Wieści znad Wkry.
Sezon wędkarski 2011, 2010 i 2009
Nawigacja
Dzisiejszy poranek nad Wkrą zaowocował kilkoma małymi kleniami i okonkiem 35 cm😄😄😄
Było by pewnie jeszcze lepiej gdyby nie to że około godziny 6 elektrownia zamknęła przepływ wody ,co spowodowało że poziom wody poniżej w ciągu godziny spadł o około 70 cm a to spowodowało całkowity zanik brań.
Było by pewnie jeszcze lepiej gdyby nie to że około godziny 6 elektrownia zamknęła przepływ wody ,co spowodowało że poziom wody poniżej w ciągu godziny spadł o około 70 cm a to spowodowało całkowity zanik brań.
Piękny garbus. Niczym okoń maselinho- może to rodzina. A skok wody niczym we Włocławku na Wiśle. Gratuluję.
MO
17.05.2009 16:59 · Odpowiedź #2634
Piękna sztuka. Gratuluje.
Gratki Mario - piękny Garbus
I mnie dzisiaj Wkra miło zaskoczyła. Wypad nad wodę w zasadzie nie planowany, ale jako że byłem u teściów na działce to nie mogłem sobie odmówić choć chwilowej wizyty nad rzeką. Woda nadal brunatna ale ciut jakby mniej niż ostatnio. Najpierw szczupaczek ok 40 cm, zaraz potem branie i okonek ok 25 cm. No i w końcu............. 😎
Piękny lekki zakręt w lewo, czysty kawałek Wkry, bez roślinności za to z rynienką ok 2 metrów. Wziął z daleka, dość tępo, na 6cm kopytko Kongera ( białe z zielonym grzbietem ). Chodził pięknie dobrą chwilę - bo był płytko zahaczony i bałem się że może się wypiąć. Miał 67 cm i na oko tuż pod 2 kg wagi.
....i co najszczęśliwsze - pływa dalej. 😎 a że zdjęcie z samowyzwalacza ciut ucięło mi jego pyszczek - to nieszkodzi. Co przeżyłem to moje, a satysfakcja z wypuszczenia dopełniła wszystkiego
Wróciła mi wiara w tą rzekę, bo ostatnio mi się na niej nie wiodło 😎
Pozdr
I mnie dzisiaj Wkra miło zaskoczyła. Wypad nad wodę w zasadzie nie planowany, ale jako że byłem u teściów na działce to nie mogłem sobie odmówić choć chwilowej wizyty nad rzeką. Woda nadal brunatna ale ciut jakby mniej niż ostatnio. Najpierw szczupaczek ok 40 cm, zaraz potem branie i okonek ok 25 cm. No i w końcu............. 😎
Piękny lekki zakręt w lewo, czysty kawałek Wkry, bez roślinności za to z rynienką ok 2 metrów. Wziął z daleka, dość tępo, na 6cm kopytko Kongera ( białe z zielonym grzbietem ). Chodził pięknie dobrą chwilę - bo był płytko zahaczony i bałem się że może się wypiąć. Miał 67 cm i na oko tuż pod 2 kg wagi.
....i co najszczęśliwsze - pływa dalej. 😎 a że zdjęcie z samowyzwalacza ciut ucięło mi jego pyszczek - to nieszkodzi. Co przeżyłem to moje, a satysfakcja z wypuszczenia dopełniła wszystkiego
Wróciła mi wiara w tą rzekę, bo ostatnio mi się na niej nie wiodło 😎
Pozdr
Panowie ... co tu dużo gadać ... Gratulacje ! Widzę że rybka dzisiaj gryzła, a mi ... budzik dzisiaj rano nie zadzwonił i nigdzie nie byłem ....! Grrr... Piękne ryby, wielkie gratki po raz wtóry! :)
Miło popatrzeć na garbuska 😄 widzę że nikt nie próżnował jak nas nie było👍
Dzięki Tymon - no radocha spora. A jak Twoje plany z rzeczką "X" ?
Na razie X. Próbowałem się skontaktować z kimś z hodowli, ale każdy mnie olał. Próbowałem się dodzwonić- lipa. Na e-maile też nic. Jak będę miał kontakt, wpuszczę na bank. Chociaż trochę.
Piękne rybki Wozik, widzę że wczoraj Wkra obdarzyła nas fajnymi rybkami.A cieszy jeszcze bardziej to że one nadal tam pływają i jest szansa że spotkamy się z nimi znowu.Rozmawiałem ze spotkanym wędkarzem , powiedział że był świadkiem złowienia w połowie zeszłego tygodnia ,na rozlewisku koło elektrowni ,sandacza takiego około trójki ,niestety mówił że rybka została zabrana.:beczy:
No proszę. Niespodziewałbym się, że w tej wodzie jest sandacz (a raczej był).Mam nadzieję ze udało mu się odbyc tarło i zostawił sporo potomstwa
Jest sandacz. W Sochocinie podobno regularnie zarybiają - słyszałem rozmowę dwóch miejscowych wedkarzy na stacji benzynowej w Płońsku.
KF
19.05.2009 21:21 · Odpowiedź #2655
Jest sandacz. W Sochocinie podobno regularnie zarybiają - słyszałem rozmowę dwóch miejscowych wedkarzy na stacji benzynowej w Płońsku.
Wkra to "oczko w głowie" Dyrektora Okręgu Ciechanowskiego, Wkra jest regularnie zarybiana, jest kleń, szczupak, boleń, brzana, sandacz i inne, niestety duża presja, kłusownictwo robi swoje.
Szkoda tylko, że drapieżniki są wpuszczane pewnie tylko powyżej Bolęcina...
Z tego co się orientuję poniżej tamy zarybiają głównie reofilami - kleniem, jaziem, świnką i brzaną. Świnki jednak jeszcze tam nie spotkałem :).
Ja czekam na czerwiec, wtedy ruszam na wkrzańskie klenie i jazie z muchówką.
Do zobaczenia nad wodą!
Z tego co się orientuję poniżej tamy zarybiają głównie reofilami - kleniem, jaziem, świnką i brzaną. Świnki jednak jeszcze tam nie spotkałem :).
Ja czekam na czerwiec, wtedy ruszam na wkrzańskie klenie i jazie z muchówką.
Do zobaczenia nad wodą!
Pablo_tr. Na Twoim odcinku widziałem ostatnio wyjścia do powierzchni ( owadów) jakiś rybek - a wiry tym spowodowane były spore. Tylko ta woda. Kurcze, cały czas taka brunatna. Niewiele się poprawiła. Mam nadzieje ze czerwcowa już bedzie przezroczysta.
Zajechałem sobie w ten weekend nad Wkrę z zamiarem brodzenia z muchówką. Jednak dramatyczna pogoda (całą sobotę padał deszcz i wiał silny wiatr) i podniesiony stan rzeki skłonił mnie do posiedzenia przy gruntówkach. Na szczęście pojawiły się już czereśnie w sadzie :) - moja ulubiona przynęta na grube klenie.
Zarzuciłem dwie lekkie gruntówki z owocyma :]
Po połgodzinie przywalił kleń 42 cm. Brania na czereśnie lub wiśnie są bardzo proste do rozpoznania - jakby koń kopnął wędzisko.
Za kolejnych 30 minut brania na drugiej wędce. Szczytówka niespiesznie przygięła się w stronę wody. Zacięcie i czuję naprawdę solidny ciężar po drugiej stronie żyłki. Wiem, że na haku jest On - jeden z tych, na które poluję i o których marzę idąc nad Rzekę. Walczył zupełnie inaczej niż kilowe średniaki. Coś raczej pomiędzy dużym, ciężkim leszczem a upartą brzaną. Brak mu było typowej dla mniejszych kleni natychmiastowej ucieczki z prądem zaraz po ukłuciu haczykiem. Dostojnie pływał sobie po całej rzece, co i rusz wybierając po kilka metrów żyłki, a ja tylko modliłem się żeby stary zdezelowany kołowrotek i 5-cio letnia żyłka 0,16 bez przyponu wytrzymały próbę sił. Nie miałem podbieraka, ale miałem spodniobuty (całe szczęście założyłem je, aby chroniły mnie przed deszczem i mokrymi krzaczorami na brzegu). Wgramoliłem się więc do wody, coby nie wbił się w przybrzeżną roślinność. Po około 15-20 minutach udało mi się doprowadzić Go do płytkiej zatoczki, skąd został przeze mnie delikatnie wyniesiony na mokrą trawę.
Morda mi się cieszy, deszcz i wichura nie przeszkadzają. Oczywiście szybkie mierzenie - 58 cm. Mój nowy rekord w kleniu, poprawiony od razu o 10 cm, przy czym gruby i ciężki. Nie miałem niestety wagi. Kilka fotek i Król wrócił do swojego matecznika, gdzie mam nadzieję znów żyje w pełnym zdrowiu. Kto wie, może znów się spotkamy.
Następnego dnia złowiłem jeszcze jednego 40cm (ostatnie zdjęcie). Wiem, że teraz ustanowienie nowego rekordu będzie dla mnie baaardzo trudne, ale podejrzewam, że jest we Wkrze jeszcze kilka sztuk, których hol może się przeciągnąć znacznie dłużej. Trzeba szukać i mieć nadzieję...
A do muchy wrócę jak pogoda i woda się ustabilizują.
Zarzuciłem dwie lekkie gruntówki z owocyma :]
Po połgodzinie przywalił kleń 42 cm. Brania na czereśnie lub wiśnie są bardzo proste do rozpoznania - jakby koń kopnął wędzisko.
Za kolejnych 30 minut brania na drugiej wędce. Szczytówka niespiesznie przygięła się w stronę wody. Zacięcie i czuję naprawdę solidny ciężar po drugiej stronie żyłki. Wiem, że na haku jest On - jeden z tych, na które poluję i o których marzę idąc nad Rzekę. Walczył zupełnie inaczej niż kilowe średniaki. Coś raczej pomiędzy dużym, ciężkim leszczem a upartą brzaną. Brak mu było typowej dla mniejszych kleni natychmiastowej ucieczki z prądem zaraz po ukłuciu haczykiem. Dostojnie pływał sobie po całej rzece, co i rusz wybierając po kilka metrów żyłki, a ja tylko modliłem się żeby stary zdezelowany kołowrotek i 5-cio letnia żyłka 0,16 bez przyponu wytrzymały próbę sił. Nie miałem podbieraka, ale miałem spodniobuty (całe szczęście założyłem je, aby chroniły mnie przed deszczem i mokrymi krzaczorami na brzegu). Wgramoliłem się więc do wody, coby nie wbił się w przybrzeżną roślinność. Po około 15-20 minutach udało mi się doprowadzić Go do płytkiej zatoczki, skąd został przeze mnie delikatnie wyniesiony na mokrą trawę.
Morda mi się cieszy, deszcz i wichura nie przeszkadzają. Oczywiście szybkie mierzenie - 58 cm. Mój nowy rekord w kleniu, poprawiony od razu o 10 cm, przy czym gruby i ciężki. Nie miałem niestety wagi. Kilka fotek i Król wrócił do swojego matecznika, gdzie mam nadzieję znów żyje w pełnym zdrowiu. Kto wie, może znów się spotkamy.
Następnego dnia złowiłem jeszcze jednego 40cm (ostatnie zdjęcie). Wiem, że teraz ustanowienie nowego rekordu będzie dla mnie baaardzo trudne, ale podejrzewam, że jest we Wkrze jeszcze kilka sztuk, których hol może się przeciągnąć znacznie dłużej. Trzeba szukać i mieć nadzieję...
A do muchy wrócę jak pogoda i woda się ustabilizują.
Cóż mogę powiedzieć- piękny klusek. Ach te czereśnie. Gratuluję i czekam na 60+.
MO
15.06.2009 05:23 · Odpowiedź #2831
lol,piękna rybka.
Zaloguj się aby dodać odpowiedź.