Właśnie wróciłem znad Wisełki i muszę się z Wami podzielić moja radością🎉
Nie, nie złowiłem rapy, bo jak widać w postach powyżej, chyba wszystkie popłynęły do Płocka :D, ale zdarzyło mi się coś, co normalnie się nie zdarza.
Pojechałem na swoją boleniową miejscówkę, gdzie jakieś 20m od brzegu jest wielka piaszczysta łacha , a za nią główny nurt. Przy tym stanie wody da się do tej łachy dojść w woderach. Za nią w nurcie zawsze biły bolki, więc z nadzieją przeprawiłem się tam i po jakimś czasie namierzyłem bolka, który bił za małą przykoską. Przykucnąłem i się skradam...idę, idę, prawie że na czworaka, patrzę w pewnym momencie pod nogi i co widzę? Woblerka, zakopanego do połowy w piachu i oblepionego błotem. Kształt taki boleniowy, podobny do tych woblerów, którymi łowię. Zacząłem go czyścić z zaschniętego błota i...nie mogłem w to uwierzyć. To mój wobler 🎉(dosłownie, bo przeze mnie wystrugany), który urwałem rok temu jakieś 100m powyżej!!!! Ile ja się go później przy niskiej wodzie w tym piachu naszukałem!!! Co za fart!!!
Po wyczyszczeniu wobler wyglądał jak nowy, tylko kotwice miał zardzewiałe.
Bolka nie złowiłem, ale wróciłem do domu szczęśliwy :D
Jutro z samego rana idę zagrać w totka...😏
Pozdrawiam
Rychu