Po uzbrojeniu moich trzech wobków na dzisiaj (pokłułem się strasznie!), zjadłem szybką kolację, spakowałem graty w moją starą kamizelkę wędkarską, notabene nie praną już od 100 lat, założyłem swoja szczęśliwą czapeczkę i kilka chwil po 21.00 wyczłapałem się z domu. Po drodze nad wodę spotkałem Colednika, który ma piękną łódkę i silnik - i robi im na złość - nie pływa na ryby! :zly: Pogadaliśmy sobie trochę, między innymi o planowanych spotkaniach sobotnich w P-sku, zapaliliśmy papieroska na Świętojańskiej i ruszyliśmy w swoje strony.
Na miejscówkę dotarłem już po ciemku. Zapaliłem latarkę Jaśka, założyłem wodery i złożyłem wędkę. A nawet spróbowałem sobie zrobić fotkę z wędką - w ramach testu telefonu rapy. Fotki się zrobiły, ale jestem raczej nie fotogeniczny, więc od razu poszły do guzika Delete :) W końcu, zostawiając buty i rapowy telefon na brzegu w torbie Cormorana, wszedłem po cichu do wody...
... pierwsze 15 minut minęło w ponownym rozpoznaniu prądów - bo woda spadła znowu i trochę się zmieniło... Kilkanaście rzutów i mam miękkie uderzenie. Wyciągam bolenia 50+. Zapięty za jeden hak więc w 2 sekundy wraca do wody jak torpeda! Zapalam sobie papierosa, chyba z radości bo komarów nie ma w ogóle! Łowię dalej choć czuję się zmęczony....
... postanawiam połowić do pierwszej ryby albo brania. Kolejne 30 minut mija bez najmniejszego puknięcia, woda martwa. Kolejny rzut - bach. Jest! Tym razem większy! :D Dociągam go do woderów - chwila zastanowienia - postanawiam z nim wyjść na brzeg żeby zrobić zdjęcie osuszonym telefonem rapy. Żeby nie było, że tylko gadam o tych rybach, choć ten jest nieduży. W trymiga zmiatam na brzeg z bolkiem pod pachą, robiąc przy tym sporo rabanu - ale już raban nie jest ważny tylko szybkość w wypuszczeniu mojej rybki.
Zapomniałem w tym biegu o latarce na czole... może to i dobrze bo fotogeniczny jestem średnio ;) Wypuszczam zmęczoną rybę do wody, mija kilka minut zanim odpływa mi z rąk...
Łowię jeszcze około godziny bez brania. Palę papierosa oddając kilka ostatnich rzutów i zwijam się do domu.
Do zobaczenia moja Narwio! :papa2: