zapaliła się ,zapaliła :dokuczacz:
Tak w telegraficznym skrócie .
Pogoda ładna to poszedłem poszukać jazi z delikatną spławikówką...zero zanęty, tylko wędka, krzesełko i wędrówka w dół rzeki.Przeszedłem już spory kawałek bez brania, aż doszedłem do takiej zatoczki z głęboką na 2 metry wodą. W nurcie brania się nie doczekałem,więc przegruntowałem zestaw i położyłem kij na podpórki, ot taka niby przystawka Minęło może 5 minut a spławik delikatnie się przytopił by po chwili całkowicie zniknąć pod wodą a potem to już się działo. Wędka na podpórce wygięła się w pałąk a kołowrotek zaczął oddawać żyłkę. Podniosłem kij ale płetwal nic sobie ze mnie nie robił i zaczął płynąć w stronę ujścia Warty Takiego odjazdu jeszcze nie miałem, dobre 30 metrów. Przez głowę myśl- "ale jazior ". Powolutku zacząłem pompować. Udało się go podciągnąć na spokojniejszą wodę ale wyraźnie mu się to nie spodobało i zaserwował powtórkę z rozrywki. Ten odjazd był wyraźnie krótszy. Znowu udało mi się go podholować blisko siebie ale uparciuch nie chciał za żadne skarby oderwać się od dna. Modliłem się o to żeby chociaż zobaczyć co zaciąłem. W końcu się udało,nogi mi się ugięły momentalnie. Kleń też sobie mnie obejrzał ale moja facjata nie przypadła mu do gustu i dał nura Podejście numer jeden i pojawiły się problemy. Nie mogłem objąć gada, chociaż nie mam małej dłoni. Po nieudanej próbie chwila przeciągania liny i próba numer dwa, teraz albo nigdy. Przytrzymałem go jedną ręką, odrzuciłem wędkę i chwyciłem drugą. Powolutku trzęsącymi dłońmi wciągnąłem go na brzeg. W mordę jeża ale ryba! Piękny, gruby, zdrowy... Telefon, zdjęcia, to pomińmy Po dłuższej chwili ryba z wielką gracją powróciła do swojego dołka - domu.
Przynęta - 4 pineczki w barwach narodowych, przypon 0,12mm, główna 0,16mm, haczyk to delikatny Owner w rozmiarze 14. Ten sprzęt nie dawał poczucia pewności przy takiej rybie. Sytuację uratował hamulec, niby Jaxon a nigdy mnie nie zawiódł
PS 53cm, odjąłem 1cm na "błąd pomiaru" Dopiero kwiecień a ja zrealizowałem cel na ten rok