Przejdź do treści

- Rafał... Rafał!! - szeptem ale niemalże krzycząc wołam nowo poznanego kompana wypraw wędkarskich. W końcu jest przed godziną 4 i dopiero co ciemna noc zmienia się w złotawo - pomarańczowy wiejski poranek.

Komentuj

Od dobrej pół godziny wodziłem już palcem po niebieskiej nitce na mapie, starając się znaleźć uzasadnienie dla wyboru miejsca . Za oknem wiatr i zacinający deszcz. Sms od brata też nie zachęcał: „ Nie rozmyśliłeś się jeszcze, ja odpuszczam”.

Komentuj

Pisanie polega nie na umiejętności pisania, lecz na umiejętności wykreślania tego, co jest źle napisane. I analogicznie wędkarstwo nie polega na umiejętności łowienia, lecz na umiejętności oddawania naturze tego, co w niej najlepsze, co nienaruszone.

Komentuj

Nie jest to opowiastka o rekordowych połowach. Nie jest to nawet relacja o ciekawym łowisku, jednak wędkarska niespodzianka jaka mnie dziś spotkała dla mnie osobiście jest większa niż wszystkie szczupaki czy liny złowione w tym sezonie razem wzięte!!!

Komentuj

Zanurzam koniuszki palców w wartkiej wodzie. Brrrr... ale zimna! A przecież to dopiero październik. Spoglądam nad siebie – niebo sine, ołowiane, ponure chmury suną szybko, groźnie marszcząc nastroszone brwi. Ostrzegają przed jesienną ulewą.

Komentuj

Artykuł ten dedykuję zwłaszcza tym wędkarzom, którzy z różnych powodów nie dotrą nad pomorskie rzeki. Tym, którzy z utęsknieniem czekać będą na pierwsze zielone listki, cieplejszy powiew wiatru, aby znów zameldować się nad wytęsknioną ukochaną wodą.

Komentuj

26 listopada 2011 roku. Drakersi nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Cel: sprzątanie brzegów tego akwenu, na którym poławia spora grupa naszych portalowych kolegów...

Komentuj

W artykule tym sięgam do przeszłości, ukazując wspomnienia z poprzednich sezonów wędkarskich,opisuję teraźniejszość i już myślę o zbliżającej się przyszłości- najnowszym sezonie 2012. Ponieważ mieszkam w Toruniu pragnę pokazać jeden z około toruńskich "cudów natury" - tj.

Komentuj

Pływając wiele lat po różnych wodach, również morskich, jestem przerażony nieodpowiedzialnością ludzką. Patrząc na małe łódeczki, marketowe pontony czy inne wynalazki jakimi ludzie pływają zastanawiam się czy oni choć na chwilę zastanawiają się nad bezpieczeństwem.

Komentuj

Tak naprawdę nie nastawiałem się na połów, gdyż jechałem z myślą na działkę, aby wszystko zabezpieczyć na Zimę. Posprzątać to i owo, nasmarować to i owo oraz zabrać to i owo do domu na wszelki wypadek, aby nie korciło, co niektórych nieproszonych gości...

Komentuj

Sobota, 12 listopada 2011. Pobudka: 2.45. Że wcześnie? Wcale nie, wczoraj wstałem o tej samej godzinie… Taki los… wędkarza! Patrzę na termometr: minus 4 st. C. Że zimno? Taki los…

Komentuj

- Wiesz, ma być ładna pogoda, a na pewno naspadało liści z drzew. Możeby tak pojechać na działkę i trochę pograbić? – usłyszałem głos teściowej w słuchawce. Hmmm... W sumie nic specjalnego do roboty w sobotni dzień wśród warszawskich murów nie mam, więc...

Komentuj

Tak liczyłem na jesienne wielkorzeczne łowy w tym roku... Głównie oczywiście na sandacze. Ale niestety, zepsułem się, a zwłaszcza prawą rękę... Właśnie na początku października...

Komentuj

31 października to ostatni dzień kiedy można łowić ryby na tzw. dołach na zalewie Zegrzyńskim. Zawsze przerażał mnie ogrom łódek ale po namowie Moniki Szalonej zgodziłem się na wyprawę na zegrzyńskie sumowe doły.

Komentuj

Ręka już prawie sprawna. Prawie. Delikatny mikrosek będzie w sam raz na pierwszą od miesiąca całodzienną rybaczkę. W sobotę. A metoda? Trok boczny... Dlatego też słów kilka o tej metodzie...

Komentuj

Koniec października to najlepszy czas na połów sandacza na Zalewie Zegrzyńskim. Więc nie ma co marudzić tylko kombinezon ubierać i na ryby trzeba jechać.

Komentuj

Czas na jesienne łowy. Tym razem w doborowym towarzystwie kompanów z młodzieńczych lat. Łowisko tajemnicza Narew. Cel odpoczynek nad wodą, nagroda piękne zdjęcia i niezapomniane widoki. A ryby to tylko dodatek poprawiający samopoczucie.

Komentuj

Jeszcze wieczorkiem w sobotę umawiam się ze szwagrem na rano, że wypłyniemy własnymi pływadełkami na nasze jeziorko. Wstaję o godzinie, na którą byliśmy umówieni i co widzę - czarna rozpacz - jeszcze ciemno. Ale jak słowo dane to należy się szykować.

Komentuj