Trochę popiszę bo wybraliśmy się z kumplem trochę porybaczyć i powiem zaskoczyła nas dzisiaj Narew rybką. Ale zanim o niej napiszę znów zapytam Colednika - Ty stałeś koło domu Polonii ok.21 jak spływaliśmy??. Nie chciałem już z siebie wariata robić i zawracać, choć przyglądałem się jak mogłem i do samego końca nie mogłem poznać. My z Tytusem pędziliśmy już do portu bo znów mi kompana zmogło, wyciąga ta nasza Narew z ludzi że szok :bezradny:.
Mieliśmy jeszcze płynąć pod most pochlapać, lecz jednak rozsądniejszym wyjściem wydawało się spłynięcie do portu choć przyznaję że robiliśmy to z wielkim żalem bo pogoda dziś jest przepiękna i cieplutka.
Dobra piszę i nieskromnie się chwalę złowioną rybką. Umówiłem się z kumplem po kiju Adamem (Tytus vel Prezes) na rybaczenie. Wyjazd miał być spontaniczny o godzinie nieznanej, czyli takie o której uznamy że jedziemy. Cel wyprawy rybaczenie za tym co będzie widać że żeruje 😜, ale ogólnie tak jak zwykle czyli bardziej krajoznawczo, kierunek w dół rzeki - taki były ustalenia.
No i się spotkaliśmy przelotnie pod blokiem i kiwnięciami głów stwierdziliśmy że wybiła godzina startu na wodę. Wędki, plecaki ( %%% ), ubrania i tego typu rzeczy wpakowaliśmy do czerwonej strzały Adama i zjechaliśmy na przystań do łódki - brrruuummmmm i poszła łódź zamiast w dół to w górę, zresztą nie ważne gdzie ważne że będzie jak zawsze, czyli miło i wesoło. Płynąc wypatrywaliśmy znajomych co i raz kogoś z lekka zaczepiając, ogólnie nad wodą zatrzęsienie łódek, że o brzegach wspominać nie będę. Płynęliśmy i płynęliśmy i ludzi coraz mniej więc pochlapać było już gdzie, ale jakieś miejsca nie takie, to za płytko, to za głęboko, to znów łabędziom przeszkadzać niewolno. Płynąc tak znaleźliśmy się w okolicach Pawłówka. Woda fajna, ludzi mało, ale nadal problem gdzie stanąć bo co podpływamy do fajnego miejsca to znów wypatrujemy trochę w górę rzeki jeszcze fajniejsze. W końcu pada hasło "kotwicę rzuć" i w momencie gdy puszczam ciężarek na dno, Tytus mówi "patrz, tam jest jeszcze fajniejsze miejsce", i tak powtarzał kilkukrotnie 🤔, a mnie rozbolała dłoń od trzymania linki z ciężarkiem w toni wody. W końcu gdy znów uwiązałem ciężarek na knadze Tytus mówi "tu, tu stajemy" wyłączył motor i puściłem "kotwicę" w dno. Stoimy i uśmiechnięci (raczej ryczący śmiechem) jak małolaciki zaczynamy składać wędki. Łobzujemy wodą raz przy razie nie mając nawet puknięcia w ciągle zmieniane przynęty, co kilkanaście rzutów opuszczamy się z prądem w dół rzeki. W pewnym momencie Tytusowi się przypomina sum który "padł" kilka dni temu niedaleko (kilka kilometrów w górę) tego miejsca i zaczynamy debatę o sumie. Jak by to już było gdyby sum był koło łódki i trzeba by było go podebrać, Tytus mówi, "ty jak się pakowałem to myślałem że dziś będzie zimno i zabrałem rękawiczki, a Twój Ojciec się ze mnie śmiał że na sumy chyba jedziemy" - i tak znów z pełnym uśmiechem sobie rzucamy i śmiejemy się. Gdy tak ciągle rozprawiamy o tych sumach, ich sile, wielkości i że w tym miejscu mogą być, ja ruchem buta otwieram pudełko leżące w łódce z przynętami i patrzę w przegródkę z niemal już zapomnianymi przeze mnie i innych wędkarzy starymi spinningowymi przynętami. Zwijam zarzuconą ciężką gumę i odkładam wędkę. Nachylam się nad pudełkiem i przeglądam wahadłówki - algi, gnomy i jeszcze inne nieznane mi blachy. Patrzę na nie z lekkim uśmiechem na twarzy, wręcz nazwał bym to pogardą, lecz w pewnej chwili bez większego zastanowienia łapię za gnoma nr2, zrudziałego przez rdzę z kotwicą którą ciężko się nawet ukłuć (nie przesadzam 😄 ). Przypinam ją agrafką i frruuuu, poszła pod brzeg, plusk jak po kamieniu i kwituję to ironicznie - jeśli nic się nie złapie, to trzeba patrzeć czy niczego nie ogłuszyłem 😜 . Jeden rzut, drugi, trzeci, przychodzi myśl czy ja aby na pewno się nie wygłupiam ale z drugiej strony co mi tam. Kolejne kilka rzutów bez rezultatu. W końcu po kolejnym "wystrzeleniu" blachy za połowę rzeki coś się dzieje 😎, gdy tylko przynęta wpada do wody i czuję że opadła na dno zaczynam powolutku kręcić korbką kołowrotka. Kręcąc korbką może z trzy lub cztery razy czuję uderzenie 🎉 które odruchowo zacinam, uderzenie jest naprawdę silne i w tym momencie mówię do Tytusa coś mam, ale spokojnie sobie zwijaj. Gdy tylko to powiedziałem zaczynam mieć wątpliwości czy ten gostek na końcu zestawu to jest szczupak na którego się nastawiałem czy coś innego i tu zaczęła się zabawa, hamulec kołowrotka wyje, kij wygina się bardzo mocno co i raz wydając z siebie jakieś dziwne niepokojące dźwięki. Jeden odjazd, drugi odjazd na kilkanaście metrów, patrzę się na Tytusa, Tytus na mnie i śmiech 😄😄😄, mówimy sobie "wykrakany sum" jeszcze go nie widząc a jedynie mogąc się domyślać. Choć mi jeszcze po bani przechodziła myśl że może to być i duży leszcz podwadzony za brzuch, lecz kolejne odjazdy ryby raczej to wykluczają. No i co, stoję na tej łódce, węda wygięta w pałąk, Tytus się śmieje prawie się zanosząc, ja zresztą nie mnie i jak by ktoś nas tam widział to pomyślał by najarani jak nic 😜. Po jakiś dobrych pięciu minutach walki z rybą mówię do Tytusa, Ty dawaj ja mam przecież w plecaku aparat, bierz i nagrywaj będzie co wspominać - aparat został wyjęty i zaczęło się nagrywanie 😏. Ryba ciągle w dnie nie daje się poderwać bo zestaw jest raczej lekki. Łowię na Guide Select Executor 245 7-28 a na kołowrotku mam żyłkę 0,20, więc poszaleć to ja nie mogłem. Mijają kolejne minuty walki z rybą, a ta tylko co ją trochę wymorduję w kierunku łódki, znów odpływa n kilka metrów. Mówię do Tytusa, Ty weź może rozłóż podbierak, co Adam czyni od razu, lecz gdy spojrzeliśmy na rozłożony już podbierak to stało się jasne że ta ryba w ten podbierak raczej się nie zmieści i bez słów podbierak został złożony 🤔. Mijają kolejne minuty i zaczynam czuć że ryba słabnie, Adam nagle prawie krzyczy, rękawiczki, mamy rękawiczki więc jeśli to będzie sum to mamy go, w tym momencie znów pada głośny śmiech i coś jeszcze - ryba się nam ukazuje 🎉🎉. Tak jak przypuszczaliśmy jest to piękny sumek, padają kolejne moje słowa - teraz może się odpiąć, wiemy co to i jak duże było, lecz po Adama minie widzę że muszę go jednak wyciągnąć i przypozować do wspólnej fotki. Mija kolejne kilka minut i niestety w aparacie kończy się karta pamięci 🤔, szkoda trochę bo jeśli go wyciągniemy do łódki to żeby zrobić zdjęcia trzeba będzie skasować cały kilkuminutowy film :nerwus:, przypomniałem sobie że mam jeszcze jedną kartę i trzeba ją tylko zmienić w aparacie, lecz Adam zaczął filmować swoim telefonem i tak się tym przejął że karty nie zmienił. Ja że było mi wesoło, rybę już widziałe to na pewniaka otworzyłem jedną ręką plecak, wyjąłem pokrowiec aparatu i z niego kartę szybko ją wymieniając w aparacie. Sam się teraz zastanawiam jak tego dokonałem 👋. Dobra koniec przynudzania bo znów się rozpisałem. Hol trwał ponad 20min. Niby nie długo ale ręka mnie boli do teraz ale warto było. Zabawa przednia, rybka dopisała, pogoda super więc czego chcieć więcej. Ta historyjka jest jeszcze dłuższa bo były przygody z chłopakami z PZW z Szonem w roli głównej 😄 ale padam już i tego to może pisał nie będę 😜.
Fotek zrobiliśmy kilka żeby nie męczyć sumka na łódce bo oczywiście zaraz po sesji został wypuszczony. Miał 132cm komisyjnego mierzenia i bardzo gdyby brzuszek 😄. teraz sobie pływa i opowiada pobratyńcom o takich dwóch wesołych palantach na kawałku drzewa, co cały czas się cieszyli jakby wyłowili nie suma tylko złotą rybkę co spełnia życzenia.
Więcej fotek jak wyjdą z wycinków filmów postaram się wstawić.
Tytus (Prezes 😄) po pewnym podebraru wąsatego 👏👏.
No i ja (pewnie stanę się rozpoznawalny nad wodą 🤔.