotnie, szczególnie tych "delikatnych" starych pstrągów.

Aaaa no właśnie przeżywalność. Jeśli woda jest w miarę zimna (czyli nie mamy do czynienia z letnią zupą, gdzie pstrągi same ledwo zipią i nie potrzebują jeszcze naszego męczenia), to ryby praktycznie wszystkie przeżywają. No chyba, że ktoś łowi pstrągi na żyłkę 0.16, holuje je po 10 minut a później robi kilkuminutową sesję zdjęciową ...

Delikatne sandacze ... kilka lat temu złowiłem rybkę blisko 70 cm na woblerka pod brzegiem. Cyknąłem fotkę z samowyzwalacza. Za 15 minut miałem tego samego sandacza na kiju. Dopiero po zdjęciach poznałem, że to ta sama ryba.
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 09:57 · Odpowiedź #17203
Dzięki hlehle 👏 Miałem zamiar napisać coś w podobnym tonie, ale po drodze uszedł ze mnie entuzjazm i odpuściłem "starej szkole" 😜

@ michalkm: Dla mnie C&R to przede wszystkim dbałość o kondycję pogłowia drapieżników, niezależnie, czy jest to okoń, czy szczupak. To ich obecność decyduje o zdrowiu zbiornika, a z kolei brak tych "regulatorów" przyczynia się do opisywanej przez Ciebie sytuacji. Naturalnie, białej ryby również nie może zabraknąć, ale dla mnie, jako spinningisty, jej losy obchodzą o tyle, że ma w wodzie być, coby drapieżnik miał się czym żywić i duży rosnąć :D
RA
16.05.2011 10:48 · Odpowiedź #17205
We wszystkim trzeba mieć umiar bo fanatyzm nie prowadzi do niczego dobrego. Zachowania nad wodą trzeba uczyć już dzieci w szkole podstawowej.
Dla mnie wszystko ma sens jeśli robi się to z głową, nic nie cieszy bardziej niż machnięcie ogonkiem odpływającej ryby ale żadna ryba nie smakuje tak jak własnoręcznie złapana.
Pamiętajcie o szacunku dla żywych stworzeń bez względu na to czy mają wymiar, okres ochronny i czy są naszym rodzimym gatunkiem. Jeśli chcecie zabrać rybę zabijcie ją od razu, nie trzymajcie w siatce na agrafce ani w reklamówce.
Przede wszystkim pamiętajcie że wędkarstwo to hobby, które pozwala nam miło spędzać wolny czas i daje nam tą odrobinę relaksu w zabieganym, codziennym życiu.
Tak więc wędki w dłoń i nad wodę kto może :)
MK
16.05.2011 11:12 · Odpowiedź #17206
Jak Prezes coś powie, to pozamiatane ! :) Słowa prawdy napisane :)
KF
16.05.2011 11:17 · Odpowiedź #17207
Ja polecam jeszcze obejrzeć ten filmik z Mackiem Jagiełło

http://youtu.be/-1Xq4hJCk74
CK
@colednik (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 13:27 · Odpowiedź #17214
a ja poleciłbym zamknąć ten temat:P ps. a po cześci michalkm na rację.
CE
16.05.2011 15:09 · Odpowiedź #17220
Ja wypuszczam wszystkie swoje ryby a zaczelo sie to bardzo dawno.Majac 7 czy 8 lat przynioslem mamie okolo2kg polotek ktore mama mi kazala wypatroszyc i oskrobac.Po tym zdarzeniu juz nigdy nie zabralem ryby z lowiska.
Biadolenie ze ryba nie przezyje mozna wsadzic miedzy bajki nie raz wyciagalem szczupaki slepe,z pourywanymi skrzelami czy olbrzymich ranach zadanych przez ryby tego samego gatynku i jakos zyje im sie dobrze do dzis.
Maly przyklad zimowy pajkus okolo 80cm z urwanym i zagojonym skrzelem i slepy na jedno oko.jak widac byl w swietnej kondycji i w takowej odplynol



Fakt jest taki ze 3/4 nokillowcow (najczesciej TYCH krzykaczy) nie ma wiedzy jak sie obchodzic z rybom iak i nie posiada do tego odpowiednich narzedzi.
Popularne peany mozna stosowac do muchy czy mikro przynet ale gdy polujemy na szczupaki sandacze czy sumy tu juz mysimy miec solidny sprzet.
Pytanie do kolegow ktorzy poluja na szczupaki ilu z was posiada cegi do odcinania hakow?
Ja bez dlugich kleszczy i cegow nie wspominajac o macie nie ruszam sie z domu.Ile to razy czytalem na Polskich forach ze szczupak tak zazarl przynete ze by nie przezyl a wystarczylo by odciac hak i po sprawie.
Cena kotwiczki 3zl,zycie szczuplego bezcenne.
Tu zdjecie moich przyborow do doczepiania





Czy warto stosowac C&R dopowiem na przykladzie Irlandii
Tu nikt nie zabija ryb a prawo pozwala na zabranie 4 ryb spokojnego zeru do 25cm i szczupaka do 50cm czego efekty widac.
Przykladowo na ostatnich zawodach Irlandzkiej federacji zwyciesca zlapal 50kg szczupakow w tym dwie 10kilowe sztuki a dzis dostalem od kolegi tel ze byl na nocce i zlowil 21 linow gdzie najwiekszy mial 58cm.
Jak bardzo chcial bym doczekac czasow gdzie zmieni sie mentalnosc wedkarzy i na ryby ludzie beda przyjerzdzac do Polski.
DS
16.05.2011 15:27 · Odpowiedź #17221
Cieszę się, że rzuciłeś nieco światła na tę materię - może co nie co trafi do ludzi, którzy uważają, że nie ma sensu wypuszczać złowionych ryb, bo "przecież i tak zdechną" ;)

Co do mojego zestawu C&R, to jego składowe, choć nie wszystkie, umieściłem w zakupowym wątku tego forum. W skrócie:
długaśne i mocne szczypce - check!
obcinak, stary ale jary - check!
mata do odhaczania - check!

Zabawne - na ostatnich zawodach, jeden z bardziej doświadczonych wędkarzy, na widok moich 27,5 cm szczypiec jęknął "O rety, a to na co? Na słonia?" Heh, jeden jedyny raz odhaczałem szczupaka peanem. Więcej się tego nie podejmę - owszem, ryba szybko wróciła do wody, ale dzięki właściwym narzędziom, cała procedura przebiega znacznie szybciej i łatwiej :D

Póki co, nigdy nie musiałem odcinać haków. Być może wynika to z tego, że nie używam zadziorów, mam skromne doświadczenie w połowach szczupłych błyskawic, a może z tego, że nie łowię na przynęty naturalnie. Tak, czy owak, "lepiej coś mieć, niż nie mieć, o ile nie mówimy o chorobach" :D :D :D

Ps. Czy przypadkiem nie jest tak, że w Irlandii ww. ekwipunek jest wymagany przez obowiązujące tam przepisy? Wiem, że mata w GB na pewno.
CE
@coyote (edytowany 14 lat temu)
16.05.2011 16:17 · Odpowiedź #17223
Nie w Irlandii nie jest to obowiaskowe
jak widzisz kogos nad woda bez maty to zawsze jest to Litwin,Czech lub Polak:dobani:
A przecierz mata jest taka uzyteczna na lodzi umila zycie twoim czterem literom tak samo nad brzegiem i nie raz zdazylo mi sie na niej przyciac komara
DS
16.05.2011 18:56 · Odpowiedź #17230
Otóż to - jak nie ochroni ryby, to umili czas na łodzi - 3 maja odhaczałem rybę w wodzie, w podbieraku, a mata robiła za siedzisko. Tak, czy owak, patent godny uwagi :D
M2
16.05.2011 21:47 · Odpowiedź #17237
hehe, fajnie, uważacie się za GOŚCI bo meczycie ryby dla przyjemności, ale jestescie wciąż WIELCY bo ciągle podkreślacie że je wypuszczacie, szkoda że nie spotykam WAS w realu, i szkoda że ja jestem sadysta który męczy ryby ze swojej próżności i sadyzmu, i nieraz łezka mi popłynie jak przyjdzie mi odhaczać mocną 80stke paskudnie zapietą na obie kotwice jerka. Nie pasuje tutaj, bo ja męcze ryby, często doprowadzając je do wycieńczenia czy nawet śmierci, i nie jestem z tego dumny, ale sprawia mi to niestety przyjemność więc wiem że jestem ten zły, ale wszyscy inni na tym forum robia to samo, ale są dobrzy...., nie wiem, może pieprze głupoty ale nie potrafie tego wyrazić w słowach, reasunując ; jesteście takimi samymi sadystami jak ja, a udajecie miłosników ryb, i przyrody, po co te kłamstwa, i oszukiwanie samego siebie??
HE
16.05.2011 22:22 · Odpowiedź #17238

hehe, fajnie, uważacie się za GOŚCI bo meczycie ryby dla przyjemności, ale jestescie wciąż WIELCY bo ciągle podkreślacie że je wypuszczacie, szkoda że nie spotykam WAS w realu, i szkoda że ja jestem sadysta który męczy ryby ze swojej próżności i sadyzmu, i nieraz łezka mi popłynie jak przyjdzie mi odhaczać mocną 80stke paskudnie zapietą na obie kotwice jerka. Nie pasuje tutaj, bo ja męcze ryby, często doprowadzając je do wycieńczenia czy nawet śmierci, i nie jestem z tego dumny, ale sprawia mi to niestety przyjemność więc wiem że jestem ten zły, ale wszyscy inni na tym forum robia to samo, ale są dobrzy...., nie wiem, może pieprze głupoty ale nie potrafie tego wyrazić w słowach, reasunując ; jesteście takimi samymi sadystami jak ja, a udajecie miłosników ryb, i przyrody, po co te kłamstwa, i oszukiwanie samego siebie??


Kiedyś czytałem dane na temat tego jaki procent Polaków nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Potraktowałem je z przymrużeniem oka - jednym słowem nie uwierzyłem, że jest tak źle. Przeglądając fora internetowe dochodzę do wniosku, że faktycznie jest kiepsko ... bardzo kiepsko.
Nie jestem ortodoksyjnym "nołkilowcem", ale wypowiem się jakbym nim był ;)
Nikt tu nie mówi o miłości do przyrody czy ryb!
To są dwie niezależne rzeczy - można być sadystą i nokillowcem, można też być mięsiarzem i płakać nad każdą zabitą rybą.
Po prostu niektórzy potrafią logicznie myśleć i widzą jakie spustoszenie robią wędkarze na wodach, gdzie jest spora presja. Tylko wypuszczanie ryb gwarantuje, że będziemy w stanie za kilka lat dalej uprawiać to hobby. Przykładów wód z wielką presją np. w UK jest wiele. C&R pozwala zapewnić rybność tych akwenów.
Jest to warunek konieczny, ale niewystarczający, czyli: bez "no kill" nie ma szans na rybną wodę, ale samo "no kill" nie wystarczy.

... prościej się nie da ...
DS
@dienekes (edytowany 14 lat temu)
17.05.2011 07:17 · Odpowiedź #17245

hehe, fajnie, uważacie się za GOŚCI bo meczycie ryby dla przyjemności, ale jestescie wciąż WIELCY bo ciągle podkreślacie że je wypuszczacie, szkoda że nie spotykam WAS w realu, i szkoda że ja jestem sadysta który męczy ryby ze swojej próżności i sadyzmu, i nieraz łezka mi popłynie jak przyjdzie mi odhaczać mocną 80stke paskudnie zapietą na obie kotwice jerka. Nie pasuje tutaj, bo ja męcze ryby, często doprowadzając je do wycieńczenia czy nawet śmierci, i nie jestem z tego dumny, ale sprawia mi to niestety przyjemność więc wiem że jestem ten zły, ale wszyscy inni na tym forum robia to samo, ale są dobrzy...., nie wiem, może pieprze głupoty ale nie potrafie tego wyrazić w słowach, reasunując ; jesteście takimi samymi sadystami jak ja, a udajecie miłosników ryb, i przyrody, po co te kłamstwa, i oszukiwanie samego siebie??


Nie zauważyłem, by ktoś tu "miał się za GOŚCIA" bo męczy ryby dla przyjemności. Każdy wędkarz, łowiąc ryby (skutecznie - tj. zacinając, holując i wyciągając ryby z wody, względnie odhaczając je w wodzie) postępuje nieetycznie. Kropka. Taka specyfika tego hobby. Dlaczego to robimy? Nie bójmy się tego powiedzieć - bo wędkowanie sprawia nam przyjemność. Wędkowanie, a nie zadawanie rybie cierpienia. O ile pierwsza czynność jest domeną wędkarzy, druga to zajawka sadystów. Podobieństwa nie ma żadnego, nie mówiąc już o tożsamości, którą sugerujesz w swojej wypowiedzi. Niestety, prawdziwe haki są ostre i nie łączą się z pyskami ryb za pomocą magnesów, jak w grze, którą posiadałem jako dziecko.

Oczywistym jest, że jedynym sposobem na kultywowanie naszej pasji, tj. łowienia, jest zadanie rybie mniejszych lub większych ran. Idąc dalej, od nas, naszej wiedzy i postawy, będzie zależało, czy ryba wróci do wody, a jeżeli tak, w jakiej kondycji i jakie będą jej szanse na przetrwanie. Nawet najbardziej zmasakrowana ryba może przeżyć, o ile wróci do wody. Faktów nie brakuje. Nie uczyni tego jednak, jeśli damy jej w łeb, czyż nie?

Najwyraźniej w całym tym szale samobiczowania umknęło Twej uwadze, że C&R to nie sposób na pompowanie własnego ego, ale katalog reguł, które pozwalają zminimalizować liczbę zgonów, spowodowanych naszą pasją. To z kolei jest jednym, choć nie jedynym, gwarantem na wędkarskie sukcesy w przyszłości.

Na koniec dodam, że ilekroć holuję rybę, modlę się by była zahaczona jak najpłycej i na jak najmniejszą liczbę grotów. Niestety, nie mamy na to zbyt dużego wpływu, choć stosując przynęty sztuczne, zapewne większy niż w przypadku naturalnych. Co ciekawe, w listopadzie ubiegłego roku wyholowałem szczupaczka, który zagryzł algę tak, że 2 haki kotwicy utknęły za dolnym fragmentem łuków skrzelowych, w ogóle nie perforując ciała ryby. Zero ran - szczęście niepojęte 😄

edytka:


C&R masowo uprawiane też szkodzi, i to przede wszystkim drapieżnikom, czyli rybom z punktu widzenia ekosystemu najcenniejszym. Na przykład, i może to sporo osób zaskoczy, w Szwajcarii catch & release jest całkowicie zabronione jako nieetyczne i nieludzkie.


Chcesz powiedzieć, że łowiąc i wypuszczając ryby szkodzimy im bardziej, niż łowiąc i zabijając? To niedorzeczne. Przypominam, że naszym hobby jest łowienie ryb. Warto zatem przyjąć, że łowić będziemy i w tych ramach należy się poruszać. "Nie łowienie", które chcesz propagować, z oczywistych względów, nie jest tutaj opcją.

Ps. Najzabawniejsze jest to, że większość osób, które uznają ten temat za "bezsensowny" i nadający się jedynie do zamknięcia, zabierają w nim czynny udział 👏
CK
17.05.2011 08:10 · Odpowiedź #17247

[quote='maniek72' pid='24862' dateline='1305582444']
Ps. Najzabawniejsze jest to, że większość osób, które uznają ten temat za "bezsensowny" i nadający się jedynie do zamknięcia, zabierają w nim czynny udział 👏


tu się z Tobą nie zgodzą bo podobne tematy były już wałkowane tutaj kilka razy i dochodziło tylko do niepotrzebnych spięć, obrażania sie itp... Co najgorsze najwięksi zwolennicy C&R jeśli ma ktoś odmienne zdanie od nich zaraz delikatnie mówiąc obrażają drugą stronę, że np. nie umie czytać ze zrozumieniem albo jeszcze o wiele gorzej, a nie o to w tym wszystkim chodzi przecież, nie tak Panowie?? Zaraz znajdzie się rzesza zwolenników którzy wyczytali gdzieś w sieci o C&R i piszą bez sensu brednie... Dla mnie najważniejsze jest jak stosuje się do regulaminu, a nie narzuca swoje racje. bo jak ktoś np zabije jedną rybkę to już jest zabójcą czy coś w tym stylu... Najpierw powinno się tępić ludzi niestosujących do ogólnie przyjętych zasad, a póżniej delikatnie mieć"pretensję do pozostałych. Panowie bądźmy rozsądni jak ktoś zabije jedną rybkę na 10, 20. czy 50 złowionych to co już jest beeee??? Wracając do tematu wypowiedzi kolegi michalkm - tak jak wcześniej pisałem zagadzam się z nim po części. Dla mnie osobiście osoby zboczone pod względem zasady C&R i tego pochodnych powinny zastanowić się w ogóle nad sensem wędkowania - wiecznie płaczą, że kotwice im się rozginają czego efektem jest spieta ryba i stosują jakieś BIGI SRIGI itp..., a powinni sie z tego powodu przecież cieszyć a nie płakać. Więcej nie chce mi się już pisać na ten temat ponieważ jestem padnięty po nocce, a poza tym nadal uważam go za bezsensowny. Pozdrawiam i życzę trochę szacunku wobec innych poglądów:)
HE
@hlehle (edytowany 14 lat temu)
17.05.2011 08:27 · Odpowiedź #17249

Co najgorsze najwięksi zwolennicy C&R jeśli ma ktoś odmienne zdanie od nich zaraz delikatnie mówiąc obrażają drugą stronę, że np. nie umie czytać ze zrozumieniem albo jeszcze o wiele gorzej, a nie o to w tym wszystkim chodzi przecież, nie tak Panowie??


Odmienne zdanie można mieć na temat tego czy wypuszczać ryby czy nie.
Jednak jeśli ktoś określa innych mianem oszustów i wkłada w czyjes usta słowa, które nigdy nie padły, to wymaga to sprostowania.
Skoro wszyscy "oszołomi" spod znaku C&R piszą, że chodzi o zwiększenie populacji ryb, to ja nie rozumiem skąd argumenty typu, że uważają się oni za mniej sadystycznych ? Wygląda dokładnie jakby ludzie nie rozumieli tego co czytają. Koniec i kropka.

Dyskusja jest z typu tych, których nie lubię. Świata i tak nie zmienię, ryby w Polsce będą zjadane jeszcze długo. Niedawno spotkałem znajomych nad jedną rzeczką i dyskutowaliśmy o naszych ostatnich połowach zagranicznych.
Wiecie, że jakby nie patrzeć jesteśmy największą wędkarską "dupą" w Europie?
Serio! Nigdzie nie jest tak źle z rybami jak u nas. Przeszliśmy przez kraje, w których wędkowaliśmy i nigdzie nie było gorzej.
Różnice nie były drobne, lecz kolosalne.
No i nie było tu mowy o Skandynawii, gdzie ludzi nie ma a wody jest pełno.
Raczej mowa o UK, Holandii, Hiszpanii, Włoszech, a nawet Czechach, Estonii, Słowenii, Bośni itd. itd.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy jedne z fajniejszych wód. Rzek i jezior wszyscy powinni nam zazdrościć...

p.s. Nołkilowcy są co najmniej tak samo sadystyczni jak killowcy :)
CX
17.05.2011 08:55 · Odpowiedź #17251
[/quote]

Wiecie, że jakby nie patrzeć jesteśmy największą wędkarską "dupą" w Europie?
Serio! Nigdzie nie jest tak źle z rybami jak u nas. Przeszliśmy przez kraje, w których wędkowaliśmy i nigdzie nie było gorzej.
Różnice nie były drobne, lecz kolosalne.
No i nie było tu mowy o Skandynawii, gdzie ludzi nie ma a wody jest pełno.
Raczej mowa o UK, Holandii, Hiszpanii, Włoszech, a nawet Czechach, Estonii, Słowenii, Bośni itd. itd.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy jedne z fajniejszych wód. Rzek i jezior wszyscy powinni nam zazdrościć...

p.s. Nołkilowcy są co najmniej tak samo sadystyczni jak killowcy :)
[/quote]

W pełni się z tobą zgadzam! Oczywiście sprawa jest banalnie prosta, tam się ryby wypuszcza a u nas nie. I nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem iż ryba zraniona nie ma szans na przeżycie i trzeba ją zjeść. Właśnie tak tłumaczą sobie ludzie fakt że rybę trzeba zawsze zabrać i "zmięsolić"
HE
@hlehle (edytowany 14 lat temu)
17.05.2011 09:03 · Odpowiedź #17252



Wiecie, że jakby nie patrzeć jesteśmy największą wędkarską "dupą" w Europie?
Serio! Nigdzie nie jest tak źle z rybami jak u nas. Przeszliśmy przez kraje, w których wędkowaliśmy i nigdzie nie było gorzej.
Różnice nie były drobne, lecz kolosalne.
No i nie było tu mowy o Skandynawii, gdzie ludzi nie ma a wody jest pełno.
Raczej mowa o UK, Holandii, Hiszpanii, Włoszech, a nawet Czechach, Estonii, Słowenii, Bośni itd. itd.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy jedne z fajniejszych wód. Rzek i jezior wszyscy powinni nam zazdrościć...

p.s. Nołkilowcy są co najmniej tak samo sadystyczni jak killowcy :)


W pełni się z tobą zgadzam! Oczywiście sprawa jest banalnie prosta, tam się ryby wypuszcza a u nas nie. I nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem iż ryba zraniona nie ma szans na przeżycie i trzeba ją zjeść. Właśnie tak tłumaczą sobie ludzie fakt że rybę trzeba zawsze zabrać i "zmięsolić"


I tak i nie.
Zacznę od "nie". Nie wszędzie się wypuszcza, ale ...
- np. na Bałkanach presja jest ogromna, ale przyjezdni wypuszczają, a miejscowych łowi niewielu i zabierają ryby rzadko, czyli ubytek ryb nie jest wielki. Przeżywalność widać gołym okiem , dosłownie. Wody są czyste i widać rybska jak w akwarium. Praktycznie wszystkie ryby były wiele razy na hakach (co niestety czasem widać po nich - zagojone pyski, czy ślady na bokach spowodowane otarciami o kamienie)
- wiem że w Estonii na wielu wodach zabiera się ryby łososiowate, ale ograniczenia są ogromne - ograniczone ilości licencji, bardzo limitowane połowy i niezbyt długie sezony

Czyli nie jest tak, że wszystkie ryby się wypuszcza, ale powiedzmy 99% :)

Teraz "tak". Tak, ryby w zdecydowanej większości przeżywają, tylko nie można łowić pstrągów na żyłkę 0.14 , a szczupaków na kijek do 15g :)
Są łowiska, na których jest zakaz stosowania żyłek cieńszych niż ... lub np zakaz stosowania plecionek. Nie wspominam nawet o hakach bezzadziorowych czy nakazie posiadania podbieraka, peana, przecinaka do kotwic i maty :)
MM
17.05.2011 10:36 · Odpowiedź #17255

Wiecie, że jakby nie patrzeć jesteśmy największą wędkarską "dupą" w Europie?
Serio! Nigdzie nie jest tak źle z rybami jak u nas. Przeszliśmy przez kraje, w których wędkowaliśmy i nigdzie nie było gorzej.
Różnice nie były drobne, lecz kolosalne.
No i nie było tu mowy o Skandynawii, gdzie ludzi nie ma a wody jest pełno.
Raczej mowa o UK, Holandii, Hiszpanii, Włoszech, a nawet Czechach, Estonii, Słowenii, Bośni itd. itd.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy jedne z fajniejszych wód. Rzek i jezior wszyscy powinni nam zazdrościć...


A nie sądzisz, że za taki stan rzeczy w znacznie mniejszym stopniu odpowiadają wędkarze stosujący bądź nie C&R, a raczej fakt, że np. w UK ponad połowa wód ma jakość excellent i good, a w PL około 90% nie mieści się nawet w żadnej klasyfikacji?
HE
17.05.2011 11:04 · Odpowiedź #17257


Wiecie, że jakby nie patrzeć jesteśmy największą wędkarską "dupą" w Europie?
Serio! Nigdzie nie jest tak źle z rybami jak u nas. Przeszliśmy przez kraje, w których wędkowaliśmy i nigdzie nie było gorzej.
Różnice nie były drobne, lecz kolosalne.
No i nie było tu mowy o Skandynawii, gdzie ludzi nie ma a wody jest pełno.
Raczej mowa o UK, Holandii, Hiszpanii, Włoszech, a nawet Czechach, Estonii, Słowenii, Bośni itd. itd.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy jedne z fajniejszych wód. Rzek i jezior wszyscy powinni nam zazdrościć...


A nie sądzisz, że za taki stan rzeczy w znacznie mniejszym stopniu odpowiadają wędkarze stosujący bądź nie C&R, a raczej fakt, że np. w UK ponad połowa wód ma jakość excellent i good, a w PL około 90% nie mieści się nawet w żadnej klasyfikacji?


Szczególnie Tamiza w okolicach Londynu 😄
Najwięcej ryb na Mazowszu jest poniżej bergla - jak sądzisz jaką jakość ma tam woda?

Tak więc, nie nie sądzę.
Małe rzeczki, na których czasem łowię, jestem w stanie sam w ciągu sezonu wyczyścić do średniej krajowej, czyli kilka niedobitków na kilometr. Nie dlatego, że taki dobry ze mnie wędkarz, ale dlatego że tak skutecznym sprzętem i metodami dysponujemy, a ryba jest ryba jeść musi i są momenty, że żre wszystko i na nic nie patrzy.

Rok temu siedziałem w UK i jeździliśmy zimą na sandacze na jedną z rzek. Ryby zgrupowały się z wielu kilometrów i co jakiś czas żerowały na białorybie. W ciągu kilku wyjazdów złowiliśmy mnóstwo sandaczy. Jednak nagle zauważyliśmy na podstawie zdjęć największych okazów, że to ciągle są te same ryby!
Niektóre sztuki były złowione 3-4 razy w ciągu miesiąca i to tylko przez nas, a przecież łowiło tam wiele innych osób.
Czyli takich trzech "polaczków" jak my mogło wyczyścić spory odcinek rzeki z sandaczy. Praktycznie do zera ...
MM
@michalkm (edytowany 14 lat temu)
17.05.2011 11:43 · Odpowiedź #17262

Szczególnie Tamiza w okolicach Londynu 😄

Nawet Tamiza jest pod względem jakości wody lata świetlne przed większością naszych rzek. Nawet w okolicach Londynu. Z tym, że przyznaję, że nie byłem i nie widziałem, biorę dane z tamtejszej agencji ochrony środowiska.

Co do gromadzenia się ryb w dziwnych miejscach, to akurat jest dość proste - tam jest jedzenie (brrr), a gdzie indziej go prawie nie ma. A nie ma, bo w wodzie ledwo co żyje.

Co do reszty - good points. To znaczy, nadal uważam, że jakość wody jest kluczowa, ale Twoje argumenty są poważne.
HE
17.05.2011 11:54 · Odpowiedź #17263


Szczególnie Tamiza w okolicach Londynu 😄

Nawet Tamiza jest pod względem jakości wody lata świetlne przed większością naszych rzek. Nawet w okolicach Londynu. Z tym, że przyznaję, że nie byłem i nie widziałem, biorę dane z tamtejszej agencji ochrony środowiska.

Co do gromadzenia się ryb w dziwnych miejscach, to akurat jest dość proste - tam jest jedzenie (brrr), a gdzie indziej go prawie nie ma. A nie ma, bo w wodzie ledwo co żyje.

Co do reszty - good points. To znaczy, nadal uważam, że jakość wody jest kluczowa, ale Twoje argumenty są poważne.


Tamiza w okolicach Londynu to straszny syf, ale faktycznie chyba nie aż taki jak Wisła poniżej bergla :)

Czynników wpływających na rybnośc jest wiele.
Zdecydowanie jakość wód ma kluczowe znaczenie, co nie zmienia faktu, że większość rzek w naszym kraju jest czystsza niż np. taka Odra czy Wisła, a ryb w nich praktycznie nie uświadczysz.
Przez kilka lat regularnie bywałem na Śląsku i bywałem ze znajomymi nad dość mocno zanieczyszczonymi rzekami i co ciekawe ryb było tam znacznie więcej. Nie dlatego, że tak dobrze im się żyje w syfie, ale dlatego że ryby z tych odcinków były uznane za niejadalne :)
MM
17.05.2011 12:16 · Odpowiedź #17264

Zdecydowanie jakość wód ma kluczowe znaczenie, co nie zmienia faktu, że większość rzek w naszym kraju jest czystsza niż np. taka Odra czy Wisła, a ryb w nich praktycznie nie uświadczysz.


Tak z ciekawości i w sumie off topic - ryb w ogóle, czy ryb - drapieżników?

A tak w ogóle to chociaż jestem przeciw C&R rozumianym jako regularna weekendowa rozrywka, to zabranie drapieżnika z łowiska uważam za "zbrodnię przeciwko ekosystemowi" - no, z wyjątkiem hodowlanego pstrąga tęczowego - i cokolwiek pisałem o zabieraniu, tyczy się zasadniczo białej ryby. Drapieżniki są dla mnie pod totalną ochroną.
HE
17.05.2011 12:34 · Odpowiedź #17266


Zdecydowanie jakość wód ma kluczowe znaczenie, co nie zmienia faktu, że większość rzek w naszym kraju jest czystsza niż np. taka Odra czy Wisła, a ryb w nich praktycznie nie uświadczysz.


Tak z ciekawości i w sumie off topic - ryb w ogóle, czy ryb - drapieżników?

A tak w ogóle to chociaż jestem przeciw C&R rozumianym jako regularna weekendowa rozrywka, to zabranie drapieżnika z łowiska uważam za "zbrodnię przeciwko ekosystemowi" - no, z wyjątkiem hodowlanego pstrąga tęczowego - i cokolwiek pisałem o zabieraniu, tyczy się zasadniczo białej ryby. Drapieżniki są dla mnie pod totalną ochroną.


Kurcze ciągle zapominam, że nie tylko drapieżniki się łowi :)
Michał, super postawa - praktyczne podejście do tematu!
Fakt jest taki, że są akweny, gdzie np. duże leszcze zostały wyłowione, nie ma drapieżników i namnożyło się mnóstwo drobnicy. Nikt tego nie chce łowić, więc szczupaki czy sandacze dalej są pod dużą wędkarską presją, co pogłębia problem.
Dlatego nie widzę żadnych przeciwwskazań, aby podjadać sobie te leszczyki czy płoteczki :)

Zaloguj się aby dodać odpowiedź.