Waldziu super napisane hahaha👏👏👏👏👏
poezja wędkarska
Rozmaitości
Nawigacja
Jesienna przygoda.
Póki tarcza słońca świeci,
my wciąż jak te duże dzieci,
wciąż gonimy za przygodą,
snując z wędką się nad wodą.
Lato w dal odchodzi szybko,
jesień z wiatrem zmierza gibko.
Woda nęci nas braniami,
szczupakami, sandaczami.
Chociaż włos nam już się świeci,
my jak bardzo małe dzieci,
bawimy się zabawkami,
spławikami, woblerami.
I tak czas nam wolno płynie,
w łódce płynąc po głębinie,
lub gdy jesień z kolorami,
nas przywita nad rzekami.
Bo my jak te dzieci młode,
wciąż gonimy swą przygodę.
W tej pogoni nie spoczniemy,
póki jej nie dopadniemy.
Często nocą pod gwiazdami,
wraz z innymi wędkarzami,
którzy także tak jak my,
spełnić chcą wędkarskie sny.
Póki tarcza słońca świeci,
nawet jeśli włos się świeci,
nawet nocą ruszaj ciemną,
za przygodą, za jesienną.
Póki tarcza słońca świeci,
my wciąż jak te duże dzieci,
wciąż gonimy za przygodą,
snując z wędką się nad wodą.
Lato w dal odchodzi szybko,
jesień z wiatrem zmierza gibko.
Woda nęci nas braniami,
szczupakami, sandaczami.
Chociaż włos nam już się świeci,
my jak bardzo małe dzieci,
bawimy się zabawkami,
spławikami, woblerami.
I tak czas nam wolno płynie,
w łódce płynąc po głębinie,
lub gdy jesień z kolorami,
nas przywita nad rzekami.
Bo my jak te dzieci młode,
wciąż gonimy swą przygodę.
W tej pogoni nie spoczniemy,
póki jej nie dopadniemy.
Często nocą pod gwiazdami,
wraz z innymi wędkarzami,
którzy także tak jak my,
spełnić chcą wędkarskie sny.
Póki tarcza słońca świeci,
nawet jeśli włos się świeci,
nawet nocą ruszaj ciemną,
za przygodą, za jesienną.
Brawo Waldi, brawo 👏
Swoją drogą jeszcze chwilka, jeszcze momencik i pierwsze rześkie jesienne poranki przed nami 😎
Swoją drogą jeszcze chwilka, jeszcze momencik i pierwsze rześkie jesienne poranki przed nami 😎
Młodzieńcze wspomnienia.
Powracam po latach, nad znajome wody,
gdzie z „leszczynówką” chodziłem, jako chłopak młody
i łowiłem tam pierwsze swe rybie okazy,
zamknę oczy i wracają z młodości obrazy.
- Rzeka meandrując pięknie sobie płynie,
na zakolach ładne klenie, czają się w głębinie.
Uczył mnie tam ojciec łowić na chrabąszcza,
siedząc między olszynami, kij wystawał z gąszcza
a w wodzie raz po raz widać było cienie,
grube, obłe kształty, to pływały klenie.
Wielką trzeba było, wykazać się cierpliwością,
aby złowić klenia, oj, nie było to łatwością.
Lecz jeśliś go przechytrzył i klenia złowiłeś,
to w glorii i sławie przez miesiąc chodziłeś.
A ileż było w tej wodzie, kiełbi oraz płoci
w trzech starorzeczach, karasek się złocił.
Było też tam miejsce, gdzie w letnie poranki,
Chodziłem z robakiem łowić piękne „brzanki”
nie były to jakieś, okazy wspaniałe,
była to odmiana „brzany” i te były małe.
Nigdy ich nie zabierałem, bo wiedziałem od ojca,
że ta mała, piękna ryba, może być trująca.
Tam złowiłem w swoim życiu, pierwszego szczupaka,
były piękne wrażenia z walki, oraz wielka była draka.
Wybrałem się właśnie na Wrotków na ryby,
choć sezon się zaczął na jesienne grzyby,
zabrałem dwie wędki, jedna to lekka spławikówka,
do łowienia żywca, druga to z leszczyny szczupakówka.
O żywca nie trudno było w okolicy,
bowiem spora tam pływało, przeróżnej drobnicy.
Złowiłem więc kiełbia, w grzbiet wbiłem kotwicę
i szczupakowy zestaw rzuciłem w Bystrzycę.
Nie długo czekałem, może minut kilka,
gdy spostrzegłem, że na wodzie nie widzę spławika,
lekką wędkę natychmiast na bok odłożyłem
i oburącz szczupakówkę w dłonie swe chwyciłem.
Zaciąłem z rozmachem, kij się w pałąk wygiął
w wodzie się zagotowało i kształt długi błysnął.
Nie pamiętam dzisiaj jak długo walczyłem,
ale walkę tę wygrałem bo rybę zmęczyłem.
Ranek był wspaniały, pełen pięknych blasków
z Wrotkowa przez łąki szli chłopaki do lasu,
dostrzegli mnie nad rzeką, jak z rybą walczyłem,
sprzyjał im też fakt, że ja ich nie zobaczyłem.
Widząc mnie, nieznajomego, na skraju swej wioski,
szybko wyciągnęli, jak dla mnie, złe wnioski.
Jeden chwycił mnie za ręce, drugi chwycił kija,
trzeci zamach zrobił tęgi i chciał mi dać w „ryja”.
Ale, że ja także bitny byłem chłopak,
temu naprzeciwko w krocze dałem kopa,
temu co mnie z tyłu za ręce uchwycił,
głową cios w tył wymierzyłem, On za nos się chwycił,
trzeci zrobił zamach moim własnym wędziskiem,
ale ja umknąłem i było po wszystkim.
Zabrali mi wędki i pierwszego w życiu szczupaka,
ale z tego jeszcze później, spora była draka.
Jeden był kościół i to w mojej dzielnicy,
gdzie na mszę się schodzili ludzie z okolicy.
Przychodzili ludzie z Rur, Górek i Wrotkowa,
i oto, że ich spotkam, spokojna była głowa.
Jeśli ich nie spotkam na mszy w niedzielę,
to ich trafię innym razem, okazji będzie wiele.
Nie czekałem zbyt długo, bo już na Pasterce,
cała trójka jak myślałem, wpadła w nasze ręce,
nie pomogły, prośby, zaklęcia, przysięgi,
za swe podłe, niecne czyny, otrzymali cięgi.
A po świętach obie wędki, grzecznie mi oddali
i pokazać dobre miejsca, jeszcze obiecali.
Odtąd już bez obaw, chodziłem po Wrotkowie
i zyskałem wielu kumpli, a znikli wrogowie.
Dzisiaj gdy po latach, spotkamy się nad wodą,
śmiejąc się, wspominamy, razem naszą młodość.
Wspominamy dawną rzekę, aż do samych źródeł
i nie jeden wypity razem piwa kufeł.
Choć zalew jest potrzebny na naszej Bystrzycy,
jednak w serce coś nas kuje i tęsknota krzyczy,
za tą rzeką z lat młodości i za tamtym czasem,
gdyśmy klenie tam łowili w rynience pod lasem.
Idąc dzisiaj wzdłuż tej mojej, rzeki ulubionej,
powracają wspomnienia, nieco już zamglone.
Tu gdzie dzisiaj, wybieg jest, dla pięknych koni,
rosło wiele pięknych róż i kępy piwonii.
W miejscu, gdzie hipodrom, tu w każdą sobotę,
były potańcówki, gdy ludziska skończyli robotę.
Był to, spory cypel, żerdzią grubą ogrodzony,
często miejsce porachunków, grup z sobą zwaśnionych.
Często się zdarzało, że w środku zabawy,
rozlegał się plusk głośny, to pływał ktoś dla „wprawy”.
A woda była głęboka, trzy metry z naddatkiem,
czasem ktoś tam „płukał” pannę, gdy „kupczyła” zadkiem.
Po rozległych łąkach ślad dziś nie pozostał,
powstały ogródki, bulwar piękny powstał.
Rzeka niby jest ta sama, ale jakby inna,
pusto nad nią jest i głucho, tamtej mi nie przypomina.
Wyschły starorzecza i liczne wyschły źródełka
a po starych mostach, nie została nawet belka.
Były też trzy młyny, wszystkie były wodne,
Przy nich były kąpieliska, bardzo wtedy modne.
Tam z racji głębokości, często dla ochłody,
najodważniejsi z dachu, skakali do wody
a wzdłuż całej rzeki, tam gdzie były rozlewiska,
gwarno było i wesoło, to też były kąpieliska.
Były też i dwie przystanie w samym środku miasta,
korzystała tam z kajaków, śródmiejska „hałastra”
Często młody chłopak gdy płynął z dziewczyną,
tego tłoku w wodzie, nijak nie ominął
i gdy tylko w środek kąpiących się wpłynął,
zawsze ktoś od tyłu kajak, dnem do góry wywinął.
Rzucali się wszyscy, ratować dziewczynę
a kawaler, kajak łapał i kwaśną miał minę.
Potem kajak razem z nimi przez głębie przepchali,
życząc dalszej miłej trasy, śmiechem ich żegnali.
Były na Bystrzycy tamy przez nas porobione,
wbite w wodzie kołki z faszyną, darnią obłożone,
tworzące zwężenie pośrodku koryta
i powstawała głębia przez wodę wymyta.
W takich właśnie miejscach, kilka było skoczni,
górowały nad wodą, jak żurawie w stoczni.
Tu każdy mógł własną zrobić „popisówkę”
i z tej skoczni skoczyć do wody na główkę.
Lecz trzeba się było, odbić dość daleko,
by nie stracić życia, lub nie zostać kaleką.
Pamiętam przypadek, gdy gość pewnej niedzieli,
wraz ze znajomymi, dobrze sobie podchmielił
a ponieważ wcześniej dał kolegom słowo,
że skoczy, i skoczył, młoda żona pozostała wdową.
Dzisiaj po tych miejscach nawet ślad nie został,
zmieniła się rzeka, wał wysoki powstał.
Niema też cukrowni, która z rzeki wodę brała
i każdej jesieni rzekę tę spiętrzała.
Oj się wtedy działo, ryb bez liku było,
płocie grube, oraz leszcze, piękne się łowiło.
Most pozostał i zapora, lecz nie używana,
woda teraz wolno płynie, lekko sfalowana.
Ujęta w wały rzeka, niczym kanał płynie,
jeszcze tylko w opowieściach z obfitości słynie,
gdy dzisiejsza młodzież w moim wieku będzie,
prawdy o tamtych czasach, nigdzie nie zdobędzie.
Jest nad samą rzeką, ładny Park Ludowy,
powstał po wojnie w czasie miasta odbudowy.
Tu z całego Lublina na grząskie bagnisko,
wywożono gruzy, tworząc wielkie gruzowisko.
Przykryto to ziemią, posadzono drzewa
i stworzono park, dzisiaj ptak tu śpiewa.
Nikt nie myśli o tym, że drzewa i to wszystko,
tak naprawdę jest to, miasta cmentarzysko.
I tak na gruzach miasta, nie daleko centrum,
powstał w tamtych latach, park prawie jak spektrum.
Były tam rabaty, przepiękne kwiatowe
i było miasteczko mini, tylko rowerowe,
tam za trzy złocisze i na dowód rodzica,
mogłeś przez godzinę rowerem pomykać.
A dla tych, którzy latem zgrzali się w spiekocie,
była kawiarnia, a jakże, w prawdziwym samolocie.
Tam biegałem na lody i na lemoniadę,
później z panienką przychodziłem na gorącą czekoladę.
Do momentu gdy się jeden taki "debil" trafił,
co samolot podpalił i żar wszystko strawił.
Potem park podupadł, w błocie rosły drzewa,
zarastały alejki, ptak już nie chciał śpiewać.
Przez park przechodzili tylko ryzykanci,
nie pomagała Straż Miejska ani Policjanci.
Wreszcie władze miasta wzięły się za sprawę
i kawałek parku oddali w dzierżawę.
Powstał tam dla miasta obiekt bardzo ważny,
to Lubelskie Targi, pomysł był odważny.
Teraz często widzę jak mama z wózeczkiem,
pośród kwiatów spaceruje, przysiądzie na ławeczce.
Bo patroli jest więcej a i złodziej nie wariat,
nie próbuje okraść, gdy w parku jest komisariat.
Po tych wielu latach, są i plusy dla rzeki,
przestały wreszcie truć rzekę zwykłe miejskie ścieki.
Korytem ciecz płynęła brudna jak gnojówka,
więc rzekę poniżej miasta, zwano – „śmierdziejówka”
Dziś miasto skanalizowane, więc i rzeka czysta
w pradolinie sobie płynie czysta i przejrzysta.
Teraz kiedy jestem tam na rybach właśnie,
czytam swoją rzekę, jakbym czytał baśnie.
W prastarym korycie, cudnie meandruje
i niema wędkarza, którego Bystrzyca nie oczaruje.
Nie tknięta od wieków, pradoliną płynie,
w różnorodność ryb bogata, z tego dzisiaj słynie.
Lecz czy woda czysta? Oceńcie to sami,
dnia pewnego natrafiłem na dołek z rakami
i złowiłem na robaczka ładnych raków sześć,
wszystkie wróciły do rzeki, bowiem, „Wodom Cześć”
Jest poniżej mały dopływ, a zwie się Ciemięga,
tam głębokość wody do pół metra sięga,
to jednak wystarczy jednej pięknej rybie,
tam pstrąg potokowy na owady dybie,
dwa razy tam byłem ze swoim spinningiem,
ale ciężko tam się zmieścić, nawet z krótkim kijkiem.
Słyszałem o sztukach w Bystrzycy łowionych,
tuż poniżej ujścia rzeczki , pięknie wybarwionych.
Więc na pewno na nowo koła nie wymyślę,
jeśli powiem,- gdzie rak i pstrąg żyje, - tam są wody czyste!
I tak do lat młodości dziś podróż odbyłem,
co zapamiętałem w tych wersach zmieściłem.
Ale, aby całą młodość swą opisać,
trzeba by nie wiersz a książkę napisać.
Pozdrowionka waldi-54:papa2:
Powracam po latach, nad znajome wody,
gdzie z „leszczynówką” chodziłem, jako chłopak młody
i łowiłem tam pierwsze swe rybie okazy,
zamknę oczy i wracają z młodości obrazy.
- Rzeka meandrując pięknie sobie płynie,
na zakolach ładne klenie, czają się w głębinie.
Uczył mnie tam ojciec łowić na chrabąszcza,
siedząc między olszynami, kij wystawał z gąszcza
a w wodzie raz po raz widać było cienie,
grube, obłe kształty, to pływały klenie.
Wielką trzeba było, wykazać się cierpliwością,
aby złowić klenia, oj, nie było to łatwością.
Lecz jeśliś go przechytrzył i klenia złowiłeś,
to w glorii i sławie przez miesiąc chodziłeś.
A ileż było w tej wodzie, kiełbi oraz płoci
w trzech starorzeczach, karasek się złocił.
Było też tam miejsce, gdzie w letnie poranki,
Chodziłem z robakiem łowić piękne „brzanki”
nie były to jakieś, okazy wspaniałe,
była to odmiana „brzany” i te były małe.
Nigdy ich nie zabierałem, bo wiedziałem od ojca,
że ta mała, piękna ryba, może być trująca.
Tam złowiłem w swoim życiu, pierwszego szczupaka,
były piękne wrażenia z walki, oraz wielka była draka.
Wybrałem się właśnie na Wrotków na ryby,
choć sezon się zaczął na jesienne grzyby,
zabrałem dwie wędki, jedna to lekka spławikówka,
do łowienia żywca, druga to z leszczyny szczupakówka.
O żywca nie trudno było w okolicy,
bowiem spora tam pływało, przeróżnej drobnicy.
Złowiłem więc kiełbia, w grzbiet wbiłem kotwicę
i szczupakowy zestaw rzuciłem w Bystrzycę.
Nie długo czekałem, może minut kilka,
gdy spostrzegłem, że na wodzie nie widzę spławika,
lekką wędkę natychmiast na bok odłożyłem
i oburącz szczupakówkę w dłonie swe chwyciłem.
Zaciąłem z rozmachem, kij się w pałąk wygiął
w wodzie się zagotowało i kształt długi błysnął.
Nie pamiętam dzisiaj jak długo walczyłem,
ale walkę tę wygrałem bo rybę zmęczyłem.
Ranek był wspaniały, pełen pięknych blasków
z Wrotkowa przez łąki szli chłopaki do lasu,
dostrzegli mnie nad rzeką, jak z rybą walczyłem,
sprzyjał im też fakt, że ja ich nie zobaczyłem.
Widząc mnie, nieznajomego, na skraju swej wioski,
szybko wyciągnęli, jak dla mnie, złe wnioski.
Jeden chwycił mnie za ręce, drugi chwycił kija,
trzeci zamach zrobił tęgi i chciał mi dać w „ryja”.
Ale, że ja także bitny byłem chłopak,
temu naprzeciwko w krocze dałem kopa,
temu co mnie z tyłu za ręce uchwycił,
głową cios w tył wymierzyłem, On za nos się chwycił,
trzeci zrobił zamach moim własnym wędziskiem,
ale ja umknąłem i było po wszystkim.
Zabrali mi wędki i pierwszego w życiu szczupaka,
ale z tego jeszcze później, spora była draka.
Jeden był kościół i to w mojej dzielnicy,
gdzie na mszę się schodzili ludzie z okolicy.
Przychodzili ludzie z Rur, Górek i Wrotkowa,
i oto, że ich spotkam, spokojna była głowa.
Jeśli ich nie spotkam na mszy w niedzielę,
to ich trafię innym razem, okazji będzie wiele.
Nie czekałem zbyt długo, bo już na Pasterce,
cała trójka jak myślałem, wpadła w nasze ręce,
nie pomogły, prośby, zaklęcia, przysięgi,
za swe podłe, niecne czyny, otrzymali cięgi.
A po świętach obie wędki, grzecznie mi oddali
i pokazać dobre miejsca, jeszcze obiecali.
Odtąd już bez obaw, chodziłem po Wrotkowie
i zyskałem wielu kumpli, a znikli wrogowie.
Dzisiaj gdy po latach, spotkamy się nad wodą,
śmiejąc się, wspominamy, razem naszą młodość.
Wspominamy dawną rzekę, aż do samych źródeł
i nie jeden wypity razem piwa kufeł.
Choć zalew jest potrzebny na naszej Bystrzycy,
jednak w serce coś nas kuje i tęsknota krzyczy,
za tą rzeką z lat młodości i za tamtym czasem,
gdyśmy klenie tam łowili w rynience pod lasem.
Idąc dzisiaj wzdłuż tej mojej, rzeki ulubionej,
powracają wspomnienia, nieco już zamglone.
Tu gdzie dzisiaj, wybieg jest, dla pięknych koni,
rosło wiele pięknych róż i kępy piwonii.
W miejscu, gdzie hipodrom, tu w każdą sobotę,
były potańcówki, gdy ludziska skończyli robotę.
Był to, spory cypel, żerdzią grubą ogrodzony,
często miejsce porachunków, grup z sobą zwaśnionych.
Często się zdarzało, że w środku zabawy,
rozlegał się plusk głośny, to pływał ktoś dla „wprawy”.
A woda była głęboka, trzy metry z naddatkiem,
czasem ktoś tam „płukał” pannę, gdy „kupczyła” zadkiem.
Po rozległych łąkach ślad dziś nie pozostał,
powstały ogródki, bulwar piękny powstał.
Rzeka niby jest ta sama, ale jakby inna,
pusto nad nią jest i głucho, tamtej mi nie przypomina.
Wyschły starorzecza i liczne wyschły źródełka
a po starych mostach, nie została nawet belka.
Były też trzy młyny, wszystkie były wodne,
Przy nich były kąpieliska, bardzo wtedy modne.
Tam z racji głębokości, często dla ochłody,
najodważniejsi z dachu, skakali do wody
a wzdłuż całej rzeki, tam gdzie były rozlewiska,
gwarno było i wesoło, to też były kąpieliska.
Były też i dwie przystanie w samym środku miasta,
korzystała tam z kajaków, śródmiejska „hałastra”
Często młody chłopak gdy płynął z dziewczyną,
tego tłoku w wodzie, nijak nie ominął
i gdy tylko w środek kąpiących się wpłynął,
zawsze ktoś od tyłu kajak, dnem do góry wywinął.
Rzucali się wszyscy, ratować dziewczynę
a kawaler, kajak łapał i kwaśną miał minę.
Potem kajak razem z nimi przez głębie przepchali,
życząc dalszej miłej trasy, śmiechem ich żegnali.
Były na Bystrzycy tamy przez nas porobione,
wbite w wodzie kołki z faszyną, darnią obłożone,
tworzące zwężenie pośrodku koryta
i powstawała głębia przez wodę wymyta.
W takich właśnie miejscach, kilka było skoczni,
górowały nad wodą, jak żurawie w stoczni.
Tu każdy mógł własną zrobić „popisówkę”
i z tej skoczni skoczyć do wody na główkę.
Lecz trzeba się było, odbić dość daleko,
by nie stracić życia, lub nie zostać kaleką.
Pamiętam przypadek, gdy gość pewnej niedzieli,
wraz ze znajomymi, dobrze sobie podchmielił
a ponieważ wcześniej dał kolegom słowo,
że skoczy, i skoczył, młoda żona pozostała wdową.
Dzisiaj po tych miejscach nawet ślad nie został,
zmieniła się rzeka, wał wysoki powstał.
Niema też cukrowni, która z rzeki wodę brała
i każdej jesieni rzekę tę spiętrzała.
Oj się wtedy działo, ryb bez liku było,
płocie grube, oraz leszcze, piękne się łowiło.
Most pozostał i zapora, lecz nie używana,
woda teraz wolno płynie, lekko sfalowana.
Ujęta w wały rzeka, niczym kanał płynie,
jeszcze tylko w opowieściach z obfitości słynie,
gdy dzisiejsza młodzież w moim wieku będzie,
prawdy o tamtych czasach, nigdzie nie zdobędzie.
Jest nad samą rzeką, ładny Park Ludowy,
powstał po wojnie w czasie miasta odbudowy.
Tu z całego Lublina na grząskie bagnisko,
wywożono gruzy, tworząc wielkie gruzowisko.
Przykryto to ziemią, posadzono drzewa
i stworzono park, dzisiaj ptak tu śpiewa.
Nikt nie myśli o tym, że drzewa i to wszystko,
tak naprawdę jest to, miasta cmentarzysko.
I tak na gruzach miasta, nie daleko centrum,
powstał w tamtych latach, park prawie jak spektrum.
Były tam rabaty, przepiękne kwiatowe
i było miasteczko mini, tylko rowerowe,
tam za trzy złocisze i na dowód rodzica,
mogłeś przez godzinę rowerem pomykać.
A dla tych, którzy latem zgrzali się w spiekocie,
była kawiarnia, a jakże, w prawdziwym samolocie.
Tam biegałem na lody i na lemoniadę,
później z panienką przychodziłem na gorącą czekoladę.
Do momentu gdy się jeden taki "debil" trafił,
co samolot podpalił i żar wszystko strawił.
Potem park podupadł, w błocie rosły drzewa,
zarastały alejki, ptak już nie chciał śpiewać.
Przez park przechodzili tylko ryzykanci,
nie pomagała Straż Miejska ani Policjanci.
Wreszcie władze miasta wzięły się za sprawę
i kawałek parku oddali w dzierżawę.
Powstał tam dla miasta obiekt bardzo ważny,
to Lubelskie Targi, pomysł był odważny.
Teraz często widzę jak mama z wózeczkiem,
pośród kwiatów spaceruje, przysiądzie na ławeczce.
Bo patroli jest więcej a i złodziej nie wariat,
nie próbuje okraść, gdy w parku jest komisariat.
Po tych wielu latach, są i plusy dla rzeki,
przestały wreszcie truć rzekę zwykłe miejskie ścieki.
Korytem ciecz płynęła brudna jak gnojówka,
więc rzekę poniżej miasta, zwano – „śmierdziejówka”
Dziś miasto skanalizowane, więc i rzeka czysta
w pradolinie sobie płynie czysta i przejrzysta.
Teraz kiedy jestem tam na rybach właśnie,
czytam swoją rzekę, jakbym czytał baśnie.
W prastarym korycie, cudnie meandruje
i niema wędkarza, którego Bystrzyca nie oczaruje.
Nie tknięta od wieków, pradoliną płynie,
w różnorodność ryb bogata, z tego dzisiaj słynie.
Lecz czy woda czysta? Oceńcie to sami,
dnia pewnego natrafiłem na dołek z rakami
i złowiłem na robaczka ładnych raków sześć,
wszystkie wróciły do rzeki, bowiem, „Wodom Cześć”
Jest poniżej mały dopływ, a zwie się Ciemięga,
tam głębokość wody do pół metra sięga,
to jednak wystarczy jednej pięknej rybie,
tam pstrąg potokowy na owady dybie,
dwa razy tam byłem ze swoim spinningiem,
ale ciężko tam się zmieścić, nawet z krótkim kijkiem.
Słyszałem o sztukach w Bystrzycy łowionych,
tuż poniżej ujścia rzeczki , pięknie wybarwionych.
Więc na pewno na nowo koła nie wymyślę,
jeśli powiem,- gdzie rak i pstrąg żyje, - tam są wody czyste!
I tak do lat młodości dziś podróż odbyłem,
co zapamiętałem w tych wersach zmieściłem.
Ale, aby całą młodość swą opisać,
trzeba by nie wiersz a książkę napisać.
Pozdrowionka waldi-54:papa2:
Waldi tak wspaniałe to były dni i chwile spędzone nad naszą rzeką👍 -kurcze jak to szybko mija:beczy:.Super to wszystko ujołeś👏👏👏
Ze starej szafy.
Odnalazłem dzisiaj w szafie,
starą fotkę z przed wielu lat,
na niej chłopiec ryby łapie,
patrzę, kurczę, toż to ja!
Patrząc na starą fotografię,
którą odnalazłem dziś,
długie lata była w szafie,
znów powracam do tych dni.
Powróciły te wspomnienia,
gdy spełniałem swoje sny
i wędkarskie me marzenia,
powróciły, beztroskie dni.
Stare, żółte fotografie,
zapisany dziejów ślad,
które w starej leżą szafie,
to historii naszej znak.
Tamten czas i tamte dni,
dzisiaj dla wielu to zagadka
w mej pamięci wracają dziś,
dzięki fotce z „albumu dziadka”.
Stare szafy sprzed lat wielu,
kryją w sobie czas miniony,
zajrzyj do niej przyjacielu,
by się poczuć, odmłodzonym.
Odnalazłem dzisiaj w szafie,
starą fotkę z przed wielu lat,
na niej chłopiec ryby łapie,
patrzę, kurczę, toż to ja!
Patrząc na starą fotografię,
którą odnalazłem dziś,
długie lata była w szafie,
znów powracam do tych dni.
Powróciły te wspomnienia,
gdy spełniałem swoje sny
i wędkarskie me marzenia,
powróciły, beztroskie dni.
Stare, żółte fotografie,
zapisany dziejów ślad,
które w starej leżą szafie,
to historii naszej znak.
Tamten czas i tamte dni,
dzisiaj dla wielu to zagadka
w mej pamięci wracają dziś,
dzięki fotce z „albumu dziadka”.
Stare szafy sprzed lat wielu,
kryją w sobie czas miniony,
zajrzyj do niej przyjacielu,
by się poczuć, odmłodzonym.
Pokusa.
Każdy z Was to chyba ma,
lata biegną, włosy rzedną
a Nas wciąż nad wodę gna.
Więc ulegam ja pokusie,
dziś, ma być wspaniale,
smutno brzmi w autobusie,
że ryba nie bierze wcale.
I cóż począć, gdy pokusa,
rozsądek nasz pokona
i nad wodę gnać Nas zmusza,
gdy jaźń jest rozbudzona.
Chodzę więc kilometrami,
przeczesując rzekę,
woblerami, twisterami,
gapiom na uciechę.
Więc konkluzja w mojej głowie,
taka właśnie zagościła,
można by to ująć w słowie,
że – to pokusa, mnie złowiła.
Czas najwyższy wodę zmienić,
jak wabika na zestawie,
na feedera spinning zmienić
i poszukać karpi w stawie.
I tak, kusi mnie co dnia,
lata biegną, włosy rzedną,
mnie po wodach różnych gna.
Każdy z Was to chyba ma,
lata biegną, włosy rzedną
a Nas wciąż nad wodę gna.
Więc ulegam ja pokusie,
dziś, ma być wspaniale,
smutno brzmi w autobusie,
że ryba nie bierze wcale.
I cóż począć, gdy pokusa,
rozsądek nasz pokona
i nad wodę gnać Nas zmusza,
gdy jaźń jest rozbudzona.
Chodzę więc kilometrami,
przeczesując rzekę,
woblerami, twisterami,
gapiom na uciechę.
Więc konkluzja w mojej głowie,
taka właśnie zagościła,
można by to ująć w słowie,
że – to pokusa, mnie złowiła.
Czas najwyższy wodę zmienić,
jak wabika na zestawie,
na feedera spinning zmienić
i poszukać karpi w stawie.
I tak, kusi mnie co dnia,
lata biegną, włosy rzedną,
mnie po wodach różnych gna.
Jesień.
Pod parasolem z szarych chmur
w płaszczu z mgieł i słoty,
niosąc ze sobą kolorów wór,
jesień przyszła już nad wody.
W lasach rozsypała, grzyby
w sadach, grusze oraz jabłka
z letniej nudy wyrwała ryby
i stada poderwała ptactwa.
Krzykiem żurawi, świt powitała,
poprzez poranne, mgieł opary,
odlatujące ptaki pożegnała
a tym co zostają, dodała wiary.
Wędkarzom, wiatry przygnała,
które z zachodu, niosą obfitość.
Sprawiła, aby ryba im brała
i wszystkim dała życzliwość.
Kroczy już poprzez cały kraj,
znajome odwiedza strony,
miasta, wsie i stary gaj,
łąki, sady i pól zagony.
Od stuleci tak już bywa,
gdy zawita do nas wrzesień,
ciemną chmurą świat okrywa,
bowiem wrzesień, niesie jesień.
Pod parasolem z szarych chmur
w płaszczu z mgieł i słoty,
niosąc ze sobą kolorów wór,
jesień przyszła już nad wody.
W lasach rozsypała, grzyby
w sadach, grusze oraz jabłka
z letniej nudy wyrwała ryby
i stada poderwała ptactwa.
Krzykiem żurawi, świt powitała,
poprzez poranne, mgieł opary,
odlatujące ptaki pożegnała
a tym co zostają, dodała wiary.
Wędkarzom, wiatry przygnała,
które z zachodu, niosą obfitość.
Sprawiła, aby ryba im brała
i wszystkim dała życzliwość.
Kroczy już poprzez cały kraj,
znajome odwiedza strony,
miasta, wsie i stary gaj,
łąki, sady i pól zagony.
Od stuleci tak już bywa,
gdy zawita do nas wrzesień,
ciemną chmurą świat okrywa,
bowiem wrzesień, niesie jesień.
Waldziu brawo 👏👏👏 choć smutno ze opuszcza nas Lato:dobani:
Ileż ja się wyczekałem na tą jesień 😲 W końcu jest 🎉 znikło całe wakacyjne towarzystwo z nad Narwi 😏 🎉 😄
Z życia wzięte.🎉
(Zbieżność imion przypadkowa)😎
Paweł i Gaweł.
Paweł i Gaweł w jednej łowili wodzie,
Paweł łowił szczupaki, Gaweł na okonie chodził.
Gdy Gaweł zarzucał zestaw na „pasiaka”
jak na złość, zamiast niego, łowił tam szczupaka.
A Paweł natomiast, na gumę z tej toni,
jakby na złość Gawłowi, łowił moc okoni.
Więc konflikt pomiędzy łowcami narastał,
bo gdy Paweł szedł na ryby, to Gawła tam zastał.
Więc udał się Paweł, po rozum do głowy
i zakupił sobie w sklepie, pontonik gumowy.
Nadmuchał swój ponton, na wodę wypływa
i spostrzega Gawła, jak na łódce pływa.
Złość go chwyta za gardło i straszliwie dusi,
myśli sobie, niema rady, silnik trzeba kupić.
Zakupił więc silnik o mocy dość sporej,
o tym też pomyślał Gaweł i kupił motorek.
Wypływa Paweł i jest pewny swego,
że nie ujrzy Gawła, obok łowiącego.
Mknie Paweł pontonem prosto na łowisko,
aż tu nagle spostrzega Gawła, całkiem blisko,
na łódce ma silnik z mocą kilku koni
i płynie po rzece szukać swych okoni.
Za wiele to było w tej chwili dla Pawła,
więc swoim pontonem podpływa do Gawła.
W pierwszym porywie, jakże wielkiej złości,
chciał Gawła z łódki zrzucić, pomimo prędkości.
Lecz gorąca jego głowa, ostygła na wietrze
i do Gawła w te słowa, odzywa się grzecznie,
- posłuchaj kolego, ma sprawa jest taka,
Ty łowisz okonie, ja szukam szczupaka.
Najlepiej nam będzie, zamienić się miejscami,
zanim się powybijamy, własnymi wiosłami.
Ty kolego staniesz na tym moim dołku,
gdzie okonie żerują, jak w jakimś amoku.
Ja natomiast ustawię, ponton przy twej rynnie
i w ten sposób, każdy swoją, rybę z wody wyjmie.
Zamiast się nawzajem, obrzucać obelgami,
lepiej w zgodzie łowić, bądźmy więc kumplami.
W mętnej wodzie jak wiesz, ryba nie żeruje,
koleżeństwo za to łączy i przyjaźń buduje.
Zamiast robić sobie, nawzajem różne psoty,
co oznaką jest jak wiesz, olbrzymiej , głupoty.
Odtąd Paweł i Gaweł w jednej wodzie łowią,
Paweł na pontonie, Gaweł pływa łodzią.
Zawsze odtąd na wodzie, obok siebie stają,
razem śmieją się, gdy dawne, czasy wspominają.
I tak z nieprzyjaciół, stali się kumplami,
bo wędkarstwo ludzi łączy, wszak to wiemy sami.
(Zbieżność imion przypadkowa)😎
Paweł i Gaweł.
Paweł i Gaweł w jednej łowili wodzie,
Paweł łowił szczupaki, Gaweł na okonie chodził.
Gdy Gaweł zarzucał zestaw na „pasiaka”
jak na złość, zamiast niego, łowił tam szczupaka.
A Paweł natomiast, na gumę z tej toni,
jakby na złość Gawłowi, łowił moc okoni.
Więc konflikt pomiędzy łowcami narastał,
bo gdy Paweł szedł na ryby, to Gawła tam zastał.
Więc udał się Paweł, po rozum do głowy
i zakupił sobie w sklepie, pontonik gumowy.
Nadmuchał swój ponton, na wodę wypływa
i spostrzega Gawła, jak na łódce pływa.
Złość go chwyta za gardło i straszliwie dusi,
myśli sobie, niema rady, silnik trzeba kupić.
Zakupił więc silnik o mocy dość sporej,
o tym też pomyślał Gaweł i kupił motorek.
Wypływa Paweł i jest pewny swego,
że nie ujrzy Gawła, obok łowiącego.
Mknie Paweł pontonem prosto na łowisko,
aż tu nagle spostrzega Gawła, całkiem blisko,
na łódce ma silnik z mocą kilku koni
i płynie po rzece szukać swych okoni.
Za wiele to było w tej chwili dla Pawła,
więc swoim pontonem podpływa do Gawła.
W pierwszym porywie, jakże wielkiej złości,
chciał Gawła z łódki zrzucić, pomimo prędkości.
Lecz gorąca jego głowa, ostygła na wietrze
i do Gawła w te słowa, odzywa się grzecznie,
- posłuchaj kolego, ma sprawa jest taka,
Ty łowisz okonie, ja szukam szczupaka.
Najlepiej nam będzie, zamienić się miejscami,
zanim się powybijamy, własnymi wiosłami.
Ty kolego staniesz na tym moim dołku,
gdzie okonie żerują, jak w jakimś amoku.
Ja natomiast ustawię, ponton przy twej rynnie
i w ten sposób, każdy swoją, rybę z wody wyjmie.
Zamiast się nawzajem, obrzucać obelgami,
lepiej w zgodzie łowić, bądźmy więc kumplami.
W mętnej wodzie jak wiesz, ryba nie żeruje,
koleżeństwo za to łączy i przyjaźń buduje.
Zamiast robić sobie, nawzajem różne psoty,
co oznaką jest jak wiesz, olbrzymiej , głupoty.
Odtąd Paweł i Gaweł w jednej wodzie łowią,
Paweł na pontonie, Gaweł pływa łodzią.
Zawsze odtąd na wodzie, obok siebie stają,
razem śmieją się, gdy dawne, czasy wspominają.
I tak z nieprzyjaciół, stali się kumplami,
bo wędkarstwo ludzi łączy, wszak to wiemy sami.
no proszę jak to fajnie wyszło. Lekki coverek i do wędkarstwa się nadaje
Pytanie i odpowiedź.
Wody głębokie!
Co nam do was wracać karze?
Czy niebo wysokie,
odbite w was, luminarze?
Czy to co w głębi,
skrywacie przed nami,
jak gołębnik, stado gołębi,
przed jastrzębiami?
Wody głębokie!
Do was wracać wciąż nam karzą,
przestrzenie szerokie,
i przygody, które się zdarzą.
Bo piękne to jest,
czekać na coś co się zdarzy,
bo pasja nasza i zew,
dziś domeną jest wędkarzy.
Wody głębokie!
W was moc nasza i odpoczywanie,
rzeki małe i szerokie,
z wami nasze jest współgranie.
Bo jakaż w was siła jest,
by górę przenieść, mur obalić,
lub gdy macie taki gest,
od zapomnienia coś ocalić.
Wody głębokie!
Wy bez względu co się zdarzy,
wody płytkie, nie szerokie,
przyciągacie wciąż wędkarzy.
Bo w tym cała rzecz,
by z naturą być tak blisko,
nie znajomy poznać brzeg,
i przyrody widowisko.
Wody głębokie!
Co nam do was wracać karze?
Czy niebo wysokie,
odbite w was, luminarze?
Czy to co w głębi,
skrywacie przed nami,
jak gołębnik, stado gołębi,
przed jastrzębiami?
Wody głębokie!
Do was wracać wciąż nam karzą,
przestrzenie szerokie,
i przygody, które się zdarzą.
Bo piękne to jest,
czekać na coś co się zdarzy,
bo pasja nasza i zew,
dziś domeną jest wędkarzy.
Wody głębokie!
W was moc nasza i odpoczywanie,
rzeki małe i szerokie,
z wami nasze jest współgranie.
Bo jakaż w was siła jest,
by górę przenieść, mur obalić,
lub gdy macie taki gest,
od zapomnienia coś ocalić.
Wody głębokie!
Wy bez względu co się zdarzy,
wody płytkie, nie szerokie,
przyciągacie wciąż wędkarzy.
Bo w tym cała rzecz,
by z naturą być tak blisko,
nie znajomy poznać brzeg,
i przyrody widowisko.
Pytanie i odpowiedź.
Wody głębokie!
Co nam do was wracać karze?
Czy niebo wysokie,
odbite w was, luminarze?
Czy to co w głębi,
skrywacie przed nami,
jak gołębnik, stado gołębi,
przed jastrzębiami?
Wody głębokie!
Do was wracać wciąż nam karzą,
przestrzenie szerokie,
i przygody, które się zdarzą.
Bo piękne to jest,
czekać na coś co się zdarzy,
bo pasja nasza i zew,
dziś domeną jest wędkarzy.
Wody głębokie!
W was moc nasza i odpoczywanie,
rzeki małe i szerokie,
z wami nasze jest współgranie.
Bo jakaż w was siła jest,
by górę przenieść, mur obalić,
lub gdy macie taki gest,
od zapomnienia coś ocalić.
Wody głębokie!
Wy bez względu co się zdarzy,
wody płytkie, nie szerokie,
przyciągacie wciąż wędkarzy.
Bo w tym cała rzecz,
by z naturą być tak blisko,
nie znajomy poznać brzeg,
i przyrody widowisko.
🤔 Woda bardzo silna jest . Ogromne okręty unosi , turbiny porusza itp :boisie: Dlatego bardzo silnie od siebie uzależnia 🎉
My tu gadu gadu a Waldi trzyma poziom jak zawsze , brawo 👏👏👏👏
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.