Wieści znad Narwi
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nawigacja
MO
14.06.2010 16:13 · Odpowiedź #9056
Kaziu, ale na pocieszenie to już parę dziesiąt tysiecy mniej tych co by Nas pogryzły.
zalane to fakt ale juz nie tak jak wczesniej:)
Dziś pływałem w okolicy Dzierżenina , woda już sporo nizsza niż tydzień temu, udało się wydłubac jednego okonka i lekko nadwymiarowego szczupłego
Też wieść znad Narwi którą wklejam (mam błogosławieństwo komendanta):
http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,wpadka-hurtownikow-klusownictwo-na-narwi,22197
http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,wpadka-hurtownikow-klusownictwo-na-narwi,22197
Panowie, jaka stan Narwii w okolicach Pułtuska? W weekend będę na działce i mam nadzieję pohasać za drapieżcami.
KF
09.07.2010 22:46 · Odpowiedź #9394
Woda już znacznie opadła, dostępne jest większość typowych miejscówek, wszystkie główki powyżej Pułtuska były już obsadzone przez grunciarzy :)
Dziś byłem z kolegą łódką aż w Chmielewie powyżej Pułtuska i ilość wędkujących może przerazić... swoją drogą zastanawiam się jaki sens uciekać z miejskiego tłoku na tłok nad Narwią... namiot obok namiotu, gwar, hałas...
mieliśmy kłopot by znaleźć miejsce aby połowić z łódki...
Dziś byłem z kolegą łódką aż w Chmielewie powyżej Pułtuska i ilość wędkujących może przerazić... swoją drogą zastanawiam się jaki sens uciekać z miejskiego tłoku na tłok nad Narwią... namiot obok namiotu, gwar, hałas...
mieliśmy kłopot by znaleźć miejsce aby połowić z łódki...
swoją drogą zastanawiam się jaki sens uciekać z miejskiego tłoku na tłok nad Narwią... namiot obok namiotu, gwar, hałas...
mieliśmy kłopot by znaleźć miejsce aby połowić z łódki...
Krzysztofie w 100% zgadzam się z Tobą. Był czas kiedy łowiłem w Narwi rezygnując z bardzo ale to bardzo rybnej Wisły i wcale znowu nie takiej brudnej jak niektórzy wówczas nam wmawiali. Zauroczyła mnie Narew swoją urodą, rybnością i w dzikszych miejscach spokojem nad wodą. Starałem się wędkować z wysp żeby unikać hałaśliwego towarzystwa. Jednak od czasu zmiany ustroju kiedy to ludziom zaczęło się lepiej powodzić i stali się bardziej mobilni na lądzie jak i po wodzie już ta rzeka nie dla mnie:bezradny:. Pewnie jesienią cichnie ryk motorówek i wszędobylski łomot siekier rozlegający się po zmroku ale wtedy Wisełka darzy rybkami a wieczory i wczesne noce listopadowe i grudniowe nad Wisłą mają swój urok jedyny w swoim rodzaju.
KF
10.07.2010 23:17 · Odpowiedź #9397
Dziś na dodatek nie dość, że ryby miały dość tego harmideru i zupełnie się pochowały w zakamarkach dna, to jakiś burak rozwalił radio na cały regulator i zmuszał wszystkich w okolicy do słuchania disko polo, byłem dziś nad wodą do 23.30 i jedyny efekt to sandaczyk 35 cm na x-rapa złowiony już pod koniec łowienia jak i całe towarzystwo nad wodą już troche zmęczone przycichło...
z trgo co mi znajomy mówił to okonki na narwi w okolicach gnojna biorą, natomiast na odcinku wierzbica - to już w własnych doświadczeń - w wodzie głucho, czego nie da się powiedzieć o tym co nad wodą.........
a o idiotach przeplywających na pełnej mocy 100 konnego silnika 5 metrów od łódki wedkarskiej to juz nie chce mi się mówić nawet.
a o idiotach przeplywających na pełnej mocy 100 konnego silnika 5 metrów od łódki wedkarskiej to juz nie chce mi się mówić nawet.
Wczoraj przejechałem od Szarłatu w dół Narwi do Rozdziałów czyli jakieś 18-20km.Do wody dojechałem w 5-6 miejscach.Jak nie było ludzi to prosty odcinek i woda ciągnie mocno a jak jakieś zakole gdzie spokojniej to sporo ludzi ale zapewne mniej niż bliżej W-wy.W rezultacie zaparkowaliśmy
w ok. Sokołowa Włościańskiego.Na odcinku 200-250m gdzie dało się łowić 2 grupy wędkarzy ale był spokój.Wyniki mizerne ale widać było że woda żyje.W odległości 30-40m od brzegu jest porozrywana kamienna opaska która ma jakieś 1,5-2km której końcówka (150m-200m) jest porozrywana w kilku miejscach,kilka lat temu tam wędkowałem ale teraz nie ma szans na dotarcie do końca opaski a jak woda opadnie to raczej też nie.Kiedyś była sporo wyższa i był tylko jeden wąski przepływ a teraz porozrywana jest w kilku miejscach.Między 23 a północą w rejonie rozmytej opaski kilkanaście ataków sumowych albo ktoś wrzucał duże kamienie do wody.Kolega z gruntu na białe robactwo wyciągnął szczupaka +50,ja kilka zgrabnych płotek i 2 sumki ale wielkości plemnika.
O świcie sporo ataków drapieżników ale przelewy od brzegu oddziela pas grążeli więc bez szans do przeciągnięcie czymkolwiek.Gość złowił karpia bezłuskiego jakieś 4-5kg,ktoś inny leszcza ok. 1,5kg.
Może jak woda by tak z metr opadła to dało by się wejść na tą opaskę od strony Rogóźna tak jak kilka lat temu?
w ok. Sokołowa Włościańskiego.Na odcinku 200-250m gdzie dało się łowić 2 grupy wędkarzy ale był spokój.Wyniki mizerne ale widać było że woda żyje.W odległości 30-40m od brzegu jest porozrywana kamienna opaska która ma jakieś 1,5-2km której końcówka (150m-200m) jest porozrywana w kilku miejscach,kilka lat temu tam wędkowałem ale teraz nie ma szans na dotarcie do końca opaski a jak woda opadnie to raczej też nie.Kiedyś była sporo wyższa i był tylko jeden wąski przepływ a teraz porozrywana jest w kilku miejscach.Między 23 a północą w rejonie rozmytej opaski kilkanaście ataków sumowych albo ktoś wrzucał duże kamienie do wody.Kolega z gruntu na białe robactwo wyciągnął szczupaka +50,ja kilka zgrabnych płotek i 2 sumki ale wielkości plemnika.
O świcie sporo ataków drapieżników ale przelewy od brzegu oddziela pas grążeli więc bez szans do przeciągnięcie czymkolwiek.Gość złowił karpia bezłuskiego jakieś 4-5kg,ktoś inny leszcza ok. 1,5kg.
Może jak woda by tak z metr opadła to dało by się wejść na tą opaskę od strony Rogóźna tak jak kilka lat temu?
MO
19.07.2010 14:43 · Odpowiedź #9480
Witam.
Celem było starorzecze i rozlewisko przy ujściu Wkry niestety tam nie dotarłem ponieważ było tyle krzaków i taka droga, że masakra, nie na rozwalone zawieszenie samochodu.
Wędkarzy było tylu, że niełatwo było znaleźć jakieś możliwe stanowisko dla siebie, więc ustawiłem się między krzakami, gdzie dosłownie przerwa między nimi miała może metr i do tego burta 2 metrowa, nie napawało to optymizmem bo ja lubię mieć miejsce do rozwalenia się:). Na dzień dobry przywitały mnie grzmoty i zbliżające się ciemne chmury, ale co to dla mnie postawiłem gruntówki jedną na białego drugą na czerwonego robaka i czekałem spokojnie na brania i deszcz.
Na początku brały płotki, krąpiki i wzdęgi największa miała 26cm :) pięknie wybarwiona, niestety zdjęcia nie mam bo padał deszcz i nie było warunków do robienia fotek więc szybko wróciła do wody. Gdy przestało padać zaczęły brać leszcze i to z odległości dosłownie 2 m od brzegu gdzie woda miała może 1,5 metra głębokości.
Regularnie co pół godziny najpierw pojedynczy dzwonek, a za 15 minut dzwon dzwon dzwon siedzi:).
Ogólnie wyciągnąłem 4 leszcze i dużo drobnicy,nawet jaź się skusił na białego na pikerka, 3 leszcze mi spadły bo się gdzieś poplątały w krzakach.
Tak więc wiele razy w tym roku na rybkach nie byłem więc frajda niesamowita, że udało się trochę połapać. Dodam, że rybki żerowały do momentu jak wyszło słońce później cisza.
Celem było starorzecze i rozlewisko przy ujściu Wkry niestety tam nie dotarłem ponieważ było tyle krzaków i taka droga, że masakra, nie na rozwalone zawieszenie samochodu.
Wędkarzy było tylu, że niełatwo było znaleźć jakieś możliwe stanowisko dla siebie, więc ustawiłem się między krzakami, gdzie dosłownie przerwa między nimi miała może metr i do tego burta 2 metrowa, nie napawało to optymizmem bo ja lubię mieć miejsce do rozwalenia się:). Na dzień dobry przywitały mnie grzmoty i zbliżające się ciemne chmury, ale co to dla mnie postawiłem gruntówki jedną na białego drugą na czerwonego robaka i czekałem spokojnie na brania i deszcz.
Na początku brały płotki, krąpiki i wzdęgi największa miała 26cm :) pięknie wybarwiona, niestety zdjęcia nie mam bo padał deszcz i nie było warunków do robienia fotek więc szybko wróciła do wody. Gdy przestało padać zaczęły brać leszcze i to z odległości dosłownie 2 m od brzegu gdzie woda miała może 1,5 metra głębokości.
Regularnie co pół godziny najpierw pojedynczy dzwonek, a za 15 minut dzwon dzwon dzwon siedzi:).
Ogólnie wyciągnąłem 4 leszcze i dużo drobnicy,nawet jaź się skusił na białego na pikerka, 3 leszcze mi spadły bo się gdzieś poplątały w krzakach.
Tak więc wiele razy w tym roku na rybkach nie byłem więc frajda niesamowita, że udało się trochę połapać. Dodam, że rybki żerowały do momentu jak wyszło słońce później cisza.
Fajnie połapałeś, Michale👏!
Miejmy nadzieję, że worek z rybkami z nad Narwii się otworzy, bo trochę cicho ostatnio o tej pieknej Rzece się zrobiło👍
Miejmy nadzieję, że worek z rybkami z nad Narwii się otworzy, bo trochę cicho ostatnio o tej pieknej Rzece się zrobiło👍
MO
19.07.2010 16:10 · Odpowiedź #9482
Powiem szczerze że bardziej się nastawiałem na starorzecze i na żywca , ale nie znalazłem dojazdu i tak żeby cokolwiek połapać stanąłem na rzecze i się miło zdziwiłem.:)
Brawo Michał👏👏,kurka wodna że ja muszę w tym okresie pracować!!!!:bezradny:
Trochę mnie nie było na Shrapie... więc czas się pokazać 😏
Kilka wypadów z brzegu w okolicach Pułtuska nie przyniosło wspaniałych rezultatów. Co prawda któregoś dnia, o północy na białe kopyto na ciężkiej główce Mustada miałem suma, ale z mojej nieuwagi spiął się po jednym odjeździe... hamulec walki w Procasterze miałem ustawiony na minimum i nawet ostry hak nie pomógł. Mocne szarpnięcie wędką ( Xenodon do 35 gr. ), zgrzyt hamulca i luz... Cóż...
Wymieniłem wędkę na Xenodona do 60 gr. i dokręciłem hamulec na opór. Zaliczyłem przez dwa dni kilka brań sandaczy, ale jedynie ściągały mi gumy z główek. Jednego udało mi się wyciągnąć, troszeczkę ponad wymiar, Edyś cyknęła szybką fotkę i małolat wrócił ganiać uklejki.
Potem zasiadka na suma z wielką karaską i pelletem o zapachu halibuta... niestety z przyjemności wędkowania były tylko piękne widoki porannej Narwi przed burzą, które pięknie uwieczniła Edyś.
W końcu udało mi się namówić Adama, żeby popływać jego nowo zakupioną łódką. Normalne łowienie czas zacząć...
Opłynęliśmy kilka miejscówek, próbowaliśmy ciężko, lekko, średnio... nic. Spotkaliśmy Krzyśka Millera, który w woderach starał się przechytrzyć bolenie. Popłynęliśmy w kolejne miejsca i znowu na zero. Woda wydawała się być martwa. W okolicach 23.00 postanowiliśmy odwiedzić ostatnią miejscówkę i spływać do domu.
Po kilkunastu rzutach słyszę za plecami Adama: "Siedzi!" Jest ciemno więc przez pierwszy moment nie wiemy co jest na końcu wędki, kilka bujnięć szczytówką i w wodzie pokazuje nam się ładny boleń. Nurt jest dosyć silny, więc nie tak łatwo jest mi go podebrać, dodatkowo gdy tylko poczuł dotyk mojej dłoni robił gwałtowny odjazd. Jednak po chwili udało się przemieścić go do łódki.
Brawo Adam! 👏 Zmęczony holem boleń, po kilku fotkach wrócił do wody.
Po kilku rzutach mam delikatne puknięcie, zacinam i czuję po drugiej stronie sandaczyka. Miał około 40 cm, więc zdjęcia nie wrzucam. Pakujemy się i spływamy do naszego pomostu, jest już po północy...
Znów wypływamy, tym razem ze względu na temperaturę dopiero kilka minut po 21.00. Kierujemy się w górę rzeki...
... i obławiamy kilka pewnych miejsc. Woda jest wysoka i nurt ciągnie jak nigdy, przestawiamy się kilka razy, niestety bez efektów. Zaliczam jedynie jedno puknięcie z bardzo dalekiego rzutu i nie udaje mi się go zaciąć. Wyciągamy kotwicę i płyniemy w dół rzeki, jest w kilka minut przed 23.00.
Stajemy w nowym miejscu. Kilkanaście rzutów na pusto, woda jest jak lustro, które pięknie odbija księżyc i miliony gwiazd. W pewnym momencie mam delikatne puknięcie, szybko zacinam i czuję w końcu opór. Po chwili orientuję się, że tym razem sandacz nie jest mały...
Ryba jest dość daleko od łódki, Adam złapał aparat i mikroskopijną latarkę, ja odkręciłem nieco hamulec. Ryba chodzi przy dnie, nie widać jej, ale wiem że to sandacz...
... po chwili pokazał się... z nastroszoną płetwą grzbietową... nie ukrywam, że ugięły się pode mną nogi i jedyna myśl, która tkwiła mi w głowie, to to żeby się spiął... Sandacz zanurkował pod łódkę, w ostatniej chwili zobaczyłem jak jest zapięty... Nie jest tragicznie... Podciągnąłem go trochę wyżej i znów okazał się w całej okazałości w świetle latarki. Kolejny odjazd pod łódkę, ale Xenodon do 60 gr. nie dał mu wiele swobody... kilka chwil pełnych nerwów i zapinam gripa za pysk... Odczuwam wielką ulgę... MAM GO!
Jest piękny......
Nie mogę się na niego napatrzeć... ale czas żeby wrócił do Narwi.... trzymając go zapiętego na gripie ostrożnie wkładam go do wody, żeby trochę odpoczął...
... po chwili gdy nabrał sił odpiąłem gripa i trzymałem go pod brzuchem około minuty... przepiękna chwila...
Mój Sandacz powolutku spłynął mi z dłoni i zniknął w ciemnej Narwi....
Kilka wypadów z brzegu w okolicach Pułtuska nie przyniosło wspaniałych rezultatów. Co prawda któregoś dnia, o północy na białe kopyto na ciężkiej główce Mustada miałem suma, ale z mojej nieuwagi spiął się po jednym odjeździe... hamulec walki w Procasterze miałem ustawiony na minimum i nawet ostry hak nie pomógł. Mocne szarpnięcie wędką ( Xenodon do 35 gr. ), zgrzyt hamulca i luz... Cóż...
Wymieniłem wędkę na Xenodona do 60 gr. i dokręciłem hamulec na opór. Zaliczyłem przez dwa dni kilka brań sandaczy, ale jedynie ściągały mi gumy z główek. Jednego udało mi się wyciągnąć, troszeczkę ponad wymiar, Edyś cyknęła szybką fotkę i małolat wrócił ganiać uklejki.
Potem zasiadka na suma z wielką karaską i pelletem o zapachu halibuta... niestety z przyjemności wędkowania były tylko piękne widoki porannej Narwi przed burzą, które pięknie uwieczniła Edyś.
W końcu udało mi się namówić Adama, żeby popływać jego nowo zakupioną łódką. Normalne łowienie czas zacząć...
Opłynęliśmy kilka miejscówek, próbowaliśmy ciężko, lekko, średnio... nic. Spotkaliśmy Krzyśka Millera, który w woderach starał się przechytrzyć bolenie. Popłynęliśmy w kolejne miejsca i znowu na zero. Woda wydawała się być martwa. W okolicach 23.00 postanowiliśmy odwiedzić ostatnią miejscówkę i spływać do domu.
Po kilkunastu rzutach słyszę za plecami Adama: "Siedzi!" Jest ciemno więc przez pierwszy moment nie wiemy co jest na końcu wędki, kilka bujnięć szczytówką i w wodzie pokazuje nam się ładny boleń. Nurt jest dosyć silny, więc nie tak łatwo jest mi go podebrać, dodatkowo gdy tylko poczuł dotyk mojej dłoni robił gwałtowny odjazd. Jednak po chwili udało się przemieścić go do łódki.
Brawo Adam! 👏 Zmęczony holem boleń, po kilku fotkach wrócił do wody.
Po kilku rzutach mam delikatne puknięcie, zacinam i czuję po drugiej stronie sandaczyka. Miał około 40 cm, więc zdjęcia nie wrzucam. Pakujemy się i spływamy do naszego pomostu, jest już po północy...
Znów wypływamy, tym razem ze względu na temperaturę dopiero kilka minut po 21.00. Kierujemy się w górę rzeki...
... i obławiamy kilka pewnych miejsc. Woda jest wysoka i nurt ciągnie jak nigdy, przestawiamy się kilka razy, niestety bez efektów. Zaliczam jedynie jedno puknięcie z bardzo dalekiego rzutu i nie udaje mi się go zaciąć. Wyciągamy kotwicę i płyniemy w dół rzeki, jest w kilka minut przed 23.00.
Stajemy w nowym miejscu. Kilkanaście rzutów na pusto, woda jest jak lustro, które pięknie odbija księżyc i miliony gwiazd. W pewnym momencie mam delikatne puknięcie, szybko zacinam i czuję w końcu opór. Po chwili orientuję się, że tym razem sandacz nie jest mały...
Ryba jest dość daleko od łódki, Adam złapał aparat i mikroskopijną latarkę, ja odkręciłem nieco hamulec. Ryba chodzi przy dnie, nie widać jej, ale wiem że to sandacz...
... po chwili pokazał się... z nastroszoną płetwą grzbietową... nie ukrywam, że ugięły się pode mną nogi i jedyna myśl, która tkwiła mi w głowie, to to żeby się spiął... Sandacz zanurkował pod łódkę, w ostatniej chwili zobaczyłem jak jest zapięty... Nie jest tragicznie... Podciągnąłem go trochę wyżej i znów okazał się w całej okazałości w świetle latarki. Kolejny odjazd pod łódkę, ale Xenodon do 60 gr. nie dał mu wiele swobody... kilka chwil pełnych nerwów i zapinam gripa za pysk... Odczuwam wielką ulgę... MAM GO!
Jest piękny......
Nie mogę się na niego napatrzeć... ale czas żeby wrócił do Narwi.... trzymając go zapiętego na gripie ostrożnie wkładam go do wody, żeby trochę odpoczął...
... po chwili gdy nabrał sił odpiąłem gripa i trzymałem go pod brzuchem około minuty... przepiękna chwila...
Mój Sandacz powolutku spłynął mi z dłoni i zniknął w ciemnej Narwi....
👏 Bysior. W końcu Ci się udało. Gratulacje z mojej strony.
Ile miał sandałek ? :)
Ile miał sandałek ? :)
No żeś pojechał mówiłem ze jak go tyle czasu nie ma to coś pokaże sensownego.
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.